Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odżywka do włosów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odżywka do włosów. Pokaż wszystkie posty
1 marca 2014
Denko 1/2014 - czyli masa pustych opakowań
Pierwsze denko w nowym roku - muszę przyznać, że od długiego czasu jestem zadowolona z tempa i ilości zużywanych kosmetyków :) W łazience w końcu robi się miejsce na "oddech".
L'Occitane - lawendowe mydło w płynie - klik - zużyliśmy je z żalem, bo nie tylko ja je polubiłam, ale także mój Narzeczony. Delikatny, kojąco-orzeźwiający zapach lawendy, gęsta konsystencja, która nie wysuszała rąk... marzenie! Gdyby nie zaporowa cena, na pewno kupiłabym ponownie.
Cece of Sweden - Argan Conditioner - rzadko w denku zamieszczam próbki, bo zwykle spływają po mnie jak woda po kaczce... czyli nie zachwycam się nimi. Tą próbkę dostałam podczas zakupów w Super-Pharm i przepadłam! Użyłam tej odżywki dwa razy, a efekty odczuwałam na moich włosach przez kilka dni po użyciu, mimo ponownego mycia włosów! Pierwszy raz spotkałam się z takim działaniem, odżywka idealnie nawilża i wygładza włosy, ma ciekawy, ładny zapach... Pierwszy raz zdarzyło mi się po użyciu próbki lecieć do drogerii i kupować pełnowymiarowe opakowanie produktu. Jestem pod wrażeniem!
Balea - kokosowa odżywka do włosów - bardzo fajna odżywka, duet wraz z szamponem bardzo przypadł mi do gustu. Zużyłam z przyjemnością, polubiłam ją, ale jednak do grona "naj" się nie zakwalifikowała (to miejsce okupuje powyższa odżywka z Cece oraz Nivea).
Etykiety:
Avon,
Balea,
balsam do ciała,
Batiste,
Bell,
Bielenda,
Cece of Sweden,
Cleanic,
Isana,
Isana Med,
Joanna,
kredka do oczu,
krem do rąk,
Lovely,
odżywka do włosów,
płyn do kąpieli,
projekt denko,
tusz do rzęs
26 lutego 2014
Isana - szampon i płukanka do włosów brązowych
Bardzo lubię produkty Isana, ale muszę przyznać, że jednak nie szaleję za kosmetykami do włosów tej marki... Wyjątek stanowi tylko wycofana już, kultowa odżywka z Babassu. Tym razem testowałam produkty Isana do włosów brązowych - szampon i płukankę. Szampon ma pojemność 250ml w cenie 7,59zł, a płukanka to 200ml w cenie 7,49zł.
2 lutego 2014
Kosmetyczni ulubieńcy i odkrycia 2013 roku
Z "małym" poślizgiem czasowym, ale są - moje ulubione kosmetyki roku 2013. Wybrałam po 1-2 ulubieńców z każdej kategorii, choć z niektórymi miałam problem. Zastanawiałam się nad umieszczeniem tutaj też ulubionych pędzli, ale stwierdziłam, że lepiej będzie mi po prostu napisać cały osobny post na ich temat :). Co ciekawe, o ile dobrze pamiętam, każdego z tych produktów użyłam po raz pierwszy właśnie w roku 2013.
Etykiety:
AA,
Alterra,
Batiste,
cienie do powiek,
Inglot,
krem do twarzy,
Luksja,
Nivea,
odżywka do włosów,
olejek,
paznokcie,
płyn do kąpieli,
podsumowanie,
Seche Vite,
Seche Vite Restore,
ulubieńcy,
żel do twarzy
17 września 2013
Denko 3/2013
Pogoda jest tragiczna, a mnie samą powoli rozkłada jakieś małe przeziębienie - pewnie efekt przewiania na sobotnim weselu. Tymczasem mam dla Was kolejne duże denko. Ostatnio denkowanie idzie mi całkiem sprawnie, za to przystopowałam z zakupami, z czego bardzo się cieszę. Na początku blogowania wydawanie pieniędzy na kosmetyki szło mi baaardzo lekką ręką, teraz myślę nad niemal każdym zakupem i prawie nigdy nie kupuję czegoś bez promocji lub po prostu jeśli coś jest mi zbędne. Jestem z siebie dumna :)
Na pierwszy ogień dwie rzeczy z kolorówki:
- Podkład Revlon Colorstay - kupiłam go dzięki promocji na Grouponie, niestety mój odcień okazał się dla mnie ciut za ciemny i długi czas musiałam go mieszać z jasnymi podkładami, z kolei w lecie podkład był dla mnie za ciężki. Rozumiem jego fenomen, ale ja jednak wolę nieco inną formułę podkładów.
- Tusz Max Factor 2000 Calorie - kolejny kultowy produkt, którego miałam przyjemność używać po raz pierwszy. Kupiłam go rok temu na promocji w SP za 10zł i długo czekał na swoją kolej ;). Na początku mnie nie zachwycił, a później im był starszy, tym lepszy. Efekt jaki dawał określiłabym jako naturalne, mocne podkreślenie, coś w sam raz na co dzień.
