Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bell. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bell. Pokaż wszystkie posty

1 marca 2014

Denko 1/2014 - czyli masa pustych opakowań


Pierwsze denko w nowym roku - muszę przyznać, że od długiego czasu jestem zadowolona z tempa i ilości zużywanych kosmetyków :) W łazience w końcu robi się miejsce na "oddech".

L'Occitane - lawendowe mydło w płynie - klik - zużyliśmy je z żalem, bo nie tylko ja je polubiłam, ale także mój Narzeczony. Delikatny, kojąco-orzeźwiający zapach lawendy, gęsta konsystencja, która nie wysuszała rąk... marzenie! Gdyby nie zaporowa cena, na pewno kupiłabym ponownie.

Cece of Sweden - Argan Conditioner - rzadko w denku zamieszczam próbki, bo zwykle spływają po mnie jak woda po kaczce... czyli nie zachwycam się nimi. Tą próbkę dostałam podczas zakupów w Super-Pharm i przepadłam! Użyłam tej odżywki dwa razy, a efekty odczuwałam na moich włosach przez kilka dni po użyciu, mimo ponownego mycia włosów! Pierwszy raz spotkałam się z takim działaniem, odżywka idealnie nawilża i wygładza włosy, ma ciekawy, ładny zapach... Pierwszy raz zdarzyło mi się po użyciu próbki lecieć do drogerii i kupować pełnowymiarowe opakowanie produktu. Jestem pod wrażeniem!

Balea - kokosowa odżywka do włosów - bardzo fajna odżywka, duet wraz z szamponem bardzo przypadł mi do gustu. Zużyłam z przyjemnością, polubiłam ją, ale jednak do grona "naj" się nie zakwalifikowała (to miejsce okupuje powyższa odżywka z Cece oraz Nivea).

17 lipca 2013

NOTD: Bell Air Flow - 712 - moja ulubiona miętka i przy okazji jedna z ulubionych serii lakierów :)

Dzisiaj zdjęcia miętuska, który nosiłam kilka dni temu i pokazywałam go Wam już nawet chyba więcej niż raz na Instagramie.


Mięta zapanowała już chyba 2 lata temu, ale ja długo podchodziłam do niej sceptycznie. Aż w końcu, wiosną rok temu, zapragnęłam kupić sobie miętowy lakier. Weszłam  do małej drogerii koło uczelni i wybrałam to cudo - Bell Air Flow 712. Pomijając kolor, który bardzo trafia w moje gusta, lakier sam w sobie bardzo pozytywnie mnie zaskoczył!


Kolor to mięta, jak dla mnie idealnie na granicy zieleni i niebieskości, choć może z minimalną przewagą na stronę zieleni. Zdjęcia dobrze go oddają. Uwielbiam ten kolor - po prostu. Zawsze, gdy nie wiem, jak pomalować paznokcie, sięgam po ten odcień i zawsze mi się podoba.


Formuła lakieru jest świetna. Według mnie ma idealną konsystencję, która nie uległa zmianie mimo upływu ponad roku od otwarcia. Nakłada się bezproblemowo, bez smug i prześwitów, nie rozlewa na skórki. 2 warstwy w 100% wystarczają. Buteleczka jest ładna, choć moja już dużo przeszła i nadruki się z niej zdarły - ale to nie moja wina, lakier odbył podróż do Paryża z moją siostrą i czuję, że wędrował w kosmetyczce z pilnikiem do paznokci :P.


Lakier jest też wydajny - niektórymi markami pomaluję paznokcie 2 razy i nie ma pół buteleczki, ten mam ponad rok, maluję się nim b. często, a on jest i jest ;). Pędzelek jest także bardzo wygodny, spłaszczony i równo ścięty.


Ten lakier należy do serii Air Flow, ale mam także lakier z serii Glam Wear (swatche tutaj - matko, ale ja wtedy miałam paznokcie! :x lepiej nie patrzeć :P) i wiem jedno - uwielbiam lakiery Bell! Mam tylko te dwa odcienie, ale obydwa należą do moich ulubieńców - są tanie, śliczne, pędzelek, krycie i konsystencja to niemal ideały. Chcę więcej :).

