27 września 2011

Kot w kosmetyczce na Facebooku

Zapraszam wszystkie chętne do śledzenia mojego bloga na facebooku :) Mimo, że z fb korzystam już dobre 2 (a może 3?) lata, to jednak oswojenie się z prowadzeniem strony (a nie profilu) pewnie zajmie mi chwilkę czasu, dlatego też proszę o wyrozumiałość ;) Zapraszam wszystkie zainteresowane:


Równocześnie proszę o wskazówki: przede wszystkim chciałam się dowiedzieć, czy można w jakiś sposób "podpiąć" bloga do facebooka, aby automatycznie pojawiały się tam powiadomienia o nowych notkach? I w jaki sposób mogę umieścić na blogu facebookową ramkę, odsyłającą do strony z moim blogiem na fb i umożliwiającej polubienie facebookowej strony bezpośrednio z mojego bloga?
Będę wdzięczna za odpowiedzi na te pytania, bo Wujek Google jakoś wyjątkowo mi tym razem nie pomógł...

24 września 2011

Kolejne rozdania i małe usprawiedliwienie

Ech, spamuję i spamuję o rozdaniach - ale już się tłumaczę, dlaczego notek nie ma. Jakoś do środy jestem u Lubego i mimo nowych zakupów oraz masy recenzji do napisania, nie mam jak zrobić ich zdjęć - ponieważ aparat został w domu, a nie mam na netbooku żadnych fotek "na zapas" - poza jedną serią, która wyszła kiepsko z racji złego oświetlenia :( Zdjęcia robione komórką to przecież nie to samo...
Postaram się jednak dodać notkę jak najszybciej, jak to możliwe. Mam nadzieję, że od października częstotliwość dodawnych wpisów się zwiększy ;)

A teraz do rzeczy, czyli kolejne 2 rozdania, w których biorę udział:

 1. Rozdanie na blogu Panny Joanny:

2. Rozdanie na blogu Marty Miklewskiej:

23 września 2011

21 września 2011

Ziaja HerbikaPlant - Krem Bionawilżający Biała Herbata do cery tłustej i mieszanej

Dzisiaj przedstawiam Wam mój faworyt, jeśli chodzi o kremy do twarzy - krem Ziaji z serii HerbikaPlant - krem bionawilżający biała herbata do cery tłustej i mieszanej.
 Na początek przepraszam jeszcze za literówkę na zdjęciach, ale dopiero po obróbce wszystkich zauważyłam, że zgubiłam "a" w napisie "bionawilżający" ;)
A teraz do rzeczy:

Opis produktu wg producenta: Krem nawilżający, działanie: Intensywne nawilża skórę i reguluje aktywność gruczołów łojowych. Zmniejsza nadmierne złuszczanie się naskórka oraz skutecznie łagodzi podrażnienia. Stanowi doskonały podkład pod makijaż. 
Plusem jest także to, że krem zawiera witaminy A+E oraz prowitamina B5 (D-panthenol). 
 
Zacznę standardowo od opakowania. Krem dostajemy w lekkim, ale solidnym plastikowym słoiczku. Krem przeżył już niejedną podróż i upadek i dzielnie się trzyma ;) Kolor słoiczka jest jasnozielony, przyjemny dla oka.
Konsystencja  kremu jest bardzo lekka, produkt absolutnie nie zostawia na skórze tlustego filmu. Łatwo i szybko się wchłania. Nadaje się pod makijaż - nakładam go po myciu twarzy rano, a już po kilku minutach mogę nakładać makijaż i nic się nie roluje. Trzeba tylko uważać, żeby nie przesadzić z ilością kremu - wystarczy mała ilość.

Lubię także zapach tego produktu. Jest lekki, trudny do określenia. Być może faktycznie czuć w nim odrobinę zielonej herbaty, ale nie mogę go konkretnie sprecyzować. Nie jest na pewno ciężki, chemiczny. Po chwili po nałożeniu przestajemy go wyczuwać.

 I co najważniejsze - działanie -  według mnie wszystkie obietnice producenta zostają spełnione. Używałam wielu kremów do twarzy, ale koniec końców zawsze wracam do tego. Ciężko mi określić mój typ cery - czasami przetłuszcza się, ale właściwie tylko na nosie. Nie jest także przesuszona - chyba że po niektórych produktach do mycia twarzy. Jednak zawsze po kontakcie z wodą potrzebuje kremu. Niestety, niedawno odkryłam też kilka popękanych naczynek na jednym policzku... Moja skóra jest tak różna, że jednak koniec końców kwalifikuję ją do mieszanej, choć może to błąd. Tak czy siak, od kremu wymagam przede wszystkim nawilżenia i ukojenia. Jeśli matuje przy okazji, to bardzo się cieszę. Ten krem z pewnością nawilża skórę w stopniu bardzo dobrym, wydaje mi się także, że matuje - choć jeśli nakładam go wieczorem, to potem już nie patrzę w lusterko, a rano z kolei od razu nakładam makijaż. Jednak ani raz nie zaobserwowałam nieestetycznego świecenia się skóry. Krem także łagodzi podrażnienia np. po mocnym peelingu czy jakimś nieudanym żelu do mycia twarzy. Krótko mówiąc - uwielbiam go, robi z moją skórą wszystko to, co powinien ;) W dodatku za tak niską cenę!
Kolejny raz nie zawiodłam się na Ziaji, którą uwielbiam :)

Co: Ziaja, HerbikaPlant - Krem Bionawilżający Biała Herbata do cery tłustej i mieszanej
Ile: ok. 6-7 zł / 50 ml
Jak: 10/10

PS: Po tygodniu stosowania odżywki silnie regenerującej Wibo, moje paznokcie chyba zaczęły szybciej rosnąć :) Dzisiaj dokupiłam olejek rycynowy, aby smarować nim skórki. Wstąpiłam też do Drogerii Natura, gdzie kupiłam lakier My Secret 104 czyli flaskies, które od dawna za mną chodziły ;)

Rozdanie u Anuli

Kolejna notka rozdaniowa - tym razem zgłosiłam się do rozdania na blogu Anuli :) Obiecuję za to, że jeszcze dziś po południu pojawi się nowa recenzja - prawdopodobnie kremu Ziaja Biała Herbata :) A tym czasem do rzeczy:

18 września 2011

Jesienne rozdania :)

Jesień nie prezentuje się aż tak ponuro, jeśli widnieje przed nami perspektywa wygrania któregoś z tylu ciekawych rozdań :)