- Isana, zmywacz do paznokci - mój ideał, zużyłam dziesiątki butelek i będę kupowała nadal.
- Rexona, dezodorant Crystal Diamond - byłam wierna dezodorantom w kulce lub sztyfcie, ten kupiłam ze względu na fajną promocję. Całkiem dobry ;)
- Babydream, oliwka dla dzieci - jest u mnie zawsze obecna, dawniej używałam do olejowania włosów, teraz do zmywania makijażu, peelingu kawowego, nawilżania ciała czy łagodzenia skóry po depilacji woskiem.
- Altera, olejek migdał i papaja - kolejny must-have, uwielbiam jego zapach i właściwości, dzięki olejowaniu tym produktem paznokci moje paznokcie osiągnęły stan niemal idealny. Więcej tutaj.
- Colgate, pasta do zębów - pojawiła się tutaj w zasadzie przypadkiem, pasta jak to pasta ;).
- Nić dentystyczna Oral B Pro Expert - w zasadzie może i nie powinno jej tutaj być, ale to zdecydowanie najlepsza nić dentystyczna, jakiej kiedykolwiek używałam. Różni się od innych w pozytywny sposób.
- Balea, krem do rąk z masłem shea i olejkiem arganowym - bardzo fajny krem na co dzień do używania "na szybko", więcej tutaj.
- Kamill, krem do rąk Hand Repair - kupiłam na promocji w SP za niecałe 10zł, bardzo treściwy i dobry krem dobry do stosowania na noc.
- Ziaja, krem do twarzy masło kakaowe - kupiłam za grosze podczas promocji w Rossmannie. Jest dość tłusty i treściwy, ale ma świetny zapach i moja skóra go polubiła. Chętnie kupię ponownie, bo w tej cenie to produkt niemal idealny ;).
- Cien, krem do rąk z migdałami i masłem shea - znów produkt kupiony za grosze w Lidlu. Zerknęłam na skład podczas zakupów i dość pozytywnie się zaskoczyłam, bo faktycznie widnieje w nim olejek z migdałów i masło shea. Bardzo dobry krem :).
- Alterra, peeling pod prysznic kwiat pomarańczy i brązowy cukier - dla mnie bubelek, więcej tutaj.
- Wellness&Beauty, peeling do ciała algi morskie i minerały - jak dla mnie prawie ideał, końcówkę trzymałam "na specjalne okazje" i dopiero ostatnio przypomniałam sobie, że warto go w końcu zużyć ;). Więcej tutaj.
- Paloma, peeling do dłoni - dla niektórych peeling do dłoni to fanaberia, ja jednak uwielbiam ten kosmetyk i chętnie kupię go ponownie, jak na niego trafię. Podobnie jak z tym powyżej, trzymałam końcówkę, bo po prostu żal było mi go wykończyć ;). Więcej tutaj.
- Balea, szampon do włosów z mango i aloesem - bardzo fajny szampon, obecnie zużywam drugą butelkę. Jednak dla mnie większość szamponów jest w porządku, jakiś musi mi naprawdę robić krzywdę, żebym zauważyła różnicę między produktami ;).
- Garnier, odżywka z awokado i masłem karite - bardzo dobra odżywka, choć dla mnie nie zdetronizuje Nivei Long Repair. Recenzja będzie wkrótce :).
- Decubal, pianka do mycia twarzy - świetny produkt, więcej tutaj.
- Nivea, balsam pod prysznic - dostałam próbkę podczas zakupów w SP i rozumiem fenomen tego produktu :). To bardzo fajna opcja dla leniwców i na lato, może kiedyś kupię pełnowymiarowe opakowanie, najpierw jednak muszę zużyć ogromne zapasy balsamów, jakie mam ;).
- Balea, żel pod prysznic figi i czekolada - bardzo fajny żel, choć zapach nie wszystkim odpowiada, ja się jednak z nim polubiłam. A żele Balea uwielbiam :). Więcej tutaj.
- Nivea for Men, żel pod prysznic Muscle Relax - zużyty przez Narzeczonego, fajnie pachniał i wystarczył na bardzo długo ;).
- Isana Med, żel pod prysznic z olejkiem pomarańczowym - bardzo fajny żel, zostawiał skórę nawilżoną i miał bardzo oryginalny, wakacyjny zapach. Więcej tutaj.
- Clear Men, przeciwłupieżowy szampon do włosów - kolejny produkt Narzeczonego, który niestety boryka się z łupieżem. Szampon na początku stosowania działał fantastycznie, teraz raz działa lepiej, raz gorzej, ale ciągle to najlepszy szampon przeciwłupieżowy, jakiego używał TŻ. To druga zużyta butelka, w łazience jest już trzecia.
I to by było na tyle. Nie spodziewałam się tak obszernego denka, jednak cieszy mnie ono i liczę na to, że kolejne znów będzie tak obfite :).
