Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rimmel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rimmel. Pokaż wszystkie posty

2 sierpnia 2013

(Duuuże) Denko 2/2013


Poprzednie denko pojawiło się na blogu w maju, a więc jak łatwo się domyślić, to denko będzie duuuże... jakoś tak ciągle czegoś miałam resztkę, którą chciałam dorzucić do tego posta i tak czekałam i czekałam... efekty poniżej ;).


O dziwo, uzbierało się sporo kolorówki, a jeszcze kilka produktów mam na wykończeniu...
- Lakier do paznokci Oriflame - perłowy beż, kupiła go moja mama i w sumie chyba od dwóch lat nie malowałam nim paznokci (ona też nie), więc powędrował do kosza. Był niezły, ale kolor nie ten.
- Lakier do paznokci Golden Rose Graffiti - fioletowy pękacz, był ze mną dość długo, ale teraz już zrobił się z niego wielki glut i przestał pękać...
- Sally Hansen Dries Instantly - mój pierwszy przyspieszający wysychanie topcoat. Był genialny, bardzo go polubiłam, ale chyba przestali go sprzedawać... przynajmniej jakiś czas temu nie mogłam go nigdzie znaleźć. Teraz przerzuciłam się na Seche Vite, który uwielbiam jeszcze bardziej!
- Szminka Lasting Finish Rimmel 170 Alarm - czysta czerwień, ale ja niestety niezbyt dobrze czuję się nosząc taki kolor na ustach. Długo leżała, więc w końcu ją wyrzuciłam.
- Szminka Carlo di Roma - kupiła ją gdzieś moja siostra, kolor był fantastyczny, ale jednak zdecydowanie za długo przeleżała bez używania - chyba dawno minął jej termin ważności.
- Catrice korektor Re-Touch Light-Reflecting Concelaer - był naprawdę świetny, miałam napisać jego recenzję, ale... nie zdążyłam. Skończył mi się w okamgnieniu, mimo, że używałam go tylko pod oczy w małych ilościach. Jego słaba wydajność spowodowała, że nie kupiłam ponownie...
- Lakier do paznokci Lemax - kupiony przez siostrę, rozwarstwił się, poza tym kolor w ogóle nie "mój"...
- Lakier Essence z LE Ballerina Backstage - z wymianki, nosiłam kilka razy, jednak to nie mój odcień, a sam lakier jest dość stary... wywalam.
- Nail Tek Foundation II - świetna odżywka i świetna baza, bardzo polubiłam i pewnie nieraz do niej wrócę, na razie jednak daję paznokciom odpocząć od formaldehydu.


- AA Help Krem-żel do mycia twarzy - ulubieniec, to moja kolejna zdenkowana tubka, więcej tutaj.
- Decubal Eye Cream - bardzo dobry i wydajny krem, zdecydowanie się polubiliśmy, więcej tutaj.
- Avon Planet Spa krem do stóp z kwasami aha - bardzo dobry krem do stóp, recenzja chyba się niedługo pojawi :).
- Decubal Face Cream - kolejny bardzo dobry produkt od Decubal, recenzja tutaj.
- L'Occitane krem do twarzy Immortelle - zapowiadał się całkiem nieźle, ale cena pełnowymiarowego opakowania powala, więcej tutaj


- Isana mydło w płynie Sensitiv - mydło jak mydło, całkiem fajne w dobrej cenie, nie przesuszało dłoni :).
- Nivea żel pod prysznic water lily & oil - ładnie pachniał, był wydajny, dobrze się pienił, nie przesuszał czyli wszystko, co lubię.
- L'Ocitanne żel pod prysznic Verbena - to samo, co odnośnie żelu Nivea. Zapach bardzo oryginalny i ładny. Więcej tutaj.
- Joanna Naturia truskawkowy peeling myjący - wygrałam w którymś rozdaniu, przyjemniaczek, fajnie pachniał, ale jak dla mnie za mało zdzierał ;).
- Płyn do higieny intymnej Lactacyd hydro-balance - mój pierwszy Lactacyd i kompletnie nie trafiony, zużyłam, bo żal mi było wyrzucić. Mył, ale przy tym powodował lekkie pieczenie... boję się teraz wypróbować klasyczną wersję.