1. Polish makeup bag

2. Avonowe rozdanie u Jamapi:

3. Rozdanie - złota rybka - na blogu Fashion&Style:
Link do rozdania


4. Wrześniowe rozdanie u Dianuska:

5. Rozdanie u Piękność Dnia:
 

17 września 2011

Elite - pędzel do podkładu + początek kuracji Vitapilem

Po pierwsze bardzo Wam dziękuję za wszystkie pozytywne komentarze pod poprzednim postem makijażowym, dodał mi trochę otuchy i pewności siebie ;) Szczególnie zaskoczyły mnie opinie o kresce - to jednak ciągle ten element makijażu, nad którym dużo się męczę i nieco przeklinam, ale cieszę się, że koniec końców wygląda to dobrze ;)
W dodatku w poprzednim poście zapomniałam napisać, że zdążyła już do mnie dojść paczka z nagrodami z rozdania na blogu Nie tylko kosmetycznie :) Powoli zaczynam testy!

A przechodząc do sedna sprawy, dzisiaj będzie pierwsza recenzja pędzla na blogu :) Mowa będzie o pędzlu do podkładu marki Elite. 

Typ pędzelka to tzw. koci język. Recenzja dziś będzie dość krótka, bo nie mam za dużo do pisania na temat pędzli ;) Jest to mój pierwszy pędzel do podkładu. Zależało mi na tym, aby podkład dłużej się trzymał na twarzy, a aplikacja była wygodniejsza. Dawniej próbowałam gąbek lateksowych ale nie odpowiadał mi ten rodzaj nakładania podkładu, w dodatku wydawało mi się, że dużo produktu wsiąka w taką gąbkę i się marnuje. Najdłużej do nakładania podkładu używałam po prostu palców, ale jednak nie wydawało mi się to całkowicie higieniczne, w dodatku nie cierpiałam, kiedy kilka godzin po zrobieniu makijażu odkrywałam resztki podkładu w okolicach skórek od paznokci - nie zawsze mydło domywało kryjący podkład, a jakoś szczególnie upodobał sobie osadzanie się przy paznokciach...
Tak więc mój wybór padł na pędzel marki Elite, którą już od dawna widziałam w Rossmannach. Na początku musiałam się trochę przyzwyczaić, jednak teraz już bardzo lubię taki rodzaj aplikacji podkładu. Jest trochę bardziej czasochłonny, niż nakładanie palcami, ale wydaje mi się, że podkład lepiej matuje, stapia się ze skórą dłużej się utrzymuje. Czasami pędzel lubi robić smugi, ale albo wtedy trzeba jeszcze trochę pomachać pędzlem, albo na sam koniec - kiedy podkład już jest nałożony - czystymi dłońmi, samymi opuszkami palców nieco wklepuję podkład w skórę, tam gdzie smugi są widoczne.
Pędzel jest wykonany solidnie, używam go około 4 miesiące i chyba nie wypadł z niego jeszcze ani jeden włosek (dawniej prałam go 2-3 razy w tygodniu, teraz po każdym nałożeniu podkładu). Wygląda w dodatku bardzo profesjonalnie moim zdaniem ;)
Włosie w pędzlu jest syntetyczne, bardzo "giętkie", elastyczne. Dość sztywne, ale absolutnie nie drapie ani nie podrażnia delikatnej skóry, nawet na powiekach.

Podsumowując, polecam ten pędzel dla początkujących i po prostu ciekawych nowych sposobów nakładania podkładu. Wydaje mi się, że to porządny pędzel w dobrej cenie - nie straszne mu mycie, jest przyjazny dla skóry, a w dodatku tani jak na pędzel, którego używam i myję codziennie.

Co: Elite, Pędzel do nakładania podkładu, dostępny w Rossmannach
Ile: ok. 24zł
Jak: 8/10 (odejmuję za smugi)

PS: Od poniedziałku do końca września stosuję odżywkę z Wibo na paznokcie, zobaczymy co z tego będzie ;) Dzisiaj w dodatku Mama kupiła mi (na moją prośbę ;) ) preparat mający wzmocnić włosy, skórę i paznokcie - najbardziej zależy mi na paznokciach, włosach także. Do cery nie mam większych zastrzeżeń. Planowałam kupić Belissę albo jakiś skrzyp, w rękach trzymałam już suplement "Włosy i paznokcie" od Doppelherz, ale koniec końców pani w aptece poleciła mi Vitapil (u mnie w aptece 23,95zł za 60 kapsułek czyli 2 miesiące). Co prawda opakowanie mówi tylko o dobrym działaniu na włosy, ale pani w aptece mówiła też o poprawie kondycji paznokci. Na forach internetowych też czytałam o działaniu na paznokcie, więc zobaczymy ;) Planuję stosować go jakieś 3 miesiące, potem na pewno napiszę recenzję. Dodatkowo ucieszyłam się, kiedy zobaczyłam, że preparat dostał nagrodę Cosmopolitan Prix de Beaute 2011 za nutrikosmetyk :) Jakoś zawsze "chwytam się" na takie haczyki promocyjne ;)

15 września 2011

Rozdanie u Innocent Greed

Kolejne już dzisiaj rozdanie :) Ale znowu zostałam skuszona super nagrodami, co zrobić ;)




Makijaż w odcieniach fioletu

Dzisiaj pierwszy raz na blogu prezentuję makijaż w moim wykonaniu. Zrobienie zdjęć makijażu niestety było dla mnie rzeczą dość trudną - kolory nadal nie wyszły takie same, jakie są w rzeczywistości, a zdjęcie otwartego oka to już w ogóle jakiś horror - zrobiłam ich chyba trzydzieści, a tylko jedno - w dodatku w sztucznym świetle - nadaje się do publikacji... Mam nadzieję, że z czasem się wyćwiczę i będę robiła takie cudowne zdjęcia oka, jakie robią Guinessi czy Kleopatre ;)
Trochę zjada mnie trema przed tym debiutem, więc już kończę się tłumaczyć i przedstawiam efekty mojej pracy ;):