Etykiety:
Alterra,
babydream,
Balea,
krem do rąk,
Nivea,
odżywka do włosów,
olej,
olejek,
oliwka,
peeling do ciała,
podkład,
projekt denko,
Revlon,
szampon do włosów,
tusz do rzęs,
Ziaja,
żel pod prysznic
2 sierpnia 2013
(Duuuże) Denko 2/2013
Poprzednie denko pojawiło się na blogu w maju, a więc jak łatwo się domyślić, to denko będzie duuuże... jakoś tak ciągle czegoś miałam resztkę, którą chciałam dorzucić do tego posta i tak czekałam i czekałam... efekty poniżej ;).
O dziwo, uzbierało się sporo kolorówki, a jeszcze kilka produktów mam na wykończeniu...
- Lakier do paznokci Oriflame - perłowy beż, kupiła go moja mama i w sumie chyba od dwóch lat nie malowałam nim paznokci (ona też nie), więc powędrował do kosza. Był niezły, ale kolor nie ten.
- Lakier do paznokci Golden Rose Graffiti - fioletowy pękacz, był ze mną dość długo, ale teraz już zrobił się z niego wielki glut i przestał pękać...
- Sally Hansen Dries Instantly - mój pierwszy przyspieszający wysychanie topcoat. Był genialny, bardzo go polubiłam, ale chyba przestali go sprzedawać... przynajmniej jakiś czas temu nie mogłam go nigdzie znaleźć. Teraz przerzuciłam się na Seche Vite, który uwielbiam jeszcze bardziej!
- Szminka Lasting Finish Rimmel 170 Alarm - czysta czerwień, ale ja niestety niezbyt dobrze czuję się nosząc taki kolor na ustach. Długo leżała, więc w końcu ją wyrzuciłam.
- Szminka Carlo di Roma - kupiła ją gdzieś moja siostra, kolor był fantastyczny, ale jednak zdecydowanie za długo przeleżała bez używania - chyba dawno minął jej termin ważności.
- Catrice korektor Re-Touch Light-Reflecting Concelaer - był naprawdę świetny, miałam napisać jego recenzję, ale... nie zdążyłam. Skończył mi się w okamgnieniu, mimo, że używałam go tylko pod oczy w małych ilościach. Jego słaba wydajność spowodowała, że nie kupiłam ponownie...
- Lakier do paznokci Lemax - kupiony przez siostrę, rozwarstwił się, poza tym kolor w ogóle nie "mój"...
- Lakier Essence z LE Ballerina Backstage - z wymianki, nosiłam kilka razy, jednak to nie mój odcień, a sam lakier jest dość stary... wywalam.
- Nail Tek Foundation II - świetna odżywka i świetna baza, bardzo polubiłam i pewnie nieraz do niej wrócę, na razie jednak daję paznokciom odpocząć od formaldehydu.
- AA Help Krem-żel do mycia twarzy - ulubieniec, to moja kolejna zdenkowana tubka, więcej tutaj.
- Decubal Eye Cream - bardzo dobry i wydajny krem, zdecydowanie się polubiliśmy, więcej tutaj.
- Avon Planet Spa krem do stóp z kwasami aha - bardzo dobry krem do stóp, recenzja chyba się niedługo pojawi :).
- Decubal Face Cream - kolejny bardzo dobry produkt od Decubal, recenzja tutaj.
- L'Occitane krem do twarzy Immortelle - zapowiadał się całkiem nieźle, ale cena pełnowymiarowego opakowania powala, więcej tutaj.
- Isana mydło w płynie Sensitiv - mydło jak mydło, całkiem fajne w dobrej cenie, nie przesuszało dłoni :).
- Nivea żel pod prysznic water lily & oil - ładnie pachniał, był wydajny, dobrze się pienił, nie przesuszał czyli wszystko, co lubię.
- L'Ocitanne żel pod prysznic Verbena - to samo, co odnośnie żelu Nivea. Zapach bardzo oryginalny i ładny. Więcej tutaj.
- Joanna Naturia truskawkowy peeling myjący - wygrałam w którymś rozdaniu, przyjemniaczek, fajnie pachniał, ale jak dla mnie za mało zdzierał ;).
- Płyn do higieny intymnej Lactacyd hydro-balance - mój pierwszy Lactacyd i kompletnie nie trafiony, zużyłam, bo żal mi było wyrzucić. Mył, ale przy tym powodował lekkie pieczenie... boję się teraz wypróbować klasyczną wersję.
- Szamon do włosów babydream - wielofunkcyjny ulubieniec. Myłam nim pędzle i używałam do zmywania olejów z włosów. Więcej nie będę pisać, bo chyba każda z nas go zna :).
- Odżywka do włosów Nivea Long Repair - hit, hit, hit! Żadna inna odżywka jej póki co u mnie nie zdetronizowała. Recenzja tutaj.
- Szampon do włosów Joanna Argan Oil - szampon jak szampon, niezły, ale szału nie robił. Recenzja tutaj.
- Odżywka do włosów Joanna Argan Oil - mooocno przeciętna, a nawet mniej, ja się z nią nie polubiłam i nie kupię ponownie. Więcej tutaj.