23 kwietnia 2012

Kwietniowe zakupy (photo heavy)

Liczba rzeczy do zrecenzowania ciągle rośnie i rośnie, a mój czas niestety w jakiś dziwny sposób się kurczy... Ten semestr daje mi naprawdę nieźle w kość, jest to zdecydowanie najcięższy semestr w mojej dotychczasowej studenckiej karierze i dosłownie odliczam dni, w które jeszcze będę musiała się pojawić na uczelni do momentu wakacji (licząc tylko te najcięższe, to jeszcze 24)... Może nawet nie chodzi o trudność przedmiotów, ale podział godzin sprawia, że 3 dni w tygodniu mam zajęte od rana do nocy, dosłownie, dwa z pozostałych zajęte połowicznie, a dwa ostatnie chcę przeznaczyć albo na naukę, albo na całkowity odpoczynek i regenerację... Może 3 przekichane dni w tygodniu to dla niektórych mało, ale te są tak intensywne (a zajęcia tak "rozpieprzone", przepraszam za wyrażenie), że potem brakuje mi siły na cokolwiek, a entuzjazmu już na pewno. Okej, tyle jojczenia, przechodzę do rzeczy ;).

W ciągu ostatniego miesiąca zrobiłam sporo zakupów, choć staram się z tym trochę zwolnić. Jednak pochwalę Wam się ostatnimi, najbardziej satysfakcjonującymi mnie zakupami. Oto i one:


Na pierwszy rzut łupy z Rossmanna:
  • Isana Hair, Odżywka wygładzająca włosy - 3,99zł (promocja) - czyli słynna odżywka z olejkiem Babassu (wcielam w życie projekt naprawdę solidnego dbania o włosy);
  • Alterra, Krem do mycia twarzy z wyciągiem z dzikiej róży - 8,99zł - kupiłam, bo czytałam pochlebne recenzje, a ja potrzebuję czegoś delikatnego do mycia twarzy. Jednak chyba trochę się na tym produkcie zawiodłam...
  • Gąbka Konjac - 14,99zł - czyli hit ostatnich czasów w blogosferze. I ja dałam się skusić, choć chyba i tutaj spotkało mnie małe rozczarowanie... Ale gąbeczka jest dopiero w fazie testów, więc wszystko się może zmienić;
  • FussWohl, Pumeks - 3,99zł - bo niestety na piętach i na podbiciu pojawiło mi się kilka nieładnych zrogowaceń i chcę im wytoczyć wojnę przed latem, a do kremów i peelingów nie mam cierpliwości, więc wytoczyłam ciężkie działo :P;


  • Schwarzkopf, Perfect Mousse - 17,99zł (promocja) - farbuję włosy od jakichś 6 lat, więc sporo już farb przetestowałam, ale ta to niekwestionowany numer jeden i chyba pozostanę jej wierna na dłużej. Ten odcień to 500 - średni brąz, wcześniej używałam odcienia "orzech laskowy", którym wiele osób się zachwycało, ale ja stwierdziłam, że wolę chłodniejszą tonację;
  • Top Choice, Blok polerski do paznokci - ok. 6zł - to już nie Rossmannowski zakup. Kupiłam, bo po piłowaniu paznokci często zostają mi małe "zadziorki", a ten blok ma im zaradzić;
  • H&M, Bronzing Powder - 14,99zł -co prawda mój nieśmiertelny bronzer Essence jeszcze nawet nie dobił zarysu dna, postanowiłam kupić ten. Zachwycił mnie odcień, jasny, kawowy, bez grama pomarańczu. Ideał dla bladolicych!;
  • Inglot, Cień do brwi, nr 569 - 10zł - bo postanowiłam znów mocniej podkreślać brwi (a nie tylko żelem Delii). Zdałam się całkiem na łaskę pani z Inglota i wybrała mi dość ciemny, chłodny brąz, jednak ciężko nim zrobić sobie krzywdę, bo jest średnio napigmentowany (moim zdaniem to plus, efekt można stopniować);


Nieco wcześniejsze zakupy z Drogerii Natura:
  • Catrice, LE Hidden World, Eyeshadow souffle - 14,99zł - skusiłam się na 2 odcienie, choć początkowo planowałam tylko jeden, różowy - Rosy&Cosy. Przypomina mi delikatniejszą wersję słynnego kobowego Golden Rose - róż z odrobiną złota. Drugi odcień, beżowy Yes, I Wood, zachwycił mnie efektem rozświetlenia - moim zdaniem to genialny rozświetlacz do twarzy;
  • Essence, LongLasting eye pencil - 6,99zł - kolejna cudowna LL-ka do kolekcji, piękny fiolet - odcień 16 coolest chic;
  • My Secret, Satin Tuch Kohl - 7,49zł - neonowo żółta kredka do oczu z nowej serii, odcień 15 Lemon - idealna na lato;
  • Bell, Air Flow - 11,99zł - zapałałam uwielbieniem do lakierów Bell, a mięta chodziła za mną miesiącami. Ten odcień to chyba 512, jest naprawdę świetny.
  • Na zdjęciach brakło, ale gości już u mnie na półce - olej do włosów Dabur Vatika. Zaczynam systematycznie olejować włosy i pić skrzypokrzywę, mam nadzieję, że efektami będę się cieszyć już niedługo.