Makijaż wykonałam na popołudniową kawę z przyjaciółką. A oto kosmetyki, jakich użyłam:
  • Baza pod cienie Joko - pisałam o niej tutaj
  • Cień do powiek Essence, kolor 42 Mystic Purple - pisałam o nim tutaj - nałożony dokladnie na całą górną, a także dolną powiekę.
  • Cień do powiek Kobo Fashion Eyeshadow  w kolorze Blueberry Violet - wspominałam o nim w poprzednim poście - to istny kameleon, mój aparat niestety nie wyłapał jego realnego koloru : Nałożyłam go w zewnętrznym kąciku oka i w załamaniu.
  • Eyeliner żelowy Essence, odcień 03 Berlin Rocks
  • Tusz do rzęs Yves Rocher Longeur 360* - wspominałam o nim w tym samym poście, co o cieniu Kobo ;)
  • Essence, kredka do oczu Kajal w odcieniu 04 White - pisałam o niej tutaj - użyta na linii wodnej 
Wszelkie sugestie, szczególnie dotyczące robienia zdjęć oka, bardzo mile widziane ;)

    Rozdanie u Konrelii

    Miałam przystopować z rozdaniami, ale kiedy widzę, jakie nagrody są do zgarnięcia, nie mogę się powstrzymać ;)

     

    12 września 2011

    Haul - Yves Rocher, Kobo, Lovely plus odrobina prywaty ;)

    Wczoraj wróciłam od Lubego i po prawie 60 dniach spędzonych bez przerwy razem i czeka nas pierwsza od tego czasu tygodniowa rozłąka. Ja muszę złapać jeszcze dwóch profesorów w sprawie wpisów, a On biedak ma poprawki (wszystkie zaciśnięte kciuki w tej kwestii bardzo mile widziane ;) ). Nie mogę nie wspomnieć o paradoksie z tym związnym - z jednego egzaminu (4-częściowego) miał w sumie ponad 80%, ale brakło mu 5 pktów z jednej jego części i nie zdał... Takie cyrki to tylko na PWSZ Krosno. No ale do rzeczy ;).
    Dzisiaj do południa podjechałam do Galerii Krakowskiej odebrać indeks od koleżanki, a przy okazji wybrałam się do Drogerii Natura i Rossmanna. Po powrocie do domu czekała na mnie paczka od Yves Rocher - o zamówieniu pisałam już tutaj.Tak więc moje dzisiejsze zdobycze prezentują się następująco:

    Do Drogerii Natura poszłam głównie z myślą zakupienia cieni do powiek z jesiennej kolekcji Sensique - Oriental Dream. Odkąd zobaczyłam zapowiedź kolekcji, chodził za mną odcień 129 - Holi Festival - fiolet, czerwień i beż. Czerwony cień mam, beżowych nawet kilka, zależało mi głównie na fiolecie. Jednak po wypróbowaniu cienia z użyciem testera, coś mi nie grało... Fiolet był ładny, ale nie wyjątkowy - a fioletów już w kolekcji mam kilka. Zainteresowało mnie też trio nr 132 - Autumn Tuliptree, ale tutaj znów spodobał mi się tylko jeden kolor - fioletowo-niebieski. Stwierdziłam, że nie będę wydawała pieniędzy, skoro żaden z cieni mnie nie powalił na kolana, a z trójki używałabym głównie jednego koloru. W dodatku, co zobaczyłam później - cienie farbują! Miałam na ręce maźnięte 2 odcienie Sensique i 2 odcienie Kobo. Po zakupach podeszłam do specjalnej półeczki, gdzie można zmyć próbki cieni z dłoni. Kobo zeszły bardzo ładnie, ale po Sensique - mimo dużej ilości mleczka i dość mocnego tarcia - został intensywnie różowy ślad, po obu odcieniach. Pierwsze mycie rąk w domu też nie domyło go do końca, dopiero drugie mnie uratowało.
    Żeby poprawić sobie humor zakupami i nie wyjść z drogerii z pustymi rękami, podeszłam do szafy Kobo. Z Catrice nic mnie nie zainteresowało, w szafe Essence nuda - nie dość, że pusto, to jeszcze zero przecen i nowości. Więc padło na Kobo. Naoglądałam się wielu swatchy ich cieni i wiedziałam, że kupię jeden z dwóch - słynny Golden Rose albo Blueberry Violet. Golden Rose faktycznie był piękny, ale jednak rzadko maluję się tak jasnymi cieniami - w dodatku różowymi. Wiem, że na pewno go kiedyś kupię, ale jeszcze nie dzisiaj ;) Tak więc zakupiłam przepiękny, fioletowo-niebieski kameleon - Blueberry Violet (czuję się usprawiedliwiona, takiego fioletu jeszcze nie mam!). Kupiłam go w postaci wkładu za 13,99zł, teraz nie pozostaje mi nic innego, jak kupić swoją pierwszą paletkę Inglota i umieścić tam - ironio - nie-inglotowy cień. Myślałam o paletce Kobo, ale jednak wizualnie bardziej odpowiada mi Inglot. Dzisiaj zdjęcia na szybko, swatche średniej jakości i nie oddają w pełni jego uroku, ale kiedyś ten cień na pewno doczeka się recenzji :)



    Potem odwiedziłam Rossmanna. Kupowałam głównie rzeczy "przyziemne", codziennego użytku (pasta do zębów, szczoteczka, pianka do golenia, jedzenie dla kota...). Szukałam też wody brzozowej Isana, o której czytałam na Wizażu, ale nie udało mi się jej znaleźć :( Mój Luby ma ŁZS i niemal ciągle walczy z łupieżem... Próbował już chyba setek szamponów i w końcu znalazł jeden, który mu pomagał - L'oreal z aktywnym Selenem S. I co? Wycofali go! :( Apteczny szampon z selenem mu nie pomaga... Jeśli któraś z Was wie coś o jakimś złotym lekarstwie na łupież, to dajcie znać. Odrazu zaznaczę, że wszystkie Elseve, Clear, Head'n'shoulders nie pomagają, z aptecznych próbował Selsun Blue, Nizoral, Dermenę - nic...
    Wracając do moich zdobyczy - kupiłam sobie jedynie odżywkę do paznokci. Strzał czysto w ciemno, nieplanowany. Nawet nie spodziewam się po niej zbyt wiele. Szukałam odżywki Rimmel, ale nie było żadnych, więc padło na Wibowe Lovely (muszę oszczędzać :P) - kupiłam coś, co się nazywa Strongly Regenerating Nailcare. Ostatnio niestety paznokcie mi się połamały i musiałam je spiłować, teraz znów się tragicznie rozdwajają (mój odwieczny problem). Spróbuję stosować tą odżywkę jakieś 2-3 tygodnie i zobaczymy, co z tego wyjdzie. Kiedyś stosowałam sławne serum z Wibo, ale już mi się "znudziło", efekty też mnie jakoś nie powalały... Zatęskniłam też za odżywką, która zostawia warstwę na paznokciu ;)