- Płyn do soczewek Bausch + Lomb Bio True - w sumie nie kosmetyk, ale jakoś się przyplątał. Płyn jak płyn, ja między nimi nie widzę żadnej różnicy :D.
- Pasta do zębów Aquafresh - w zasadzie to zużyliśmy chyba 2 tubki. Pokazuję, bo wyjątkowo lubię pasty Aquafresh, a szczególnie w tym opakowaniu! W Polsce chyba nie jest dostępne, ja kupuję tą pastę na stoiskach z niemiecką chemią. Właściwie baaardzo rzadko kupuję jakąkolwiek inną.
- Zmywacz do paznokci Isana - absolutny ulubieniec, nie kupuję innych zmywaczy! Chyba muszę napisać jego recenzję :).
- Dezodorant Nivea Fresh Natural - niezły, dosyć lubię kulki Nivei, ale niestety, upałom nie dał rady. Wrócę do niego jesienią, na razie potrzebuję czegoś "mocniejszego" (używam Rexony w sprayu i jest b. dobra!)
Uff, to już wszystko :). Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam. Następnym razem postaram się wrzucać ciut mniejsze denka. Już teraz mam minimum 3 kosmetyki na wykończeniu, więc kolejny taki post może będzie już za miesiąc?
Etykiety:
AA,
Decubal,
Essence,
Joanna,
krem do twarzy,
krem pod oczy,
lakier do paznokci,
Nail Tek,
Nivea,
odżywka do paznokci,
odżywka do włosów,
projekt denko,
Rimmel,
szampon do włosów,
szminka,
żel do twarzy
23 maja 2013
Arganowe przeciętniaki do włosów od Joanny, czyli niestety smutne rozczarowanie...
Dziś na blogach wysyp rossmannowskich wpisów -40%, a ja po raz kolejny nie mam ani sposobności, ani zbytniej potrzeby, ani finansów, żeby wybrać się do Rossmanna :P. Trudno, mój portfel odetchnie (choć za bardzo nie ma z czego, bo biedny, jest na małej głodówce w tym miesiącu :P)... Zamiast tego mam dla Was recenzję ;).
Jakiś czas temu, dzięki uprzejmości Laboratorium Kosmetycznego Joanna (fanpage/strona www) otrzymałam do testów zestaw kosmetyków do włosów z olejem arganowym. Bardzo mnie ten fakt ucieszył, albowiem ta seria kusiła mnie od jakiegoś czasu i z chęcią podeszłam do testów :).
Do testów otrzymałam szampon i odżywkę do włosów z serii Argan Oil. Jak wiadomo, od dłuższego czasu trwa wielki boom na wszelkie oleje, a na olej arganowy w szczególności. I ja zwracam uwagę na te cenne składniki w kosmetykach, a więc byłam ciekawa składu - nie jestem w tej kwestii specjalistką i nie potrafię rozszyfrować całego składu, ale poszukałam samego olejku - w odżywce znajduje się on na siódmym miejscu w składzie, w szamponie na trzynastym. Całe składy prezentują się następująco:
Szampon: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Cocamidopropylamine Oxide, Cocamide Dea, Soyamide Dea, PEG-7 Gliceryl Cocoate, Polyquaternium-10, PEG-120 Methyl Glucose Dioleate, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Laureth-10, Sodium Laureth-5 Carboxylate, Argania Spinosa Kernel Oil, Sodium Chloide, Citric Acid, Disodium Edta, Pafrum, HexylCinnamal, Limonene, Dmdm Hydantoin, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolnone, Ci:19140, Ci:17200.
Odżywka : Aqua, Cetearyl Alcohol, Dimethicone, Glicerin, Quaternium-91, Cetrimonium Methosulfate, Argania Spinosa Kernel Oil, Triethanolamine, Pafrum, Hexyl Cinnamal, Dmdm Hydantoin, Methylchloroisothiazolinone, ethylisothiazolinone, Ci:19140, Ci:17200.
Tak jak pisałam, nie jestem specjalistką w tej dziedzinie, jednak na moje amatorskie oko nie są to dobre składy, a co najwyżej przeciętne... A jak produkty sprawdziły się w akcji?
Zacznę od szamponu. Ma on półprzeźroczysty kolor i dość lejącą konsystencję, choć jest w miarę gęsty. Pieni się bardzo dobrze, co osobiście lubię - moim włosom SLS/SLeS zbytnio nie przeszkadzają ;). Szampon dobrze oczyszcza włosy, czyli spełnia swoje główne zadanie. Czegoś mi w nim jednak brakuje, choć sama nie wiem do końca, czego. Po prostu mnie nie zachwycił, nie ma żadnych wyjątkowych zalet ani wad - ot, zwykły, niezły szampon do włosów.