- Szamon do włosów babydream - wielofunkcyjny ulubieniec. Myłam nim pędzle i używałam do zmywania olejów z włosów. Więcej nie będę pisać, bo chyba każda z nas go zna :).
- Odżywka do włosów Nivea Long Repair - hit, hit, hit! Żadna inna odżywka jej póki co u mnie nie zdetronizowała. Recenzja tutaj.
- Szampon do włosów Joanna Argan Oil - szampon jak szampon, niezły, ale szału nie robił. Recenzja tutaj.
- Odżywka do włosów Joanna Argan Oil - mooocno  przeciętna, a nawet mniej, ja się z nią nie polubiłam i nie kupię ponownie. Więcej tutaj


- Płyn do soczewek Bausch + Lomb Bio True - w sumie nie kosmetyk, ale jakoś się przyplątał. Płyn jak płyn, ja między nimi nie widzę żadnej różnicy :D.
- Pasta do zębów Aquafresh - w zasadzie to zużyliśmy chyba 2 tubki. Pokazuję, bo wyjątkowo lubię pasty Aquafresh, a szczególnie w tym opakowaniu! W Polsce chyba nie jest dostępne, ja kupuję tą pastę na stoiskach z niemiecką chemią. Właściwie baaardzo rzadko kupuję jakąkolwiek inną.
- Zmywacz do paznokci Isana - absolutny ulubieniec, nie kupuję innych zmywaczy! Chyba muszę napisać jego recenzję :).
- Dezodorant Nivea Fresh Natural - niezły, dosyć lubię kulki Nivei, ale niestety, upałom nie dał rady. Wrócę do niego jesienią, na razie potrzebuję czegoś "mocniejszego" (używam Rexony w sprayu i jest b. dobra!)

Uff, to już wszystko :). Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam. Następnym razem postaram się wrzucać ciut mniejsze denka. Już teraz mam minimum 3 kosmetyki na wykończeniu, więc kolejny taki post może będzie już za miesiąc?

15 lutego 2012

Hit: Rimmel Match Perfection Cream Gel Foundation

Dzisiaj i na moim blogu gości podkład, o którym zrobiło się bardzo głośno w świecie kosmetycznym - znany i przez znaczną większość lubiany Rimmel Match Perfection Cream Gel Foundation. Mój odcień to 100 Ivory. 


Podkład otrzymujemy w dość małym, szklanym i solidnym słoiczku. Jest bardzo estetyczny i dość wygodny w użytkowaniu. Co prawda plastikowa nakładka zabezpieczająca jest nieco niewygodna, ale nic nie szkodzi na przeszkodzie, żeby ją po prostu wyrzucić.


Konsystencja podkładu jest ciekawa, fakycznie jest to coś na pograniczu kremu i żelu. Podczas nakładania daje efekt delikatnego chłodzenia i daje uczucie, jakbyśmy zwilżały twarz wodą. Podkład jednak po kilku sekundach się wchłania, a uczucie znika.
Kolor podkładu w słoiczku może wydawać się nieco za ciemny (mój to najjaśniejszy), ale kosmetyk naprawdę spełnia obietnice producenta. W kilka chwil po nałożeniu podkład idealnie dopasowuje się do koloru cery. Pod tym względem to naprawdę ideał!

Jeśli chodzi o krycie to uważam je za sałabe/średnie. Nie mam problematycznej cery, ale czasami mam problemy z delikatnym rumieniem na policzkach. Podkład go maskuje, ale nie kryje w 100%. Myślę, że jesienią i w zimie będę stosowała nieco cięższe podkłady, ale do Rimmela z radością będę wracać na wiosnę i lato.
Jedyne, co mi nieco w nim przeszkadza to wydajność. Standardowa cena podkładu to ok. 30zł, ja go kupiłam w Rossmannie na promocji za 20zł, jeszcze w listopadzie. Opakowanie ma jednak tylko 18ml (zwykle otrzymujemy 30ml produktu). Więc ogólny bilans jest raczej niekorzystny - podkład po prostu jest stosunkowo drogi. Jednak słoiczek wystarczył mi na ok. 2,5-3 miesiące codziennego stosowania, co uznaję za w miarę niezły wynik.

Co: Rimmel, Match Perfection Cream Gel Foundation, 100 Ivory
Ile: 18 ml / ok. 30zł (na promocji często 20zł)
Jak:  9,5/10 (odejmuję 0,5 za raczej słabe krycie)

14 listopada 2011

Czerwień w każdej postaci - Rimmel Lasting Finish 170 Alarm

Kolejny poniedziałek, kolejny post z serii Czerwień w każdej postaci (przypominam, że o akcji możecie przeczytać tutaj). Nie wiem nawet, kiedy minął ten tydzień! Czemu długie weekendy zawsze mijają najszybciej?