Dajcie znać, czy znacie któreś z tych produktów i co o nich myślicie :) Życzę Wam udanego tygodnia, a sobie duuużo wytrwałości i spokoju w boju ze studiami i własnym strachem ;)

24 marca 2012

Bell, Glam Wear nr 404 - Pomarańczowy alarm ;)

Z tą recenzją o kilka godzin wyprzedziła mnie Kleopatre ;) No i nie da się ukryć, że moje paznokcie w porównaniu z jej prezentują się okropnie, ale musicie mi to wybaczyć... Do rzeczy!


Jakiś czas temu Smieti wpadła w "nałóg" kupowania lakierów z serii Glam Wear od Bell i każdym nowym nabytkiem chwaliła się na blogu, równocześnie wychwalając te lakiery... Stwierdziłam, że coś w tym musi być i przy małych drogeryjnych zakupach (na poprawę humoru i celebrację wiosny, a jak) postanowiłam się przyjrzeć półeczce z tymi właśnie lakierami. Polowałam na różowo-koralowy odcień i miętę, ale fajnej mięty nie znalazłam (wysprzedana), koralu też... 404 uśmiechał się do mnie wiosennie i mówił "COŚ koralowego we mnie jest, weź mnieeee...". No to wzięłam.


Lakier otrzymujemy w dużej jak na moje gusta buteleczce, która ma 10ml. Sam design buteleczki bardzo mi się podoba, jest prostokątna, a napisy na opakowaniu są porzadne i ogólnie sprawia wrażenie dość profesjonalnej, nie ma krzywo przyklejonych naklejek itp. Wiem, że to rzecz trzeciorzedna, ale lubię kosmetyki, które ładnie wyglądają, zresztą która z nas nie zwraca na to uwagi? ;) Pędzelek jest bardzo standardowy - dość sztywny, ale nie smużący, nie za wąski, nie za szeroki. Bardzo dobrze się nim maluje, również bardzo w tym pomaga wygodna zakrętka lakieru. Jeśli chodzi o czas schnięcia, to wydaje mi się, że jest dość standardowy, ale raczej ze skłonnością ku krótkiemu ;).

Sam lakier ma kremową konsystencję, znów określiłabym go jako idealną. Nie za gęsta, nie za lejąca.Wykończenie kremowe, lakier w ogóle nie smuży.  Krycie jest wyśmienite! Gdyby nie moje przywiązanie do malowania paznokci 2 warstwami, wystarczyłaby całkowicie jedna.


Producent obiecuje: "Trwały, superkryjący lakier do paznokci z połyskiem". Krótko i na temat. I moim zdaniem wszystkie te zadania lakier spełnia w 100%. Jak na moje paznokcie (na których nic nie trzyma się dłużej niż 2-3 dni) lakier naprawdę jest wytrzymały - po 3 dniach lekko starły się końcówki (zdjęcia robione były właśnie trzeciego dnia), a później lakier wytrzymał jeszcze drugie tyle. Superkryjący - tak, bo przy odrobinkę grubszej warstwie jest to jednowarstowiec. Z połyskiem - TAAAK! Lakier pięknie lśni, dwie osoby zwróciły uwagę na ten kolor, ale poza tym nie obeszło się bez komentarza: "Nakładałaś top czy to sam lakier? Bo tak pięknie błyszczy!". Faktycznie, paznokcie po prostu lśnią.

Sam kolor jest bardzo ciekawy... W sklepie myślałam, że jest dość stonowany, ale w świetle dziennym lakier oddaje swoją naturę i jest iście... neonowy. Kojarzy mi się z takimi odblaskowymi kamizelkami robotników czy coś w tym stylu ;). Dla mnie to połączenie bardzo głębokiego pomarańczu i nutki koralu. Po początkowym sceptycyźmie, po ponoszeniu go kilka godzin całkowicie mnie zachwycił i będzie to chyba mój numer jeden podczas wiosny i nadchodzącego lata :).

Tak więc, podsumowując, zachwyty Smieti nad tą serią były wg mnie jak najbardziej słuszne, a obok tego odcienia prawie nikt nie może przejść obojętnie i samo patrzenie już nastraja pozytywnie :)

PS: Przepraszam za cenę na lakierze z pierwszego zdjęcia, ale w tej drogerycje, gdzie kupiłam lakier, pan nakleja ceny na każdy produkt, a zdarcie tego jest prawie niemożliwe :P.

Co: Bell, Lakier do paznokci Glam Wear, nr 404.
Ile: ok. 9-11 zł / 10 ml
Jak: 9/10