Odżywka z kolei nieco mnie rozczarowała... Ma niby gęstą konsystencję, ale przy rozprowadzaniu na włosach - nawet po ich osuszeniu ręcznikiem - sprawia wrażenie, jakby z nich spływała, a nie na nich osiadała. Nivea Long Repair postawiła wysoko poprzeczkę wielu odżywkom. Po Nivei widzę wyraźne efekty, natomiast przy stosowaniu odżywki Joanny, niestety są one marne. Przy spłukiwaniu nie wyczuwam spektakularnych efektów, nawilżenia czy miękkości i podobnie jest po wysuszeniu włosów - czasami wydaje mi się, jakby włosy w żaden sposób nie odczuły nałożenia odżywki. Odżywka odrobinę nawilża włosy, nieco je wygładza i ułatwia rozczesywanie. Fajerwerków jednak nie ma. Nie przepadam za konsystencją, efekty też mnie nie zachwycają - jest jedną z najsłabszych odżywek, jakich ostatnio używałam - konkurencja w postaci ww. Nivea Long Repair, Garniera z masłem karite czy słynnej, wycofanej już Isany sprawia, że Joanna jak dla mnie niestety zostaje całkowicie zdyskwalifikowana. A szkoda, bo naprawdę lubię tą markę. Kolejny przeciętniak, choć z duetu wolę szampon i być może kiedyś jeszcze go kupię.
Plusem obydwu produktów na pewno jest zapach, mnie on bardzo przypadł do gustu i co najfajniejsze, a u mnie zdarza się rzadko - utrzymuje się on na włosach nawet do dwóch dni.
Na koniec jeszcze sprawa niby najmniej znacząca, ale jednak ważna - opakowanie i strona wizualna. Szampon i odżywa kształtem butelki nie różnią się od innych produktów Joanny - ja osobiście całkiem lubię te butelki. Nie ma większych problemów z otwieraniem i wydobywaniem produktu, a sam design opakowania mi się bardzo podoba. Niestety jednak, wygląd to nie wszystko - osobiście liczyłam na świetne kosmetyki, tym bardziej, że Joannę trochę znam i lubię, jednak spotkało mnie rozczarowanie...
Jednak u niektórych z Was czytałam całkiem dobre recenzje tych produktów, więc może po prostu moje włosy ich nie lubią? Ostatnio miałam szczęście do szamponów i odżywek, więc może po prostu znalazłam już swoje ideały i wszystko inne już się moim włosom nie podoba? Sama nie wiem... Ciekawa jestem za to pozostałych produktów z tej linii, m.in. serum do końcówek - może tu spotka mnie pozytywne zaskoczenie :)
Jakiś czas temu, dzięki uprzejmości Laboratorium Kosmetycznego Joanna (fanpage/strona www) otrzymałam do testów zestaw kosmetyków do włosów z olejem arganowym. Bardzo mnie ten fakt ucieszył, albowiem ta seria kusiła mnie od jakiegoś czasu i z chęcią podeszłam do testów :).
Do testów otrzymałam szampon i odżywkę do włosów z serii Argan Oil. Jak wiadomo, od dłuższego czasu trwa wielki boom na wszelkie oleje, a na olej arganowy w szczególności. I ja zwracam uwagę na te cenne składniki w kosmetykach, a więc byłam ciekawa składu - nie jestem w tej kwestii specjalistką i nie potrafię rozszyfrować całego składu, ale poszukałam samego olejku - w odżywce znajduje się on na siódmym miejscu w składzie, w szamponie na trzynastym. Całe składy prezentują się następująco:
Szampon: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Cocamidopropylamine Oxide, Cocamide Dea, Soyamide Dea, PEG-7 Gliceryl Cocoate, Polyquaternium-10, PEG-120 Methyl Glucose Dioleate, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Laureth-10, Sodium Laureth-5 Carboxylate, Argania Spinosa Kernel Oil, Sodium Chloide, Citric Acid, Disodium Edta, Pafrum, HexylCinnamal, Limonene, Dmdm Hydantoin, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolnone, Ci:19140, Ci:17200.
Odżywka : Aqua, Cetearyl Alcohol, Dimethicone, Glicerin, Quaternium-91, Cetrimonium Methosulfate, Argania Spinosa Kernel Oil, Triethanolamine, Pafrum, Hexyl Cinnamal, Dmdm Hydantoin, Methylchloroisothiazolinone, ethylisothiazolinone, Ci:19140, Ci:17200.
Tak jak pisałam, nie jestem specjalistką w tej dziedzinie, jednak na moje amatorskie oko nie są to dobre składy, a co najwyżej przeciętne... A jak produkty sprawdziły się w akcji?
Zacznę od szamponu. Ma on półprzeźroczysty kolor i dość lejącą konsystencję, choć jest w miarę gęsty. Pieni się bardzo dobrze, co osobiście lubię - moim włosom SLS/SLeS zbytnio nie przeszkadzają ;). Szampon dobrze oczyszcza włosy, czyli spełnia swoje główne zadanie. Czegoś mi w nim jednak brakuje, choć sama nie wiem do końca, czego. Po prostu mnie nie zachwycił, nie ma żadnych wyjątkowych zalet ani wad - ot, zwykły, niezły szampon do włosów.