Dzisiaj przedstawiam Wam moją jedyną aż tak ekstrawagancką szminkę, jaką jest intensywna czerwień 170 Alarm z serii Lasting Finish firmy Rimmel. Uważam, że każda kobieta powinna mieć klasycznie czerwoną szminkę w swojej kosmetyczce. Ja baaardzo rzadko ją noszę, bo mam dość wąskie usta, ale czasami się odważę ;).
Od razu zaznaczam, że zdjęcia robiłam niestety przy sztucznym świetle, bo z tą pogodą póki co inaczej się nie da, a bardzo chciałam dochować obiecanych sobie terminów i wstawić posta dzisiaj. Jednak wydaje mi się, że kolory są dość wiernie oddane.


Opakowanie jest całkiem estetyczne, wykonane z solidnego plastiku i nie ma raczej szans, aby szminka sama się otworzyła. Ma ciemnobrązowy kolor, z tego co wiem, obecnie chyba szminki z tej serii produkowane są już w pół-metalowych opakowaniach.
To, co bardzo mi się w szmince podoba to zapach. Nigdy nie byłam dobra w opisywaniu zapachów, więc i ten ciężko mi sprecyzować. Być może jest on lekko owocowy, ale z całą pewnością bardzo przyjemny.



Kolor 170 Alarm to nieco jaskrawa, bardzo intensywna czerwień. Nie ma ani domieszki bordo, ani różu - dla mnie to po prostu 100% czerwieni. Nieco ekstrawagancka, wydaje mi się, że to kolor a'la Gwen Stefani - można nosić i na codzień (dla odważnych) i na specjalne, eleganckie okazje.
Jeśli chodzi o trwałość, to jest ona przeciętna, ale raczej lepsza niż gorsza. Kolor utrzymuje się na ustach około 3-4h, w zależności oczywiście od tego, czy w tym czasie jemy, pijemy itp. Szminka schodzi z ust równomiernie i nie wałkuje się, co u mnie zdarza się często, jeśli chodzi o inne pomadki. Szminka nie wysusza nadmiernie ust, ale także ich nie nawilża. Balsam nałożony jako baza z pewnością nie zaszkodzi. Przy dłuższym stosowaniu szminka może wysuszać usta, jednak jak wspominałam wcześniej, ja używam jej bardzo sporadycznie i to tylko na wieczór, więc nie wiem, jak sprawdza się noszona na dłuższy dystans.


Co: Rimmel, szminka Lasting Finish w kolorze 170 Alarm
Ile: ok. 17-19 zł, czasami na promocji można upolować ją taniej
Jak: 8/10

17 sierpnia 2011

Recenzja 2 w 1 czyli: Joko - Virtual - baza pod cienie oraz Rimmel - podwójne cienie do powiek 382 Limelight

Dzisiaj recenzja, do której zabierałam się od dawna, jednak zawsze brakowało mi trochę motywacji ;) W pierwszej części recenzji będziecie mogły przeczytać o bazie pod cienie firmy Joko, z serii Virtual. Druga część notki to recenzja podwójnych cieni do powiek marki Rimmel. Zapraszam do czytania i komentowania! :) (I mam nadzieję, że uda Wam się dotrwać do końca tej notki ;) )


Joko - Virutal - Baza pod cienie
Moja przygoda z bazami pod cienie - a właściwie z tą bazą, bo póki co to moja pierwsza i jedyna baza - zaczęła się stosunkowo niedawno. Od około 4 lat używam niemal codziennie cieni do powiek, jednak o takim produkcie jak baza po cienie dowiedziałam się dopiero na początku tego roku, jakoś w marcu. Wtedy też postanowiłam - na próbę - zakupić jedną z najtańszych baz dostępnych na naszym rynku. Tak oto wybór padł na bazę Joko Virtual

Nie mam zbytnio problematycznych powiek, nie są tłuste, nie opadają, a mimo to sporo cieni po kilku godzinach po prostu znikało z oka, blakło w dużym stopniu. Kiedy pierwszy raz użyłam bazy, wiedziałam, że będzie to dla mnie obowiązkowy kosmetyk przy każdym makijażu. Bazę poleciłam też mojej Siostrze, Mamie, kilku koleżankom i wszystkie są z niej bardzo zadowolone. Ale przejdźmy do konkretów.
Bazę otrzymujemy w niedużym, plastikowym opakowaniu - słoiczku. Jest to dość twardy, porządny plastik. Mimo częstych wędrówek bazy w mojej kosmetyczce, opakowanie w żaden sposób nie uległo uszkodzeniu. Pod względem estetyki nie powala - przeźroczysty słoiczek ze srebrnoszarą zakrętką. Nic specjalnego, ale nie szpeci.