    Na sam koniec zostawiłam najbardziej łakomy kąsek - paczkę z Yves Rocher. Za niecałe 30zł (o szczegółach pisałam już w podlinkowanym wyżej poście, więc nie będę się rozwodzić) zgarnęłam (na pół z Mamą i Siostrą):
    • Tusz do rzęs Mascara Longueur 360* - jako gratis do zamówienia, obecnie kosztuje już 49zł, na promocji 34zł - po szczoteczce widzę, że się polubimy ;) Nie mogę się doczekać testów;
    • Mydło do rąk lawendowe - Jardins du Monde - piękne opakowanie i cudowny, czysto lawendowy zapach. Kosztowało chyba 9,90zł;
    • Zestaw 3 perfumek po 5ml, wydaje mi się, że będą bardzo wydajne - na nadgarstki dałam po 1 kropelce Iris (na lewy :P) i Vanille (na prawy) i czuję je non stop, są bardzo ładne, ale też intensywne. Wanilia dość ciężka, a irys bardzo kobiecy. Oto zapachy, jakie otrzymałam:
      • Tendre Jasmin
      • Vanille Noire
      • Iris Noir 
    • 5ml perfum Moment de Bonheur - kwiatowe, kobiece, bardzo ładne. Otrzymane jako gratis ;)
      PS: Dzisiaj padła pierwsza "okrągła" liczba w historii mojego bloga! Mam już 50 obserwatorów i szalenie się z tego cieszę :) Dziękuję, dziewczyny!

      Rozdanie na blogu Kobieta od podszewki

      Cudowne rozdanie na blogu Kobieta od Podszewki. Oczywiście biorę udział, bo nagrody fenomenalne :)

       

      10 września 2011

      Vipera - Organic Skin Product - Eco-żel do demakijażu zmęczonych oczu ze świetlikiem

       Do recenzji tego produktu zbierałam się już bardzo długo, jednak jakoś nigdy nie mogłam usiąść i po prostu jej napisać. Tym razem zaparłam się w sobie i postanowiłam to zrobić ;) Przedstawiam Wam dzisiaj dość ciekawy produkt Vipery z serii Organic Skin Product i Eco - żel do demakijażu zmęczonych oczu ze świetlikiem.


      Produkt ten, można powiedzieć, testowałam dwa razy. Pierwszy raz natknęłam się na niego przypadkiem. Miałam problem z powiekami - wysychała mi na nich bardzo skóra, zauważyłam, że to ma związek z łzami i  tarciem o powiekę w trakcie demakijażu (używałam płynu Ziaji). Postanowiłam kupić coś łagodzącego, o bardziej "śliskiej" formule. Pani w drogerii poleciła mi ten żel.
      Produkt dostajemy w półprzeźroczystej, zielonej tubce. Łatwo go wycisnąć i zużyć do końca, opakowanie jest estetyczne i wygodne. W dodatku widać, ile produkt nam jeszcze zostało.

      Kiedy testowałam go po raz pierwszy jakieś 2-3 lata temu, byłam zachwycona. Produkt jest bardzo przyjemny, ma żelową konsystencję o lekkim zielonkawym zabarwieniu, dzięki której tarcie wacika o powiekę jest bardzo delikatne, nie podrażnia skóry. W dodatku, jeśli produkt dostanie się do oka, nic nie czuć - jest naprawdę mega łagodny. Makijaż oczu zmywał bardzo przyzwoicie, trzeba było tylko czasem domyć tusz albo wodoodporną kredkę - ale rzadko. Moje problemy z suchą skórą na powiekach zniknęły.
      Żel pozostawiał bardzo przyjemne uczucie na powiekach. Nie mam zbytniego problemu ze zmęczonymi, spuchniętymi oczami, jednak miłe uczucie chłodu i orzeźwienia, jakie dawał ten żel było czymś bardzo przyjemnym.

      Jednak kiedy kupiłam ten produkt ponownie - z sentymentu - trochę się zawiodłam. Nie wiem, czy zmienił się skład żelu, czy to kwestia tego, że używam innych kosmetyków, ale żel nie domywa już makijażu tak dobrze jak kiedyś. Teraz już zawsze potrzebuję poprawek innym, mocniejszym płynem do demakijażu. 
      Obecnie już bardzo rzadko używam żelu Vipery do demakijażu, preferuję inne kosmetyki. Jednak znalazłam dla niego inne zastosowanie - rano, kiedy oczy mam jeszcze nieco zapuchnięte od snu i potrzebuję rześkiej pobudki, biorę trochę żelu na wacik i przemywam nim oczy. Opuchlizna znika błyskawicznie :)

      Co: Vipera - Organic Skin Product - Eco-żel do demakijażu zmęczonych oczu ze świetlikiem
      Ile: ok. 8 zł / 75 ml
      Jak: 6/10 (dawniej dałabym 9/10)

      Dla zainteresowanych podaję skład:
      Aqua, Euphrasia Officinalis Extract, Carbomer, Triethanoloamine, Panthenyl Ethyl Ether, Betaine, Allantoin, Imidazolidinyl, Urea, Methylpraraben, CI 42051, CI 47005.

      PS: Znowu mi się poszczęściło i wygrałam rozdanie, tym razem na blogu Nie tylko kosmetycznie :)

      9 września 2011

      Tutorial: zamawianie z iHerb

      Nie czuję się specjalistką w tej kwestii, ale ostatnio miałam małe problemy przy składaniu pierwszego zamówienia z iHerb - dlatego postanowiłam zrobić dla Was tutorial! :) Mam nadzieję, że rozwieje on wszystkie Wasze wątpliwości (moja wątpliwość nr 1 brzmiała: nie mam karty kredytowej, czy mimo to mogę złożyć zamówienie?)

      Wszystkie zainteresowane zapraszam do podstrony  
      "Zamawianie z iHerb",
      która znajduje się u góry mojego bloga!
      Polecam także przy pierwszym zamówieniu wykorzystać kod promocyjny, dający 5$ zniżki :) Znajdziecie go w panelu bocznym mojego bloga oraz na powyższej podstronie.
      Owocnych zakupów!