Odżywka z kolei nieco mnie rozczarowała... Ma niby gęstą konsystencję, ale przy rozprowadzaniu na włosach - nawet po ich osuszeniu ręcznikiem - sprawia wrażenie, jakby z nich spływała, a nie na nich osiadała. Nivea Long Repair postawiła wysoko poprzeczkę wielu odżywkom. Po Nivei widzę wyraźne efekty, natomiast przy stosowaniu odżywki Joanny, niestety są one marne. Przy spłukiwaniu nie wyczuwam spektakularnych efektów, nawilżenia czy miękkości i podobnie jest po wysuszeniu włosów - czasami wydaje mi się, jakby włosy w żaden sposób nie odczuły nałożenia odżywki. Odżywka odrobinę nawilża włosy, nieco je wygładza i ułatwia rozczesywanie. Fajerwerków jednak nie ma. Nie przepadam za konsystencją, efekty też mnie nie zachwycają - jest jedną z najsłabszych odżywek, jakich ostatnio używałam - konkurencja w postaci ww. Nivea Long Repair, Garniera z masłem karite czy słynnej, wycofanej już Isany sprawia, że Joanna jak dla mnie niestety zostaje całkowicie zdyskwalifikowana. A szkoda, bo naprawdę lubię tą markę. Kolejny przeciętniak, choć z duetu wolę szampon i być może kiedyś jeszcze go kupię.
Plusem obydwu produktów na pewno jest zapach, mnie on bardzo przypadł do gustu i co najfajniejsze, a u mnie zdarza się rzadko - utrzymuje się on na włosach nawet do dwóch dni.
Na koniec jeszcze sprawa niby najmniej znacząca, ale jednak ważna - opakowanie i strona wizualna. Szampon i odżywa kształtem butelki nie różnią się od innych produktów Joanny - ja osobiście całkiem lubię te butelki. Nie ma większych problemów z otwieraniem i wydobywaniem produktu, a sam design opakowania mi się bardzo podoba. Niestety jednak, wygląd to nie wszystko - osobiście liczyłam na świetne kosmetyki, tym bardziej, że Joannę trochę znam i lubię, jednak spotkało mnie rozczarowanie...
Jednak u niektórych z Was czytałam całkiem dobre recenzje tych produktów, więc może po prostu moje włosy ich nie lubią? Ostatnio miałam szczęście do szamponów i odżywek, więc może po prostu znalazłam już swoje ideały i wszystko inne już się moim włosom nie podoba? Sama nie wiem... Ciekawa jestem za to pozostałych produktów z tej linii, m.in. serum do końcówek - może tu spotka mnie pozytywne zaskoczenie :)
11 maja 2013
Denko 1/2013
To pierwsze denko, odkąd zamieszkałam samodzielnie z Narzeczonym, a więc cała zawartość łazienki i toaletki jest nasza i tylko nasza ;). Mama i Siostra nie podkradają już kosmetyków, nie wyrzucają też pustych opakowań i cały projekt denko jest dla mnie jakiś klarowniejszy. Sporo kosmetyków też Mamie czy Siostrze oddaję np. takie, które zużyłam w połowie, ale jednak mi nie odpowiadają, albo po prostu mi się znudziły.
W chwili obecnej mam jednak całą masę otwartych produktów, np. żeli pod prysznic czy balsamów do ciała i jeszcze drugie tyle czekające w kolejce, więc denkowanie idzie mi dość wolno ;). Poza tym zauważyłam, jednak znaczną oszczędność - dawniej żel pod prysznic czy szampon zużywałyśmy w domu czasem i w tydzień, obecnie dla mnie samej to kwestia dosłownie miesięcy, mimo, że używam ich dość obficie i często.
Ale do rzeczy! Rzeczy z poniższego zdjęcia to denko mniej-więcej z okresu luty-teraz. Kilka opakowań umknęło mojej uwadze i automatycznie wyrzuciłam je do kosza - dezodorant, jeszcze jeden płyn do płukania ust itp. O kilku pewnie zapomniałam i dodam je przy następnym denku - jak np. opakowania miniaturek L'Occitane. Znaczna większość jednak załapała się do zdjęcia ;).
- Dezodorant Lady Speed Stick, Invisible, gel - od jakiegoś czasu używałam głównie dezodorantów z tej serii. Na chłodniejszy okres były w sam raz, ładnie pachniały i wystarczały mi na długo. Najbardziej lubię w nich formułę żelu i łatwość aplikacji. Teraz poszukuję ideału na lato.
- Anida, Milk cream, krem do rąk i paznokci - bardzo dobry krem, recenzja była tutaj.
- Isana, Krem do ciała sheabutter&kakao - kolejny hit, uuuwielbiam ten zapach. Czuję, że kiedyś do niego wrócę. Recenzja była tutaj.
- Listerine Coolmint, ochronny płyn do płukania jamy ustnej - zużyliśmy już kilka butelek, szczerze - nie przetestowaliśmy wielu innych wersji, bo ta nam naprawdę odpowiada. Uwielbiam ten płyn i nie zamienię firmy Listerine na żadną inną. Niestety nie używam go przy każdym myciu zębów, najczęściej co drugi dzień wieczorem. Kupuję zawsze na promocji w Super-Pharmie.