Z tego, co czytałam na wizażu i innych blogach, największym minusem bazy według użytkowniczek jest jej konsystencja. Baza porównywana bywa do betonu czy plasteliny. Fakt, konsystencja dość mocno przypomina plastelinę, jednak ja z tego powodu nie narzekam. Moja baza dość łatwo się nabiera i rozprowadza pod ciepłem palca, nie stwardniała z czasem. Przy nałożeniu odpowiedniej ilości (u mnie jest to naprawdę odrobina), baza nie roluje się. Zdarza się to tylko czasem, kiedy wchodzi w reakcję z korektorem. W połączeniu z podkładem czy cieniami rolowanie nie występuje. 

Wydajność uważam za świetną - stosuję bazę ponad pół roku (bardzo często podkrada ją także moja Mama i Siostra ;)), a nie wiem czy zużyłyśmy połowę. Myślę, że jeden słoiczek spokojnie starcza na rok codziennego używania.
I co najważniejsze - działanie. Kupując ten produkt spodziewałam się dwóch rzeczy:
  • utrwalenia cieni
  • podbicia kolorów
I z obydwu tych warunków baza Virtual wywiązuje się na 5+. Cienie wytrzymują każdą pogodę i okoliczności, nie znikając z oka przez wiele godzin. Najdłużej cienie gościły na moich oczach około 13 godzin - podczas wesela w czerwcu, kiedy panował upał, a ja cały wieczór i pół nocy przetańczyłam. Makijaż pozostał nienaruszony do samego końca! 
Istotne dla mnie jest także podbicie kolorów, które dobrze widać na poniższych zdjęciach. Myślę, że dobrym produktem do tego typu testu są cienie Rimmel - posiadam ich 3 sztuki, tutaj prezentuję jedne, podwójne. Cienie te nie szczycą się zbyt dobrą pigmentacją, ale ta baza sprawia, że na powiece wyglądają tak samo intensywnie jak w opakowaniu.

Podsumowując, naprawdę lubię ten produkt. Plusy znacznie przeważają nad minusem w postaci zbitej konsystencji. Nie wiem, czy kupię ją ponownie, bowiem w kolejce czeka baza z Hean, ale jeśli na jakieś bazie się zawiodę, na pewno wrócę do Joko.

Co: Joko Virtual, Baza pod cienie do powiek
Ile: 9-10 zł / 5 g
Jak: 9/10

Rimmel - Podwójne cienie do powiek 
382 Limelight
Drugim produktem, który chcę Wam dzisiaj przedstawić są podwójne cienie do powiek marki Rimmel, w ocieniu 382 Limelight. Wiele osób określa ten zestaw jako złoto-srebrny, jednak ja zakupiłam go ze względu na kolor limonkowy, który faktycznie w opakowaniu może przypominać odcień złota. 

Cienie dostajemy w prostym, plastikowym opakowaniu, razem z pacynką. Plastik jest dość mocny, cienie ani razu mi się nie potłukły mimo wielokrotnych wyjazdów. Dwa wąskie paseczki, w które uformowane są cienie, są bardzo wygodne przy nabieraniu cieni na pacynę czy pędzelek.
Zestaw 382 to srebrny oraz limonkowo-złoty cień. Obydwa kolory ładnie się ze sobą łączą i współgrają. Łatwo się rozprowadzają i na bazie wytrzymują na oczach cały dzień. Pigmentacja jest dobra, ale tylko na bazie - bez niej cienie są bardzo blade, jak każde cienie Rimmela.


W sumie, nie mam za bardzo nic więcej do napisania na temat tych cieni ;) Uważam je za całkiem udany zakup, a kolory przypadły mi do gustu. Kupiłam je jednak po promocyjnej cenie - 10zł. W standardowej cenie 18zł jednak bym ich nie kupiła, nie są aż tyle warte. 
Jeśli chcecie się dowiedzieć więcej na ich temat, zadawajcie pytania w komentarzach, chętnie odpowiem. 



Co: Rimmel, Powójne cienie do powiek, 382 Limelight
Ile: Kupiłam je na przecenie w Drogerii Natura za 10 zł. Cena regularna to ok. 18 zł / 3,5 g
Jak: 7/10