      8 września 2011

      Tisane, czyli mój ulubiony balsam do ust od Herba Studio

      Już nieraz wspominałam, że jednym z moich ulubionych kosmetycznych produktów są balsamy do ust. Kupując je, nie mam wyrzutów sumienia ;) Przeważnie cena oscyluje ok. 10zł oraz wiem, że naprawdę ich potrzebuję a nie jest to kolejna czysta "zachcianka".
      Moja usta nie są nad wyraz problematyczne, ale co jakiś czas pojawiają mi się zajady - kąciki ust nawet nie pękają, co robią się bardzo czerwone i bolą... Przy chłodzie i upałach zdarza się też, że usta mi pękają. Dlatego przed wyjściem z domu w zimie zawsze stosuję balsam, oraz przez niemal cały rok smaruję usta przed snem, aby mogły się lepiej zregenerować.
      Testowałam już sporo balsamów, jednak zawsze kiedy pojawiają się większe problemy, potulnie wracam do ulubionego balsamu do ust - Tisane.

      Jest to mój ulubiony produkt, do kupienia w każdej aptece (tak mi się wydaje, kupowałam go już chyba w 5 aptekach i w Krakowie, i w Krośnie i jeszcze nigdy pani nie powiedziała "nie ma").
      Balsam dostajemy w małym słoiczku, który przy dłuższych paznokciach jest trudny w obsłudze - średnica słoiczka nie jest za duża, jest on też dość głęboki. Dlatego ostatnimi czasy balsamy w słoiczkach stosuję w domu, a poza domem - w sztyfcie. Z tego co wiem, samo Tisane doczekało się swojej sztyftowej wersji, ale nie miałam jeszcze okazji jej testować.
      Do Tisane każe mi wracać też mój chłopak, za każdym razem kiedy mam problem z ustami ;) Nie lubi, kiedy mam na ustach jakieś "mazidła", a najgorsze jakie mogą być jego zdaniem to te mentolowe pokroju oryginalnego Carmexu i chłodzące. Tisane lubi, bo nie ma on wyraźnego smaku, działa no i cudownie pachnie, przynajmniej jak dla nas ;) Zapach jest bardzo subtelny, przypomina trochę miód z wanilią. Szczerze go uwielbiam. Będąc przy temacie mojego Lubego dodam, że i on podkrada mi niekiedy Tisane, kiedy tylko ma problem z ustami. Ja stostuję ten balsam także na inne problemy - np. bardzo suche miejsca na dłoniach. Sprawdza się w tej roli bardzo dobrze. Balsam również przyspiesza gojenie.

      Kolor jest może mało ciekawy - nie potrafię go opisać, jest taki szaro-miodowy. Niestety zdjęć zawartości nie mam, ponieważ robiłam zdjęcia opakowania z myślą o serii "zużycia", a od tamtej pory stosuję inny balsam i Tisane jeszcze nie zakupiłam.
      Balsam ma jak dla mnie fajną konsystencję - dość zbitą, ale łatwo nabiera się na palec, również w trakcie używania trochę mięknie. Dobrze rozprowadza się na ustach, pozostawia na nich bardzo subtelny połysk. Kiedy go mam na ustach nie czuję żadnej tłustej warstwy, ani że w ogóle cokolwiek mam. Usta są miękkie i nawilżone.
      Wydajność jest też bardzo dobra - przy codziennym, kilkukrotnym stosowaniu bywało, że balsam starczył mi na 2 miesiące z hakiem.
      Podsumowując, Tisane to balsam do którego zawsze - wcześniej czy później - wracam, uwielbiam jego zapach, działanie, wszystko :) Warto dodać, że ten balsam ma też świetne opinie na wizażowym KWC i dostał nagrodę w tej kategorii. Ten balsam to mój nieodłączny towarzysz każdej jesieni i zimy.

      Co: Herba Studio, Balsam do ust Tisane
      Ile: ok. 7-11 zł / 4,7 g
      Jak: 10/10

      7 września 2011

      Rozdanie u Vexgirl

      Do wygrania tusz z nowości Essence - I love extreme - jedna z rzeczy, na którą najbardziej poluję ;) Nie mogłam nie-skorzystać.
       

      6 września 2011

      Konkurs - C for craving i Leri-Sklep

      Biorę udział w konkursie organizowanym przez bloga C for carving  Leri-Sklep.

       

      TAG: letni projekt denko

       Zostałam otagowana przez Estellę z bloga Polish Makeup Bag, za co bardzo dziękuję :) Tag to "letni projekt denko" - polega na przedstawieniu 10 produktów lata, z którymi musimy, chcemy lub możemy się pożegnać. Mój tag będzie niestety bez zdjęć, bo obecnie jestem u Lubego i mam tylko kilka kosmetyków ze sobą. Poza tym dodam, że projekt denko to coś, co jest mi teraz potrzebne - czuję, że czas przystopować z zakupami i zużyć to i owo przed nowymi ;)



      Zasady: 
      1. Umieść obrazek "letni projekt denko"
      2. Wymień 10 kosmetyków tego lata: 3 do twarzy, 3 do ciała, 3 kolorowe + 1 dowolny (możesz dodać ich zdjęcia i krótką recenzję)
      3. Powiedz, kto Cię otagował – podaj link do kanału
      4. OTAGuj 10 blogów tym TAGiem, podaj do nich linki
      5. Poinformuj blogi o otagowaniu :)