- Essence, Ballerina Backstage, róż - moje drugie opakowanie, bardzo go lubiłam i żałuję, że róże dostępne na stałe nie mają tej formuły, tylko są bublami... Chyba poszukam jego następcy w Inglocie, choć na razie i tak przerzuciłam się na róże prasowane.
- CleanHands, Antybakteryjny żel do rąk - niezbędnik do torebki, nie wyobrażam sobie dłuższego wyjścia poza dom bez tego typu żelu.
- L'Oreal, Triple Active Dzień, Ochronny krem nawilżający - kupiłam na promocji w Super-Pharmie za ok. 10zł. Był w porządku, ale bez szału, wydaje mi się, że producent bardziej przyłożył się do strony wizualno-zapachowej niż do samego działania.
- Nivea, Odżywka odbudowująca long repair - do tej pory ulubiona, recenzja tutaj.
- Garnier, Intensywna pielęgnacja bardzo suchej skóry, regenerujący krem do rąk - używałam go gdy jeszcze królowała u nas zima i spisał się bardzo dobrze. Właściwie wszystko mi się w nim podobało, od opakowania, poprzez konsystencję, aż po działanie. Chyba mam jeszcze jego zdjęcia na dysku, więc być może pojawi się recenzja ;).
- Marion, NaturaSilk, jedwabna kuracja - czyli po prostu jedwab do włosów. Używałam do ochrony końcówek, spisywał się bardzo dobrze.
- L'Occitane, Krem do rąk z masłem shea - recenzja miniaturek pojawiła się tutaj.
- AA Help, Cera atopowa, krem-żel do mycia twarzy - muszę zrobić jego recenzję, to mój ideał do mycia twarzy - dzięki niemu uwolniłam się od okropnego uczulenia powiek, nie musząc rezygnować z porządnie myjących produktów do twarzy.
- Essence, I <3 Extreme, tusz do rzęs - dla wielu hit, dla mnie raczej kit, choć pokładałam w tym tuszu duże nadzieje. Kiedyś uwielbiałam duże szczoteczki, teraz jednak wolę mniejsze. Tusz mimo wszelkich starań pozostawiał u mnie grudki i szybko się osypywał. No i zawsze się nim upaćkałam, a efektu wow i tak zbyt dużego nie było...
Etykiety:
AA,
dezodorant,
Essence,
Isana,
jedwab do włosów,
krem do ciała,
krem do rąk,
krem do twarzy,
L'Oreal,
Marion,
Nivea,
odżywka do włosów,
projekt denko,
róż do policzków,
tusz do rzęs,
żel do twarzy
28 stycznia 2013
Mój obecny odżywkowy hit, czyli Nivea Long Repair
Uff, styczeń był iście szalonym miesiącem, luty też pewnie nie będzie należał do spokojnych, ale to już, mam nadzieję, będzie przyjemne szaleństwo ;). Dzisiaj zakończyłam swoją sesję-przed-sesją (co prawda mam wysłać jeszcze 1 pracę, ale jest już napisana, czeka tylko na poprawki...), więc pomiędzy wycieczką do Ikei, a konsultacjami z fachowcami, zmobilizowałam się do napisania dla Was jakiejś nowej recenzji ;).
Kilka dziewczyn przy okazji któregoś z zimowych denek zainteresowało się odżywką Nivei, o której napomknęłam kilka pozytywnych słów. Odżywka od tego czasu zdążyła niby "zmienić formułę", ale tak naprawdę, różnicy pomiędzy "starą", a "nową" wersją nie widzę, poza ładniejszą szatą graficzną i znajomym z Isany napisem na opakowaniu "olejek babassu" (napis ten zagościł na opakowaniu po wycofaniu słynnej Isany, czyżby Nivea chciała skusić potencjalne nabywczynie tym skojarzeniem? ;)). Ale, ale, o czym konkretnie mowa? O odżywce odbudowującej Nivea Long Repair, przeznaczonej do włosów łamliwych, rozdwajających się lub długich.
Od razu zastrzegam, że nie należę do włosomaniaczek, choć o włosy staram się coraz lepiej dbać ;). Ale nie mam takiego dużego doświadczenia, jakie posiadają włosomaniaczki. Odżywkę kupiłam po przeczytaniu gdzieś pochlebnej opinii (nie wiem, czy nie u Pauli?) i z miejsca podbiła moje serce. Obecnie zużywam drugie opakowanie pod rząd, mam zamiar kupić trzecie, choć martwię się, czy moje włosy przypadkiem się zbytnio nie przyzwyczają...
Odżywkę dostajemy w dość ładnej, typowej dla Nivei, niebieskiej butelce, którą wygodnie stawia się na zakrętce, więc nie ma problemów ze zużywaniem produktu. Odżywka ma gęstą konsystencję, bardziej przypomina maskę - jest naprawdę treściwa i ma w sobie jakby "grudki", które jednak w żaden sposób nie przeszkadzają. Wydobywa się ją łatwo i ciężko przesadzić z ilością, bo konsystencja i odpowiedni otwór sprawiają, że mamy kontrolę nad dawkowaniem produktu. Zapach jest jak dla mnie baaardzo przyjemny, typowe połączenie Nivei i fryzjerskich kosmetyków do włosów ;). Zapomniałam wspomnieć o dość istotnym fakcie - odżywka jest do spłukiwania.