      Kosmetyki do twarzy: 
      • Żel-krem do twarzy, Nivea Visage Young - Pure Effect, Control Shine! - Link do KWC - Krem kupiłam jeszcze jakoś w kwietniu, bo był na promocji do Drogerii Natura, a kiedyś go miałam i lubiłam. Obecnie została mi go reszta i chcę go jak najszybciej skończyć, bo - albo zmienili skład, albo moja cera się zmieniła - krem mi już nie służy tak jak kiedyś (stosowałam go rok wcześniej). Cerę obecnie mam mieszaną, ale czuję, że wymaga więcej nawilżenia niż matowienia. Krem dość dobrze matuje, ale z nawilżeniem jest gorzej. W dodatku ciężko się wchłania i stosuję go jedynie wieczorem, pod makijaż się nie nadaje. Kupiłam z sentymentu, chcę go skończyć i już nigdy do niego nie wracać ;) 
      • Żel do mycia twarzy, Under Twenty - Pro! Hydra, nawilżający żel oczyszczający - Link do KWC - Kupiłam go na wyjazd, ponieważ makijaż zmywam zawsze żelem do mycia twarzy, a potem "domywam" ewentualnie jakimś płynem do demakijażu (czasami też oliwką albo kremem Nivea). Znów kierowałam się sentymentem - szukałam żelu z serii Under Twenty, którego używałam chyba 3 lata temu - różowy, wiśniowy, energetyzujący (klik). Chyba go wycofali, bo nigdzie go nie widziałam. W zamian za to wzięłam żel nawilżający, bo moja skóra lubi mocne nawilżenie. Żel nawet nieźle myje, ale konieczne są po nim "poprawki" w domywaniu makijażu oczu i brwi. Skóra po nim jest ściągnięta, a nie nawilżona. Raczej szkodził niż pomagał, dlatego chcę go już zużyć (w czym pomaga mi Siostra ;) ).  
      • Balsam do ust, Isana - balsam z wanilią i mentolem - O tym balsamie nie będę się rozpisywać, bo pisałam o nim już w tej recenzji. Jest przyzwoity, ale nic poza tym. Powoli już mi się kończy, akurat teraz pojawiły mi się zajady (mój największy "ustny" problem :/ kąciki ust mi nawt nie pękają, po prostu robią się bardzo czerwone i trochę bolą, nie wiem co z tym robić... Maść na zajady kupiona w aptece nie pomaga, witamina B też nie za bardzo :( ), z którymi sobie nie radzi za dobrze. W kolejce po nim czeka balsam do ust Yves Rocher, który wygrałam u SexiChic - migdałowy *,*. Poza tym do domowego użytku planuję kupić wypatrzony niedawno w Rossmannie balsam do ust Einstein, jestem go bardzo ciekawa.

      Kosmetyki do ciała: 
      • Dezodorant, Ziaja - Bloker - Link do KWC - Dezodorant kupiłam także jeszcze przed wakacjami. Problemów z nadmiernym poceniem nie mam, jednak chciałam wypróbować to cudo, które ma aż tak dobre oceny wśród wielu użytkowniczek. Na początku działał całkiem nieźle, pacha była sucha, a zapach był minimalny i nie tak przykry. Jednak wkrótce działanie zmalało, zapach był coraz bardziej wyczuwalny i w duże upały obok blokera musiałam stosować jeszcze "zwykły" dezodorant. W dodatku do dzisiaj piecze i swędzi po posmarowaniu pach. Na początku mnie zachwycił, z czasem zaczął przypominać działanie zwykłego antyperspirantu. Zużyję do końca, bo żal mi wydanych pieniędzy, ale chętnie wrócę do ulubionego dezodorantu Ziaja Soft. 
      • Mgiełka do ciała, Avon - Fiołek i liczi - Link do KWC -  Mgiełkę kupiłam, bo moja koleżanka ze studiów ją miała i jest konsultantką Avon - tak to staram się unikać ich katalogów, bo kosmetyki mnie nie powalają, a ceny też nie są za niskie. Jednak zawsze na lato kupuję sobie jakąś mgiełkę, a zapach tej bardzo mi się spodobał. Fajnie odświeża, super pachnie, ale zapach niestety utrzymuje się krótko - zarówno na skórze, jak i na ubraniach :( Chętnie do niej wrócę za rok, ale już nie planuję kupować drugiej - na jesień i zimę wolę cięższe zapachy.
      •  Żel pod prysznic, Original Source - Kaktus i Guarana - Link do KWC - O nim również już pisałam - post możecie przeczytać tutaj. Uwielbiam go i chętnie wypróbuję inne produkty z tej serii (następny w kolejce jest żel orange & ginger), jednak tutaj sprawa ma się podobnie do mgiełki - na jesień po prostu zmieniają mi się preferencje zapachowe i z energetyzujących, świeżych zapachów wolę przeskoczyć na te bardziej kremowe, otulające.
      Kosmetyki kolorowe:
      • Tusz do rzęs, Maybelline - The Falsies Black Drama Volum' Express -Link do KWC - Tusz ten towarzyszył mi przez całe lato i nawet się polubiliśmy, jednak daleko mu do żółtego "brata". Obecnie czekam aż się skończy, bo chcę wypróbować nowe tusze (w drodze mam Yves Rocher, a z niecierpliwością czekam, aż będę mogła przetestować tusz I Love Extreme z nowości Essence!). Nieco pogrubia i podkręca, ale na pewno nie daje efektu sztucznych rzęs. 
      • Podkład w płynie SPF 10, Avon - Ideal Shade - Link do KWC - Nie do końca może podkład ten zasługuje na projekt denko z serii "letniej", ponieważ w lecie podkładu raczej nie stosuję ;) To moja trzecia buteleczka tego podkładu i bardzo go lubię, jednak czas wypróbować coś innego. Ten z Avonu dobrze wyrównuje koloryt skóry, nie zostawia efektu maski i co najważniejsze - ma dobry kolor, który nie ciemnieje na twarzy i dopasowuje się do koloru skóry. Pewnie kiedyś jeszcze do niego wrócę, na razie jeszcze zostało mi pół buteleczki do zużycia, jednak nie mogę się doczekać testów podkładu z Catrice, który planuję kupić.  
      • Puder rozświetlający, Sensique - Shine Powder - Na KWC go nie znalazłam, ale pisałam o nim już tutaj. Kupiłam go jako rozświetlacz, ale okazał się dość mocno kryjący i idealny do nakładania na całą twarz. Całkiem go lubię, za tą cenę na pewno warto wypróbować. Jednak przerzuciłam się na lżejsze pudry, najlepiej sypie. Do poprawek w ciągu dnia używam pudru Rimmela, ten wg mnie jest za ciężki do "przypudrowania noska" np. na uczelni ;) 

      Dowolony: 
      •  Rozświetlacz, Essence - Shimmer Powder - Link do KWC - Krótko i na temat - bardzo lubię ten rozświetlacz, ale czekam, aż go zużyję, aby móc z czystym sumieniem kupić sobie rozświetlacz z nowej limitki Essence Vampire's Love - wydaje mi się, że będzie jeszcze lepszy ;) Dlaczego nie mogę mieć dwóch? Bo jestem osobą, która uważa, że kosmetyki typu róż/rozświetlacz/bronzer/puder/podkład wystarczą mi w ilości 1 (pudry 2 - jeden sypki, jeden w kamieniu). Róże też mam dwa, ale tego z Wibo chyba nigdy nie zużyję (i kolor już mi się znudził), a ten z Essence - LE Ballerina - podbił moje serce ;) Tak czy siak, dwa rozświetlacze to dla mnie stanowczo za dużo (zużywałabym je chyba 5 lat...).

      Do tagowania zapraszam:
      http://vexgirl.blogspot.com/
      http://kosme-tiki.blogspot.com/
      http://lusterko-em.blogspot.com/
      http://guinessi.blogspot.com
      http://smieti.blogspot.com/
      http://kobietamowi.blogspot.com/
      http://sexiprzygodazwizazem.blogspot.com/
      http://barwy-wojenne.blogspot.com/
      http://daysincolours.blogspot.com/
      http://idaalia.blogspot.com/

      5 września 2011

      Haul - Futura Park Kraków, Yves Rocher oraz iHerb + EcoTools

      Dzisiaj zamiast recenzji będzie mały haul ;) O czym? O nowym centrum handlowo-outletowym w Krakowie, o zamówieniu z Yves Rocher i iHerb. Zapraszam do czytania!

      Zdjęcie pochodzi ze strony: http://www.mmkrakow.pl/376969/2011/6/29/futura-park-krakow-w-modlniczce-otwarcie-jesienia-znamy-pierwszych-najemcow?category=biznes
      Jadąc niedawno do Krakowa zobaczyłam billboard - czerwony, z białymi napisami informującymi o otwarciu 19 października outletu i centrum handlowego. Całość będzie nazywała się Futura Park Kraków. Nazwa coś mi podpowiedziała... W odległości kilku kilometrów od mojego domu (obok Leroy Merlin w Modlniczce k. Krakowa) od jakichś dwóch lat trwa budowa "czegoś dużego". Tyle o tym wiedziałam. Kojarzyłam jedynie szyld wiszący gdzieś niedaleko dwóch "żurawi" - futura. Kiedy skojarzyłam te dwa fakty, od razu musiałam sprawdzić informację w internecie. I oto co znalazłam:

      "Futura Park Kraków to nowoczesny obiekt handlowy, który połączy funkcje parku handlowego z centrum outlet. Kompleks pomieści szeroką ofertę sklepów z branż: odzieżowej, obuwniczej, drogeryjnej, wyposażenia wnętrz oraz RTV/AGD, uzupełnioną o ofertę punktów usługowych i kawiarni."

      "Futura Park Kraków to obiekt handlowy o łącznej powierzchni 44 000 mkw., który łączy funkcje parku handlowego z centrum outlet. Dwupoziomowy kompleks pomieści szeroką ofertę sklepów z branż: odzieżowej, obuwniczej, drogeryjnej, wyposażenia wnętrz oraz RTV/AGD, uzupełnioną o ofertę punktów usługowych i kawiarni. Na parterze budynku w parku handlowym znajdą się m.in. delikatesy Alma, RTV EURO AGD, Super-Pharm, Douglas, CCC oraz Carry."

      Znalazłam także informacje o tym, że będzie tam m.in. Humanic, C&A, H&M... 
      Kiedy to wszystko przeczytałam, cieszyłam się jak małe dziecko :D Co prawda w Krakowie jestem niemal codziennie, jednak wypad do takiej Galerii Krakowskiej to dla mnie zawsze "większy wypad", a nie "wstąpienie po drodze". Dojazd zajmuje mi 20 min pociągiem lub ok. 40 min samochodem i rzadko kiedy jestem tam sama z siebie, przeważnie przy okazji. A teraz skończą się moje wyprawy na zakupy i do najbliższego centrum handlowego będę miała kilka minut samochodem :) Mój portfel już ciuchutko kwili, rodzice załamują ręce... a mnie paszcza nie przestaje się cieszyć :D Tym bardziej, że H&M i C&A to jedne z moich ulubionych sklepów. Do pełni szczęścia brakuje mi Rossmanna, Drogerii Natura i Deichmanna. Reszta jest mi zbędna ;) Cieszę się tym bardziej, że mam nadzieję, iż w otwieranym Douglasie lub Super-Pharmie znajdzie się podwójna szafa Essence - jeśli zobaczę tam takie cudo to chyba popłaczę się ze szczęścia :D
      Przepraszam za mój nadmierny entuzjazm, ale to naprawdę dla mnie - uwielbiającej łażenie po sklepach i wydawanie pieniędzy - otwarcie czegoś takiego w tak bliskim miejscu to ogromne szczęście :)
      Na dodatek otwarcie zaplanowane jest na 19 października, a 21 to moje urodziny ;)
       To by było na tyle w temacie nr 1. Oczywiście mam zamiar wybrać się "wybadać teren" od razu po otwarciu i pewnie zdam Wam jakąś relację. 
      Zdjęcie pochodzi ze strony: http://www.yves-rocher.com.pl/vanille_noire_woda_perfumowana_30_ml

      Temat drugi to mały haul nt. Yves Rocher. Regularnie z Siostrą kupuję soczewki w sklepie internetowym szkła.com i pewnego razu dołączyli nam do paczki gazetkę Yves Rocher. Dałam się skusić na chwyt marketingowy - z tyłu była naklejka-niespodzianka, pod którą można było znaleźć "kupon" na torby podróżne gratis do zamówienia. Jako że co drugi weekend jeżdżę do Lubego (170km w jedną stronę ;)), mała torba podróżna to mój must-have. Do zamówienia (nie pamiętam już, co to było) dostałam czerwoną torbę, dużą kosmetyczkę i jeszcze jedną - mniejszą. Bardzo fajnie wykonane, jestem zadowolona z tego gratisu. Jednak jednorazowe złożenie zamówienia zaskutkowało regularnym przysyłaniem do mojego domu gazetek promocyjnych, o zgrozo... Wiadomo - zawsze na coś się człowiek skusi. Tym razem znów czekała mnie naklejka obiecująca gratis - Wydłużający tusz do rzęs 360⁰. Plus ciekawa oferta - 3 mini buteleczki perfum (po 5ml) za 19,90zł. Perfumki są z serii Secrets d'Essences, a ich zapachy to Vanille Noir (na tą czekam najbardziej i liczę, że pewnie z czasem zakupię jej pełnowymiarową wersję), Iris Noir oraz Tendre Jasmin. Perfumkami będę dzieliła się z siostrą i mamą, ale takie małe cudeńka i tak potrafią być wydajne, więc myślę, że damy sobie radę ;) Dodatkowo za szybkie zamówienie firma obiecała gratis w postaci 5ml perfum, chyba różanych... Mama zamówiła też mydło do rąk o zapachu lawendy. Czekam teraz na paczkę, wydaje mi się, że to dość udana okazja - za  28zł z wysyłką (a raczej bez, bo wysyłka tym razem będzie gratis) otrzymam zestaw 3 mini perfum, tusz do rzęs, próbkę 5ml innych perfum oraz mydło do rąk w płynie.
      Zdjęcie pochodzi ze strony: http://www.drugstore.com/eco-tools-bamboo-6-piece-eye-brush-set/qxp231086