A teraz najważniejsze, czyli działanie. Odżywka robi z moimi włosami wszystko to, co powinna. Włosy są miękkie, mięsiste, nie obciążone, idealnie się rozczesują i czuję, że odżywka naprawdę je odżywia. Są nawilżone i dopieszczone. Moja Mama, która od X lat używa codziennie lokówki i suszarki, robi trwałą i farbuje włosy, jest totalnie zachwycona tą odżywką i mówi, że jeszcze żaden inny produkt tak nie podziałał na jej włosy. Co najlepsze, w moim przypadku, nie ważne, czy zostawiam odżywkę na 1-2min, czy na 5min, działa tak samo dobrze.
Chyba nie muszę dodawać nic więcej. Produkt moim zdaniem jest fantastyczny, choć pewnie niektórym będzie przeszkadzał skład (kilka razy miałam podejście do wyedukowania się w tej kwestii, ale nie ma chyba dla mnie nadziei, nadal nie potrafię ocenić, czy ta odżywka ma w sobie jakieś niedobre silikony czy inne "be" substancje. Z kosmetyków do włosów odróżniam tylko SLS/SLES i alkohol /obecny w tej odżywce, ale nie wiem, czy są dobre i złe alkohole :P/, a co moje włosy polubią to polubią, czego nie, to nie).
Tak więc: kto nie miał, niech nadrobi braki, a kto miał, niech dzieli się opinią - ciekawa jestem, czy ta odżywka jest naprawdę taka dobra, czy tylko moje włosy się z nią wyjątkowo polubiły ;).
PS: Cena to ok. 10zł za 200ml, ale wydajność jest naprawdę dobra, ze względu na gęstość.
Od razu zastrzegam, że nie należę do włosomaniaczek, choć o włosy staram się coraz lepiej dbać ;). Ale nie mam takiego dużego doświadczenia, jakie posiadają włosomaniaczki. Odżywkę kupiłam po przeczytaniu gdzieś pochlebnej opinii (nie wiem, czy nie u Pauli?) i z miejsca podbiła moje serce. Obecnie zużywam drugie opakowanie pod rząd, mam zamiar kupić trzecie, choć martwię się, czy moje włosy przypadkiem się zbytnio nie przyzwyczają...
Odżywkę dostajemy w dość ładnej, typowej dla Nivei, niebieskiej butelce, którą wygodnie stawia się na zakrętce, więc nie ma problemów ze zużywaniem produktu. Odżywka ma gęstą konsystencję, bardziej przypomina maskę - jest naprawdę treściwa i ma w sobie jakby "grudki", które jednak w żaden sposób nie przeszkadzają. Wydobywa się ją łatwo i ciężko przesadzić z ilością, bo konsystencja i odpowiedni otwór sprawiają, że mamy kontrolę nad dawkowaniem produktu. Zapach jest jak dla mnie baaardzo przyjemny, typowe połączenie Nivei i fryzjerskich kosmetyków do włosów ;). Zapomniałam wspomnieć o dość istotnym fakcie - odżywka jest do spłukiwania.
A teraz najważniejsze, czyli działanie. Odżywka robi z moimi włosami wszystko to, co powinna. Włosy są miękkie, mięsiste, nie obciążone, idealnie się rozczesują i czuję, że odżywka naprawdę je odżywia. Są nawilżone i dopieszczone. Moja Mama, która od X lat używa codziennie lokówki i suszarki, robi trwałą i farbuje włosy, jest totalnie zachwycona tą odżywką i mówi, że jeszcze żaden inny produkt tak nie podziałał na jej włosy. Co najlepsze, w moim przypadku, nie ważne, czy zostawiam odżywkę na 1-2min, czy na 5min, działa tak samo dobrze.
Chyba nie muszę dodawać nic więcej. Produkt moim zdaniem jest fantastyczny, choć pewnie niektórym będzie przeszkadzał skład (kilka razy miałam podejście do wyedukowania się w tej kwestii, ale nie ma chyba dla mnie nadziei, nadal nie potrafię ocenić, czy ta odżywka ma w sobie jakieś niedobre silikony czy inne "be" substancje. Z kosmetyków do włosów odróżniam tylko SLS/SLES i alkohol /obecny w tej odżywce, ale nie wiem, czy są dobre i złe alkohole :P/, a co moje włosy polubią to polubią, czego nie, to nie).
Tak więc: kto nie miał, niech nadrobi braki, a kto miał, niech dzieli się opinią - ciekawa jestem, czy ta odżywka jest naprawdę taka dobra, czy tylko moje włosy się z nią wyjątkowo polubiły ;).
PS: Cena to ok. 10zł za 200ml, ale wydajność jest naprawdę dobra, ze względu na gęstość.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
