      Ostatnią sprawą jest moje bardzo spontaniczne zamówienie pędzli ze strony iHerb. Skusiły mnie do tego posty na blogu Vexgirl - szczególnie ta recenzja. Instrukcja na jej blogu dotycząca tego jak zamawiać pędzle, oraz kod promocyjny obiecujący 5$ taniej za pierwsze zamówienie sprawiły, że całkowicie nieplanowanie kupiłam zestaw pędzli do makijażu oczu. Pędzli do twarzy na razie mam wystarczająco dużo, choć ostatnio marzy mi się Hakuro H21 - gdy go zdobędę, będę tymczasowo całkiem zaspokojna pod względem pędzli (no, jeszcze chcę obydwa pędzle do twarzy z nowości Essence, ale to już naprawdę wszystko ;) ). Obawiałam się, że nie będę mogła złożyć zamówienia - nie posiadam karty kredytowej, a serwis nie akceptuje płatności poprzez PayPal. Napisałam do Vexgirl o poradę, a Ona poleciła mi próbować do skutku ze zwykłą kartą płatniczą. I tak też zrobiłam. Okazało się, że moglam zapłacić zwykłą "kartą z delfinkiem" z mBanku, musiałam jedynie zmienić limity dla transakcji internetowych - trwa to chwilę, jest darmowe i do zrobienia on-line. Skończyło się na tym, że zamówienie wysłali mi jeszcze wczoraj, a koszty prezentowały się następująco: (7,22$ zestaw pędzli +4$ koszty wysyłki) - 5$ za kod zniżkowy = 6,22$ za całość. W przeliczeniu na polskie (doliczając koszty za wykonanie przelewu międzynarodowego z mBanku) - jakieś 18,40zł. To mega korzystna cena, tym bardziej, że jeden pędzelek do oczu EcoTools w Rossmannie kosztuje ok. 17zł, a tutaj otrzymuję ich 5 + kosmetyczkę. Nie mogę się doczekać paczki :) 

      To by było na tyle :) Ciekawa jestem Waszych opinii o Yves Rocher, EcoTools i - co najbardziej mnie kręci - opinii krakowianek o Futura Parku ;)

      PS: Na moim blogu pojawiły się strony: współpraca oraz wishlist :) Tworząc swoją "listę życzeń" miałam sporo zabawy, ach, cudownie byłoby zdobyć choć połowę z niej ;) Pierwsze życzenie zrealizowałam kupując właśnie pędzle EcoTools :) Dodałam także etykiety ze sklepami. 

      Rozdanie z jajem w tle ;)

      Kolejny raz - tym razem na blogu "in my Wonderland" - do wygrania jest balsam do ust eos, o którym marzę od dłuższego czasu. Może mi się poszczęści :)

       

      3 września 2011

      Wellness&Beauty - Mleczko do ciała Balance - wanilia i makadamia

      Moja skóra po kąpieli, a szczególnie po depilacji wymaga lekkiego nawilżenia. Lubię balsamy do ciała z jednej strony dość treściwe, a z drugiej strony dość szybko wchłaniające się. Jednak najważniejszym czynnikiem jest dla mnie... zapach. Nawilżenie, jakiego wymaga moja skóra, dostarcza mi niemal każdy balsam. Ale mój nos jest już bardziej wybredny ;) Dlatego kupując balsamy kieruję się moimi ulubionymi nutami zapachowymi - karmel, mleko, orzechy, wanilia, kokos - to "moje" zapachy.
      Kiedy skończyło mi się moje ulubione masło do ciała Farmony, o którym pisałam tutaj, postanowiłam poszukać dla niego jakiegoś lżejszego zamiennika - pod względem konsystencji i zapachu. Będąc w Rossmannie trafiłam na promocję mleczka do ciała Wellnes&Beauty o zapachu wanilii i orzechów makadamia, z serii balance. Kosztowało ok 3-4zł, a zapach do mnie przemawiał, więc wzięłam. I trafiłam na bardzo dobry kosmetyk.

      Mleczko dostajemy w ładnym opakowaniu w odcieniach kremowych, z dość estetycznym nadrukiem na etykiecie. Produkt stawiamy na zakrętce, więc nie musimy się męczyć z wyciskaniem go z butelki, co jest dużym plusem. Butelka jest także półprzeźroczysta, więc możemy kontrolować ile kosmetyku nam jeszcze zostało.

      Konsystencja moim zdaniem nie pasuje do mleczka, jest to bardziej treściwy balsam do ciała. Łatwo wydobyć go z opakowania, jednak kiedy aplikujemy go na skórę, nie spływa z niej - trzeba go dość mocno rozmsarowywać, co mi odpowiada. Balsam ma kolor biały. Wydajność uważam za średnią, ponieważ mleczko trzeba dość obficie aplikować na skórę, aby dobrze je wmasować.
      Zapach jest jak dla mnie cudowny. Pachnie delikatnie, ale jednak wyczuwalnie. Czuć w nim jakby mleko, wanilię, słabo wyczuwam orzechy. Zapach otula, ale nie otumania i utrzymuje się na skórze kilka godzin po aplikacji.

      Co do działania, jestem zadowolona, choć tak jak pisałam - moja skóra nie jest zbytnio wymagająca. Balsam łagodzi podrażnienia po goleniu, nawilża skórę, szybko się wchlania. Dzięki zapachowi faktycznie daje pewną "równowagę i komfort", o czym pisze producent na opakowaniu. Nic więcej właściwie nie mogę napisać. To po prostu dobry produkt w śmiesznej cenie, o cudownym zapachu i rozsądnym działaniu. Na pewno będę do niego wracać.

      Co: Wellness&Beauty, Mleczko do ciała Balance - wanilia i makadamia
      Ile: ok. 4-5 zł (na promocji i 3zł) / 200 ml
      Jak: 8,5/10

      Rozdania :)

      Rozdania, w których biorę udział:

      1. Woman Land:
       
      2. She Woman Blog:

      3. Błahostki Kosmetyczne: 
      4. Redhead Experiments:

      5. Piękno drzemie w naturze: