Przy okazji posta denkowego kilka z Was zainteresował produkt do mycia twarzy, a mianowicie żel-krem do mycia twarzy z serii AA Help, przeznaczonej do cery atopowej. Jak część z Was może pamięta, jesienią potwornie męczyło mnie uczulenie na powiekach - skóra piekła, puchła, schodziła płatami. Prawdopodobnie do zaognienia sprawy przyczynił się kiedyś przeze mnie bardzo lubiany żel do mycia twarzy Ziaji, oliwkowy.
Bałam się, że przez tą alergię będę musiała zrezygnować z makijażu. Zmywałam go przez jakiś czas tylko oliwką dla dzieci, ale tłustość była dla mnie dość uporczywa. Myślałam już nad zakupem Cetaphilu, choć cena mnie nieco odstraszała, aż nagle przeglądając Wizaż znalazłam ten specyfik. Następnego dnia poleciałam do Super-Pharmu i go kupiłam. Z małym strachem wieczorem użyłam go do demakijażu, także oczu i... nic! W końcu nic nie piekło, nie puchło, nie łuszczyło się... co za ulga!
Żel służy mi wiernie już kilka dobrych miesięcy (chyba będzie pół roku), obecnie zużywam chyba trzecią tubkę. Tubka mieści 150ml produktu i kosztuje ok. 10-14zł, na promocji i mniej niż 10zł (często mam kupon z nim do wykorzystania w SP). Kosmetyk jest bezzapachowy i w sumie jak dla mnie zapachu nie ma, może jakiś delikatny, ale na tyle słaby, że nawet go nie pamiętam. Nazwa krem-żel jest bardzo trafiona i właśnie taką konsystencję ma ten produkt. Kolor ma biały.
Takich produktów używam przede wszystkim do demakijażu, także oczu, więc wymagam od nich przede wszystkim zmywania. Żel się spisuje bardzo dobrze - radzi sobie z makijażem, także oczu. Oczywiście bardzo mocnego nie domyje do cna, ale w 90% z pewnością. Żel oczyszcza i odświeża cerę, a równocześnie nieco ją koi i nawilża. Nie wywołuje u mnie uczucia ściągnięcia oraz, co najważniejsze, żadnych podrażnień czy reakcji alergicznych.
Czego chcieć więcej? U mnie to na pewno będzie stałym gościem w łazience i nie szukam mu żadnego zastępcy.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Super-Pharm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Super-Pharm. Pokaż wszystkie posty
19 maja 2013
29 kwietnia 2013
Skórkowy cudotwórca od Sally Hansen - uwielbiam!
Przyznaję bez bicia, że przez większość swojego dotychczasowego życia obgryzałam paznokcie, co szło w parze z katowaniem skórek - obgryzałam, urywałam, wycinałam... W końcu pozbyłam się zarówno jednego, jak i drugiego nawyku, ale jak dobrze wiecie, paznokcie i skórki tak łatwo nie zapominają i skórki jeszcze długo domagały się o swoje, w sumie, nadal to robią, gdy je zaniedbam. Tym bardziej, że w jakiś czas po skończeniu z tym nawykiem, zaczęłam męczyć skórki na nowy sposób - odżywkami wysuszającymi skórki, jak te z Eveline czy Nail Tek.
Pomijając takich pomocników jak kremy do rąk i oliwki czy masełka do skórek, nie wyobrażam sobie już teraz pielęgnacji tej okolicy bez jeszcze jednego kosmetyku - preparatu Sally Hansen Instant Cuticle Remover - Preparat do usuwania skórek. Jest to jeden z tych kosmetyków, które chyba już zasługują na miano "hitów" ;).
Przez pewien czas stopniowo zmieniałam swoją pielęgnację skórek, minimalizując użycie cążek, a starając się skórki odsuwać. Jednak niektóre bywały naprawdę oporne i wymagały użycia cążek. Zainwestowałam nawet w droższe cążki lepszej firmy, jednak mimo ich precyzyjności i ostrości, przy wycinaniu zdarzało mi się skaleczyć czy uciąć skórkę tak, że zostawała minimalna zadziorka. A potem postanowiłam podczas promocji w Super-Pharmie zainwestować 20zł w to cudo w niebieskiej butelce i od tego czasu nawet niezastąpione dotąd cążki leżą i się kurzą - używam ich raz na 2-3 miesiące, naprawdę w ekstremalnych przypadkach, na "co dzień" w pełni wystarcza mi SH.
Preparat Sally Hansen służy usunięciu skórek lub też ułatwia ich odsuwanie. Dostajemy go w dość dużej butelce mieszczącej 29,5ml, z precyzyjnym aplikatorem, którym nakładamy produkt na skórki. Jest on naprawdę wydajny, ponieważ swój mam prawie rok i nie zużyłam nawet 1/3 (doszłam do napisu "Sally Hansen" na opakowaniu), a używam go regularnie co 1-2 tygodnie, nie szczędząc ilości (producent nie zaleca stosowania częściej niż 2 razy w tygodniu). Preparat ma formułę dość rzadkiego żelu, nakładamy go na skórki i zostawiamy na ok. 15-30 sekund, ja następnie odsuwam skórki drewnianym patyczkiem lub gumowym kopytkiem i myję dokładnie ręce, często też stosując peeling do dłoni.
Efekty? Cud, miód, orzeszki. Gdy użyłam preparatu pierwszy raz, zaniemówiłam. Zostawiłam go zgodnie z zaleceniami na ok. 15 sekund, a potem odsunęłam skórki - kosmetyk tak je rozmiękczył, że cała narosła zrogowaciała część naskórka po prostu się rozpuściła, a moim oczom ukazały się zadbane, mięciutkie, odsunięte skórki. Zero zadziorek, podrażnień, ranek. Takich efektów nie uzyskałam do tej pory żadną inną metodą - oliwkami, patyczkami, masełkami, cążkami czy radełkami. Odkąd go kupiłam, stosuję preparat przy co trzecim, czwartym manicure, ale w zasadzie profilaktycznie - skórki mi już nie narastają, nie mam potrzeby ich wycinania, są miękkie i zadbane. Oczywiście pomiędzy użyciem cuda od SH używam też kremów i oliwek, jednak mają one naprawdę ułatwione działanie i wszystko sprowadza się do zapobiegania, nie "leczenia" ;).
Nie wyobrażam sobie już manicure i dbania o dłonie bez preparatu Sally Hansen i gdy tylko skończę obecną butelkę, a pewnie nie nastąpi to szybko, kupię kolejną, bez dwóch zdań!
PS: Nieraz zdarzyło mi się go zostawić na skórkach na dłużej niż zaleca producent, nawet do pięciu minut i nie zaszkodziło to w żaden sposób moim dłoniom, więc nie jest to kosmetyk w wyjątkowy sposób żrący czy podrażniający.
PS2: Ann napisała komentarzu, że udało jej się kupić preparat na promocji w Super-Pharm za 18,74zł (30 kwietnia), więc jeśli ktoś ma ochotę, niech sprawdzi w swoich SP, czy promocja jeszcze obowiązuje! :)
Pomijając takich pomocników jak kremy do rąk i oliwki czy masełka do skórek, nie wyobrażam sobie już teraz pielęgnacji tej okolicy bez jeszcze jednego kosmetyku - preparatu Sally Hansen Instant Cuticle Remover - Preparat do usuwania skórek. Jest to jeden z tych kosmetyków, które chyba już zasługują na miano "hitów" ;).
Przez pewien czas stopniowo zmieniałam swoją pielęgnację skórek, minimalizując użycie cążek, a starając się skórki odsuwać. Jednak niektóre bywały naprawdę oporne i wymagały użycia cążek. Zainwestowałam nawet w droższe cążki lepszej firmy, jednak mimo ich precyzyjności i ostrości, przy wycinaniu zdarzało mi się skaleczyć czy uciąć skórkę tak, że zostawała minimalna zadziorka. A potem postanowiłam podczas promocji w Super-Pharmie zainwestować 20zł w to cudo w niebieskiej butelce i od tego czasu nawet niezastąpione dotąd cążki leżą i się kurzą - używam ich raz na 2-3 miesiące, naprawdę w ekstremalnych przypadkach, na "co dzień" w pełni wystarcza mi SH.
Preparat Sally Hansen służy usunięciu skórek lub też ułatwia ich odsuwanie. Dostajemy go w dość dużej butelce mieszczącej 29,5ml, z precyzyjnym aplikatorem, którym nakładamy produkt na skórki. Jest on naprawdę wydajny, ponieważ swój mam prawie rok i nie zużyłam nawet 1/3 (doszłam do napisu "Sally Hansen" na opakowaniu), a używam go regularnie co 1-2 tygodnie, nie szczędząc ilości (producent nie zaleca stosowania częściej niż 2 razy w tygodniu). Preparat ma formułę dość rzadkiego żelu, nakładamy go na skórki i zostawiamy na ok. 15-30 sekund, ja następnie odsuwam skórki drewnianym patyczkiem lub gumowym kopytkiem i myję dokładnie ręce, często też stosując peeling do dłoni.
Efekty? Cud, miód, orzeszki. Gdy użyłam preparatu pierwszy raz, zaniemówiłam. Zostawiłam go zgodnie z zaleceniami na ok. 15 sekund, a potem odsunęłam skórki - kosmetyk tak je rozmiękczył, że cała narosła zrogowaciała część naskórka po prostu się rozpuściła, a moim oczom ukazały się zadbane, mięciutkie, odsunięte skórki. Zero zadziorek, podrażnień, ranek. Takich efektów nie uzyskałam do tej pory żadną inną metodą - oliwkami, patyczkami, masełkami, cążkami czy radełkami. Odkąd go kupiłam, stosuję preparat przy co trzecim, czwartym manicure, ale w zasadzie profilaktycznie - skórki mi już nie narastają, nie mam potrzeby ich wycinania, są miękkie i zadbane. Oczywiście pomiędzy użyciem cuda od SH używam też kremów i oliwek, jednak mają one naprawdę ułatwione działanie i wszystko sprowadza się do zapobiegania, nie "leczenia" ;).
Nie wyobrażam sobie już manicure i dbania o dłonie bez preparatu Sally Hansen i gdy tylko skończę obecną butelkę, a pewnie nie nastąpi to szybko, kupię kolejną, bez dwóch zdań!
PS: Nieraz zdarzyło mi się go zostawić na skórkach na dłużej niż zaleca producent, nawet do pięciu minut i nie zaszkodziło to w żaden sposób moim dłoniom, więc nie jest to kosmetyk w wyjątkowy sposób żrący czy podrażniający.
PS2: Ann napisała komentarzu, że udało jej się kupić preparat na promocji w Super-Pharm za 18,74zł (30 kwietnia), więc jeśli ktoś ma ochotę, niech sprawdzi w swoich SP, czy promocja jeszcze obowiązuje! :)
18 grudnia 2012
Wtorkowe poprawiacze humoru, czyli nowe perfumy i paczka od Rossmanna
Ostatnio Poczta Polska sobie leci sobie w kulki (ach, te Święta), ale na szczęście po jakimś czasie się opanowuje i w końcu dostarcza przesyłki, no i są jeszcze kurierzy :). Tak więc na szczęście dzisiaj dotarła do mnie jedna bardzo sympatyczna paczka, dwa 'prezenty' sprawiłam sobie sama, w sklepie... no ale o tym później ;).
Zacznę od Poczty Polskiej. Wczoraj dotarła do mnie paczka z Choisee (taaak, też się dałam skusić... niestety). Na szczęście, przynajmniej w teorii, kosmetyki które do mnie dotarły nie są przeterminowane. Jednak i tak podchodzę do nich jak pies do jeża, co nie zmienia faktu, że dam im szansę. Może naprawdę są jeszcze całkiem zdatne do użycia? Zdjęć brak, spisu też, bo część z nich pójdzie na prezenty (a potencjalne obdarowne mogą tu zaglądać). Oczywiście ostrzegę co i jak i obdarowane będą miały pełne prawo nie stosować tych kosmetyków, ale żal mi je po prostu pominąć.
Dzisiaj z kolei odwiedził mnie Pan Kurier. Dostarczył mi paczkę, o której totalnie zapomniałam, więc była to dla mnie całkowita niespodzianka. Wnętrze paczki jednak mnie zauroczyło, bowiem pod stertą czerwonej bibuły (już wiedziałam, o co chodzi :D) czekało na mnie piękne pudełko.
A w środku... kartka z życzeniami od Rossmanna, 3 sztuki pierniczków przygotowane do powieszenia na choinkę (chyba nie zawisną, bo mam na nie apetyt :D) i oczywiście kosmetyki! Paczka naprawdę bardzo przypadła mi do gustu. W środku znalazłam takie skarby:
Ostatnie moje zdobycze to moja sprawka. W listopadzie brałam udział w projekcie dla Super-Pharm - badaniu opinii klienta - i w zamian za to SP wysłało mi bony na 150zł. Bony szły do mnie dość długo, ale w końcu wczoraj dotarły :). Odkąd tylko dowiedziałam się, że dostanę takie "wynagrodzenie", stwierdziłam, że przeznaczę ja na dobre perfumy, zamiast kilku pierdółek innego gatunku.
Poszukiwania trwały dość długo i były bolesne :P. Przetestowałam sporo zapachów, ale żaden do mnie nie przemawiał w 100% - w końcu najbardziej podobał mi się Alien Thierry'ego Muglera, ale on nie jest dostępny w SP. W końcu trochę zaprzestałam poszukiwań, a wtedy przeczytałam u xbebe18 o perfumach Escada Magnetism. I stwierdziłam, że to może być to.
Dziś pojechałam do SP i trochę bałam się takiego kupowania na szybko, ale tylko do dziś była promocja -40% na drugie perfumy... No i kupiłam Escadę, bo po chodzeniu z zapachem przez jakieś 20min, spodobał mi się i to bardzo. Z drugim był problem, chciałam Brit Burberry, ale początkowe nuty tego zapachu do mnie nie przemawiają, choć po jakiejś godzinie robi się fajnie. Wzięłam więc na spontana Pulse Beyonce, bo mam wodę toaletową o tym zapachu i bardzo ją lubię, ale ma nietrwały zapach, perfumy ponoć wprost przeciwnie.
Po całym dniu noszenia Escady dochodzę do wniosku, że perfumy są świetnie trafione - w tym zapachu czuję się fantastycznie, a jedno psiknięcie sprawiło, że czuję go na sobie cały dzień. Flakon jedynie nie do końca mi się podoba, ale liczy się przecież wnętrze :).
Tak więc z SP wyszłam z Escada Magnetism 75ml za 199zł i Beyonce Pulse 30ml teoretycznie za ok. 98zł. W praktyce Pulse w promocji wyszły 58zł jakoś, wykorzystując bony dopłaciłam od siebie 108zł - które zwrócą mi Rodzice, "kupując" mi jedne perfumy z okazji imienin ;).
I na koniec nuty zapachowe, nigdy bym nie sądziła, że owocowe zapachy są dla mnie, a tu proszę... Za to nuty bazowe to raj dla mojego nosa od zawsze, na zawsze:
Escada Magnetism:
nuta głowy: ananas, czarna porzeczka, frezja, bazylia, tymianek, zielone liście
nuta serca: róża, magnolia, jaśmin, heliotrop
nuta bazy: drzewo sandałowe, paczuli, piżmo, wanilia, ambra, wetiwer, irys, karmel, kokos
Beyonce Pulse:
nuta głowy: cytrusy, kwiat gruszy, bergamot
nuta serca: niebieska orchidea, jaśmin, peonia
nuta bazy: wanilia, piżmo, drzewo sandałowe
PS: Dzisiaj stuknęło mi 600 obserwatorów! Dziękuję! :)
Zacznę od Poczty Polskiej. Wczoraj dotarła do mnie paczka z Choisee (taaak, też się dałam skusić... niestety). Na szczęście, przynajmniej w teorii, kosmetyki które do mnie dotarły nie są przeterminowane. Jednak i tak podchodzę do nich jak pies do jeża, co nie zmienia faktu, że dam im szansę. Może naprawdę są jeszcze całkiem zdatne do użycia? Zdjęć brak, spisu też, bo część z nich pójdzie na prezenty (a potencjalne obdarowne mogą tu zaglądać). Oczywiście ostrzegę co i jak i obdarowane będą miały pełne prawo nie stosować tych kosmetyków, ale żal mi je po prostu pominąć.
Dzisiaj z kolei odwiedził mnie Pan Kurier. Dostarczył mi paczkę, o której totalnie zapomniałam, więc była to dla mnie całkowita niespodzianka. Wnętrze paczki jednak mnie zauroczyło, bowiem pod stertą czerwonej bibuły (już wiedziałam, o co chodzi :D) czekało na mnie piękne pudełko.
A w środku... kartka z życzeniami od Rossmanna, 3 sztuki pierniczków przygotowane do powieszenia na choinkę (chyba nie zawisną, bo mam na nie apetyt :D) i oczywiście kosmetyki! Paczka naprawdę bardzo przypadła mi do gustu. W środku znalazłam takie skarby:
- Isana, żel pod prysznic Żurawina i Biała Herbata - edycja limitowana na święta, uuuwielbiam zimowe zapachy! Pachnie cudnie, a akurat moje obecne żele pod prysznic się pokończyły :). Mega trafiony!
- Wellness&Beauty masło do ciała Mandarynka i Jogurt - mam jeszcze kakaowy krem do ciała Isany, ale to masełko jest mniejsze i na pewno z chęcią je zużyję. Być może posłuży mi też trochę jako treściwy krem do rąk. Po pierwszym wąchaniu jestem zaintrygowana, pachnie faktycznie jak jogurt z mandarynkami, ciekawe połączenie.
- Fusswohl rozświetlający lioton do nóg - fajna sprawa na Sylwestra, na którego w tym roku (nie)stety się nie wybieram ;). Na pierwszy rzut oka wygląda mi to na lekki balsam do nóg, z drobinkami subtelnego brokatu, o delikatnym, miłym zapachu.
- Wellness&Beauty peeling Algi i Minerały Morskie - słoiczek zrobił furrorę zaraz po rozpakowaniu paczki, produkt ślicznie się prezentuje. Stosowanie go to na pewno będzie sama przyjemność, a słoiczek na 100% dostanie drugie życie :).
- Saszetka "pachnący prezent".
Ostatnie moje zdobycze to moja sprawka. W listopadzie brałam udział w projekcie dla Super-Pharm - badaniu opinii klienta - i w zamian za to SP wysłało mi bony na 150zł. Bony szły do mnie dość długo, ale w końcu wczoraj dotarły :). Odkąd tylko dowiedziałam się, że dostanę takie "wynagrodzenie", stwierdziłam, że przeznaczę ja na dobre perfumy, zamiast kilku pierdółek innego gatunku.
Poszukiwania trwały dość długo i były bolesne :P. Przetestowałam sporo zapachów, ale żaden do mnie nie przemawiał w 100% - w końcu najbardziej podobał mi się Alien Thierry'ego Muglera, ale on nie jest dostępny w SP. W końcu trochę zaprzestałam poszukiwań, a wtedy przeczytałam u xbebe18 o perfumach Escada Magnetism. I stwierdziłam, że to może być to.
Dziś pojechałam do SP i trochę bałam się takiego kupowania na szybko, ale tylko do dziś była promocja -40% na drugie perfumy... No i kupiłam Escadę, bo po chodzeniu z zapachem przez jakieś 20min, spodobał mi się i to bardzo. Z drugim był problem, chciałam Brit Burberry, ale początkowe nuty tego zapachu do mnie nie przemawiają, choć po jakiejś godzinie robi się fajnie. Wzięłam więc na spontana Pulse Beyonce, bo mam wodę toaletową o tym zapachu i bardzo ją lubię, ale ma nietrwały zapach, perfumy ponoć wprost przeciwnie.
Po całym dniu noszenia Escady dochodzę do wniosku, że perfumy są świetnie trafione - w tym zapachu czuję się fantastycznie, a jedno psiknięcie sprawiło, że czuję go na sobie cały dzień. Flakon jedynie nie do końca mi się podoba, ale liczy się przecież wnętrze :).
Tak więc z SP wyszłam z Escada Magnetism 75ml za 199zł i Beyonce Pulse 30ml teoretycznie za ok. 98zł. W praktyce Pulse w promocji wyszły 58zł jakoś, wykorzystując bony dopłaciłam od siebie 108zł - które zwrócą mi Rodzice, "kupując" mi jedne perfumy z okazji imienin ;).
I na koniec nuty zapachowe, nigdy bym nie sądziła, że owocowe zapachy są dla mnie, a tu proszę... Za to nuty bazowe to raj dla mojego nosa od zawsze, na zawsze:
Escada Magnetism:
nuta głowy: ananas, czarna porzeczka, frezja, bazylia, tymianek, zielone liście
nuta serca: róża, magnolia, jaśmin, heliotrop
nuta bazy: drzewo sandałowe, paczuli, piżmo, wanilia, ambra, wetiwer, irys, karmel, kokos
Beyonce Pulse:
nuta głowy: cytrusy, kwiat gruszy, bergamot
nuta serca: niebieska orchidea, jaśmin, peonia
nuta bazy: wanilia, piżmo, drzewo sandałowe
PS: Dzisiaj stuknęło mi 600 obserwatorów! Dziękuję! :)
30 lipca 2012
Przeżyć lipiec za 50zł - moje podsumowanie.
Pora na kolejne podsumowanie akcji "Przeżyć za 50zł". W czerwcu pobiłam swój osobisty rekord w wydatkach kosmetycznych - miałam zmieścić się w 50zł, a sumę tę przekroczyłam prawie siedmiokrotnie (sic!). O moim epic fail możecie poczytać tutaj.
Oczywiście po takiej zakupowej rozpuście, w lipcu postanowiłam się pilnować. I choć przekroczyłam dozwolony budżet, to zrobiłam to nieznacznie i wydaje mi się, że kupowałam jedynie niezbędne mi rzeczy, lub w bardzo okazyjnych cenach. Zobaczcie same :).
Na samym początku miesiąca wybrałam się do Super-Pharmu, chcąc skompletować dla Was nagrody do rozdania. Przy tej okazji do koszyka wpadły mi 3 rzeczy:
Nr 1: Serum wyszczuplające Eveline - 13,99zł - mój must-have, bo poprzedni balsam Sorayi (klik) właśnie mi się kończył.
Nr 2: Sally Hansen Instant Cuticle Remover - 20,99zł - SP wprowadziło dużą promocję na wszystkie produkty Sally Hansen, a ja na ten preparat czaiłam się od dawna. Cena wyszła niemal taka sama, jakbym chciała zamawiać produkt na Allegro. Stosowałam go do tej pory kilka razy i jestem zachwycona!
Nr 3: Zalotka Max Factor - 20,99zł - Była (jest?) na przecenie chyba już od dwóch miesięcy i zawsze omijałam ją szerokim łukiem, zerkając tylko tęsknie w jej stronę. Tym razem, na spontana, zdecydowałam, że ją kupię. W końcu posłuży mi na dłużej. Prezentuje się bardzo fajnie i równie fajnie podkręca rzęsy ;).
Łącznie w SP wydałam 55,97zł. Czyli przekroczyłam limit o niecałe 6zł. Już myślałam, że uda mi się dotrwać do końca miesiąca (zakupy robiłam 9-ego), ale pod koniec lipca trafiłam do Natury, gdzie zwykle jest mi bardzo nie po drodze. Skuszona super promocjami, kupiłam jeden cień My Secret za 3,99zł (stalowo-szary) oraz krem do rąk Green Pharmcy za 3,59zł, bo poprzedni krem mi się skończył, a lipiec był u mnie miesiącem wyjątkowej pielęgnacji dłoni i paznokci. Te rzeczy niestety nie załapały się na zdjęcia.
Tak więc do kosztów doszło kolejne 7,58zł, co w sumie dało kwotę:
63,55zł.
Budżet przekroczony o 13,55zł, ale i tak jestem z siebie bardzo zadowolona, nie uznaję tego za "fail". Nie kupiłam właściwie nic zbędnego i wszystkich zakupionych rzeczy używam niemal codziennie - poza cieniem My Secret, ale za 4zł grzech nie brać.
W sierpniu daję sobie chwilę oddechu i nie dołączam do akcji (brałam udział w każdej dotychczasowej edycji, wliczając w to czerwcowy fail :P). Nie zamierzam wydać na kosmetyki więcej niż 75zł, ale to takie moje luźne założenie, nie chcę być po prostu w żaden sposób zobowiązana ;). Mam już zaplanowane zakupy, gdzie kupię parę rzeczy, nad którymi zastanawiałam się od dawna, lub które po prostu mi się kończą - dezodorant, odżywka, pilniczek do paznokci, krem do rąk, farba do włosów, olej do włosów itp. W Rossmannie pewnie zostawię ok. 50zł właśnie na "niezbędniki", ale zostawiam sobie ok. 20zł marginesu swobody, na jakieś 'widzimisię' ;).
28 czerwca 2012
Podsumowanie akcji "Przeżyć za 50zł - czerwiec", czyli moje epic fail/ściana wstydu ;)
Zbliża się koniec miesiąca, ja już raczej nic więcej nie kupię, więc przyszedł czas na podsumowanie akcji "Przeżyć za 50zł". Przyznaję się bez bicia - chyba zostałam "zwyciężczynią" akcji, tyle, że tą "negatywną" - nie wiem, czy którakolwiek z Was poczyniła tak ogromne zakupy w tym miesiącu, jak ja :P. Na sam początek, zanim zaczniecie czytać część dalszą, proszę o usprawiedliwienie mnie za straszną niesubordynację ;) Na swoją obronę mam następujące argumenty:
Usprawiedliwienie nr 1: Wiele osób pomyśli, że skoro nakupowalam aż tyle, to po co w ogóle się zgłaszałam... Kiedy zgłaszałam się do akcji, organizowanej po raz drugi przez powszechnie znaną i lubianą Olę z bloga Belleoleum, nie miałam pojęcia, że w czerwcu zakupię aż tyle rzeczy. Myślałam, że to będzie "zwykły" miesiąc pod tym kątem, a wyszło zupełnie na odwrót - takie zakupy robię naprawdę rzadko. Ale nie są to tylko kosmetyki, ale też akcesoria kosmetyczne, które mam nadzieję, posłużą mi nawet latami.
Ile w sumie wydałam? Informację zostawiam jako smaczek na sam koniec ;). Mój portfel płacze i chyba mu ta trauma nie minie. Ja sama też się trochę przeraziłam po tych wszystkich obliczeniach... Ale, ale! Teraz pora na usprawiedliwienie nr 2, 3, 4, 5 i 6.
2. Wiele produktów to kosmetyki do pielęgnacji lub artykuły higieniczne, które po prostu były mi potrzebne na już teraz zaraz - w tym miesiącu dobiłam wielu denek.
3. W tym miesiącu Super-Pharm i Rossmann poszalały z akcjami promocyjnymi, więc kilka produktów kupiłam "na zapas". Np. tusz Max Factor 2000 calorie w SP przy zakupach powyżej 30zł kosztował jedyne 10zł! Innym przykładem jest promocja w sklepie Annabelle Minerals, gdzie pokrywając jedynie koszty wysyłki (8,50zł) można było zamówić 3 próbki, co też poczyniłam, żeby sprawdzić, czy minerały to coś dla mnie.
4. Kilka rzeczy kupiłam też z myślą o wakacjach, mając na uwadze, że do niektórych sklepów w wakacje nie będę miała raczej dostępu (np. drogeria obok mojej uczelni), więc tutaj znów poczyniłam "zapasy".
5. W tym miesiącu postanowiłam zakupić też 3 dość drogie rzeczy, nad którymi zastanawiałam się dłuższy okres czasu. A mianowicie w moje zakupy wliczyłam także: zestaw do woskowania na ciepło (podgrzewacz + 4 woski + paski i produkty przydatne przy woskowaniu czyli oliwka i talk, a także wspomagacze w wcale przeciw wrastającym włoskom), Tangle Teezer i pędzelek Maestro nr 497 (ponoć to tańszy zamiennik słynnego MACa 217, no i może nie był tak drogi jak pozostałe, ale nie był też taniutki).
6. Czerwiec to sesja! A same wiecie najlepiej, że zakupy najlepiej poprawiają humor... Tak więc przyznaję bez bicia, że ze trzy razy zakupy były umotywowane poprawą nastroju za napisany egzamin. W ramach takiej rekompensaty kupiłam sobie m.in. róż Miss Sporty, krem tonujący Alterry czy peeling do ciała Joanny. Jednak w tym wszystkim chciałam zachować rozsądek i są to produkty, których naprawdę będę używać.
Mam nadzieję, że moje argumenty nieco usprawiedliwiają te haniebne wydatki... W przyszłym miesiącu, jeśli akcja się odbędzie, z pewnością do niej dołączę i wtedy obiecuję zmieścić się w 50zł! Słowo blogerki ;)
A teraz popatrzcie sobie chwilę na moją "ścianę wstydu" i szczegóły rachunków... Od razu mówię, że nie wszystko załapało się na zdjęcia ;)
Paragony - to tak na dzień dobry ;) Niektóre produkty i kwoty zamazałam, bo nie zawsze kupowałam rzeczy tylko dla siebie. Nie wszystkie paragony udało mi się zachować.
Woskowe sprawy:
Kolorówkowo.
Pielęgnacja cz. I:
Pielęgnacja cz. II:
Last but not least, czyli dwa "must-have'y" i inwestycje na dłuższy okres czasu (oby jak najdłuższy!):
Idę się schować i rozpłakać.
PS: Mam szczerą nadzieję, że moja Mama nie przeczyta tego posta, bo mnie wydziedziczy :D (A jeśli jednak to czyta, to przesyłam jej przepraszające całusy ;) :*)
Usprawiedliwienie nr 1: Wiele osób pomyśli, że skoro nakupowalam aż tyle, to po co w ogóle się zgłaszałam... Kiedy zgłaszałam się do akcji, organizowanej po raz drugi przez powszechnie znaną i lubianą Olę z bloga Belleoleum, nie miałam pojęcia, że w czerwcu zakupię aż tyle rzeczy. Myślałam, że to będzie "zwykły" miesiąc pod tym kątem, a wyszło zupełnie na odwrót - takie zakupy robię naprawdę rzadko. Ale nie są to tylko kosmetyki, ale też akcesoria kosmetyczne, które mam nadzieję, posłużą mi nawet latami.
Ile w sumie wydałam? Informację zostawiam jako smaczek na sam koniec ;). Mój portfel płacze i chyba mu ta trauma nie minie. Ja sama też się trochę przeraziłam po tych wszystkich obliczeniach... Ale, ale! Teraz pora na usprawiedliwienie nr 2, 3, 4, 5 i 6.
2. Wiele produktów to kosmetyki do pielęgnacji lub artykuły higieniczne, które po prostu były mi potrzebne na już teraz zaraz - w tym miesiącu dobiłam wielu denek.
3. W tym miesiącu Super-Pharm i Rossmann poszalały z akcjami promocyjnymi, więc kilka produktów kupiłam "na zapas". Np. tusz Max Factor 2000 calorie w SP przy zakupach powyżej 30zł kosztował jedyne 10zł! Innym przykładem jest promocja w sklepie Annabelle Minerals, gdzie pokrywając jedynie koszty wysyłki (8,50zł) można było zamówić 3 próbki, co też poczyniłam, żeby sprawdzić, czy minerały to coś dla mnie.
4. Kilka rzeczy kupiłam też z myślą o wakacjach, mając na uwadze, że do niektórych sklepów w wakacje nie będę miała raczej dostępu (np. drogeria obok mojej uczelni), więc tutaj znów poczyniłam "zapasy".
5. W tym miesiącu postanowiłam zakupić też 3 dość drogie rzeczy, nad którymi zastanawiałam się dłuższy okres czasu. A mianowicie w moje zakupy wliczyłam także: zestaw do woskowania na ciepło (podgrzewacz + 4 woski + paski i produkty przydatne przy woskowaniu czyli oliwka i talk, a także wspomagacze w wcale przeciw wrastającym włoskom), Tangle Teezer i pędzelek Maestro nr 497 (ponoć to tańszy zamiennik słynnego MACa 217, no i może nie był tak drogi jak pozostałe, ale nie był też taniutki).
6. Czerwiec to sesja! A same wiecie najlepiej, że zakupy najlepiej poprawiają humor... Tak więc przyznaję bez bicia, że ze trzy razy zakupy były umotywowane poprawą nastroju za napisany egzamin. W ramach takiej rekompensaty kupiłam sobie m.in. róż Miss Sporty, krem tonujący Alterry czy peeling do ciała Joanny. Jednak w tym wszystkim chciałam zachować rozsądek i są to produkty, których naprawdę będę używać.
Mam nadzieję, że moje argumenty nieco usprawiedliwiają te haniebne wydatki... W przyszłym miesiącu, jeśli akcja się odbędzie, z pewnością do niej dołączę i wtedy obiecuję zmieścić się w 50zł! Słowo blogerki ;)
A teraz popatrzcie sobie chwilę na moją "ścianę wstydu" i szczegóły rachunków... Od razu mówię, że nie wszystko załapało się na zdjęcia ;)
Paragony - to tak na dzień dobry ;) Niektóre produkty i kwoty zamazałam, bo nie zawsze kupowałam rzeczy tylko dla siebie. Nie wszystkie paragony udało mi się zachować.
Woskowe sprawy:
- Podgrzewacz, paski i 4 woski (z kosztami wysyłki) - 74,90zł.
- Oliwkę Babydream - 6,49zł (podrożało cholerstwo...)
- Talk Babydream - 4,99zł.
- Do tego kupiłam też krem Pilarix (uff, na szczęście na promocji -50%!), który ponoć jest niezawodnym środkiem przeciw wrastaniu włosków. Za niego zapłaciłam ok. 10,50zł.
- W sumie: 96,88zł. Ale to "inwestycja" na dłuższy okres czasu, mam nadzieję ;).
Kolorówkowo.
- Tusz Max Factor 2000 calorie - kupiony na super-promocji w Super-Pharmie - 9,99zł.
- Krem Alterra tonujący - 7,99zł (promocja), z myślą o lekkim makijażu na lato.
- Kobo podkład kryjący - kupiłam go z myślą o weselu, na które idę w sierpniu (a na drugie w październiku), ale jest jednak ciut za ciężki i przede wszystkim za jasny na chwilę obecną - jestem dość mocno opalona. Będzie dobry na jesień i zimę moim zdaniem no i nadaje się jako korektor. To jedyny zakup, którego troszkę żałuję. Cena: 17,99zł.
- Cień Kobo w odcieniu 102 Almond - jasnobeżowy mat, bo taki zawsze się przyda, a uwielbiam cienie Kobo. 13,99zł.
- Korektor Celii - bo mój obecny mi się skończył - 8,32zł.
- Róż Miss Sporty (kiedyś miałam starą wersję w odcieniu Fliriaous i to był mój najlepszy róż ever, ten ma taką samą nazwę, ale zmienili nieco formułę, mam nadzieję, że będzie tak samo dobry i piękny) - 10,99zł.
- Błyszczyk Eveline - załapał się na zdjęcie, ale to gratis do serum do biustu!
- Sztuczne rzęsy Essence - z myślą o nadchodzących weselach - 10,99zł.
- Próbki z Annabelle Minerals - 8,50zł.
- Na zdjęcie nie załapał się korektor do brwi z Delii - leży zamknięty w szafce i czeka na otwarcie, kupiłam go też jako "zapas" - 10,30zł.
- W sumie... 99,06zł, tutaj się troszkę "przeraziłam" ;)
Pielęgnacja cz. I:
- Peeling Fruit Fantasy Joanna - brazylijska mandarynka - na poprawę humoru po kolokwium, no i jako środek walki przeciw wrastaniu włosków - wcześniej w ogóle nie używałam peelingów do ciała i żadnego nie miałam (poza Isanowym limitowanym). 8,83zł.
- Dezodorant Dove - konieczność ;) - 8,99zł (promocja).
- Oliwkowy żel do mycia twarzy, Ziaja - kupiłam go, żeby zostawić go w domu Lubego na wakacje - obecny, który u niego miałam ponad rok, właśnie mi się skończył. 6,99zł.
- Peeling antycellulitowy Joanna, seria Naturia - bo ma małą buteleczkę, kupiony także z myślą o tym, żeby został u Lubego na wakacje, bo spędzę u niego pewnie połowę tego wolnego czasu ;). 4,12zł.
- W sumie: 28,93zł.
Pielęgnacja cz. II:
- Serum do biustu Eveline, kupione w ramach robienia zapasów, bo moje obecne opakowanie jest już naprawdę na wyczerpaniu - za tydzień pewnie już się skończy. Gratis był błyszczyk, ale dość kiczowaty ;). Paragonu brak, ale kosztowało ok. 11zł.
- Soraya, balsam do ciała wyszczuplająco-antycellulitowy - ja też dałam się skusić fikuśnym opakowaniem ;). Poza tym skończyło mi się i masło co ciała, i żel antycellulitowy, więc... 13,29zł.
- Na zdjęcie nie załapał się szampon Alterra, również musiałam go kupić, bo poprzednik - Babydream - dobił dna ;). 9,49zł.
- Odżywka Eveline 8w1 - do tej pory stosowałam diamentową, teraz wypróbuję tą. Kupiona też na zapas, jeszcze nieotwarta, bo funduję teraz moim paznokciom kurację, a diamentowa mi się już kończy. 10,99zł.
- W sumie: 44,77zł.
Last but not least, czyli dwa "must-have'y" i inwestycje na dłuższy okres czasu (oby jak najdłuższy!):
- Tangle Teezer - w samym środku sesji dopadł mnie kryzys i oczywiście zaczęłam buszować po Allegro... Od dawna myślałam nad jego zakupem, a skoro ostatnio dopadła mnie włosomania, kliknęłam. Cena nie taka straszna, jak czasami bywa - z wysyłką zapłaciłam za niego 46zł.
- Pędzelek Maestro nr 497 - na hitowy pędzelek MAC 217 mnie nie stać, ale Katosu w swoim filmiku powiedziała, że to dość dobry zamiennik, więc go kupiłam. Testowałam do tej pory raz i może nie jest tak miękki, jak się spodziewałam, ale rozciera fenomenalnie! Z wysyłką - 31,50zł.
- W sumie: 77,50zł.
347,14zł
Idę się schować i rozpłakać.
PS: Mam szczerą nadzieję, że moja Mama nie przeczyta tego posta, bo mnie wydziedziczy :D (A jeśli jednak to czyta, to przesyłam jej przepraszające całusy ;) :*)
29 lutego 2012
Lutowe zdobycze
W lutym, korzystając z wizyty u Lubego, wybrałam się do Drogerii Natura (paradoksalnie, o wiele łatwiej jest mi odwiedzić Naturę w Krośnie, niż w Krakowie, w którym jestem niemal codziennie... Jakoś strasznie mi nie po drodze do którejkolwiek z krakowskich Natur). Niestety, była to dla mnie dość kosztowna wyprawa :P Zaopatrzyłam się w wiele planowanych lub też nie kosmetyków marek takich jak Essence, Kobo czy Catrice.
W Naturze panowała promocja, że przy zakupie 2 produktów Essence, dostajemy gratis. Ja kupiłam 4 produkty, więc jako gratisy wybrałam sobie eyeliner Blackmania oraz zestaw dwóch cieni. Poza tym do wyboru miałam brązową szminkę, brązowy lakier C&G i błyszczyk XXXL Nudes.
Kupiłam też róż Multi Colour Blush Essence w odcieniu beżowym, czyli How cute is that, bo chodził za mną dość długo nie-do-końca-różowy-róż ;) Do tej pory używałam róży tylko w chłodnych, pastelowo-różowych odcieniach, teraz szukałam czegoś w odcieniu beżu, brzoskwini. Chciałam upolować w ferie róż Catrice w odcieniu Apricot Smoothie, ale niestety go nie dostałam :(
W ferie dotarły też do mnie dwie kosmetyczne paczki. Pierwsza była szczególnie miła, bowiem dostałam ją od Martynkaczarna, która sama z siebie napisała do mnie maila, oferując mi "odlewkę" bazy pod cienie Hean, z której jest nie do końca zadowolona (a ja pisałam w tym poście, że chcę ją kupić). Odlewka wygląda tak, że dostałam sporo ponad pół opakowania bazy i kilka próbek :) Martynko, bardzo Ci dziękuję! :)
Druga paczka to nagroda z rozdania u Beautyfascination :) Dostałam kilka próbek, korektor Iwostinu (który chyba podaruję siostrze) oraz kosmetyk, który obecnie już wykańczam - Serum-laser intensywnie wyszczuplające firmy Perfecta. Również bardzo dziękuję za takie fajne nagrody! :)
- Kobo, Pigmenty sypkie do oczu - przez jakiś czas w Naturze trwała promocja, w ramach której kupując jeden pigment, drugi dostajemy gratis, czyli 2 pigmenty w cenie 19,99zł. Dłuuugo zastanawiałam się które wybrać, bardzo kusiło mnie, aby wziąć jeden matowy i jeden perłowy, w końcu wzięłam dwa matowe. Padło na kobaltowy kolor Cornflower (mam podobny cień Hean, ale jest niestety słabo napigmentowany) i lawendowy Lavender.
- Kobo, Fashion eyeshadow - cienie do oczu Kobo, szczególnie te z serii Fashion kocham całą swoją kosmetyczną miłością. To chyba ulubione cienie z całej mojej mini-kolekcji (przebijają chyba nawet Sleeka). Moje dotychczasowe kolory pokazywałam tutaj, teraz padło na odcień Green Pistachio, który akurat wpasowuje się w wiosenne, pastelowe trendy ;). Poza tym kupiłam też odcień Iridescent Pink, który nie załapał się na zdjęcie, bo kupiłam go nie dla siebie, ale dla Mamy. Cena wkładu to 13,99zł.
- Catrice, Absolute Eye Colour Mono Eyeshadow - i ja padłam ofiarą wszechstronnych kuszeń i zakupiłam sobie słynnego kameleona - C'mon Chameleon. Cień kosztował 11,99zł i bardzo pozytywnie mnie zaskoczył, te wszystkie ochy i achy wokół niego są wg mnie bardzo słuszne ;). Niestety wczoraj "przenosiłam" do GlamBoxa i niestety połowa cienia mi się rozkruszyła, nad czym bardzo ubolewam, bo do tej pory używałam go tylko raz :(
- Catrice, Photo Finish Liquid Foundation - w końcu wykończyłam rimmelowskiego żelka i postanowiłam wypróbować podkład Catrice, który ma bardzo pochlebne oceny na Wizażu i wśród niektórych blogerek. Zastanawiałam się między nim a Infinite Matt, ale w końcu padło na Photo Finish i również jestem z tego podkładu baaardzo zadowolona! Cena: 25,99zł.
- Catrice, Proffestional Powder Brush - padłam ofiarą przecen... Pędzelek widniał na miejscu limitek w szafie Catrice, w cenie 12,99zł. Wyglądał naprawdę fajnie, a jako że ostatnio rozwija się u mnie pędzlomania, stwierdziłam, że go wezmę, a co mi tam, takie kabuki zawsze się przydadzą. Tego zakupu jako jedynego naprawdę żałuję, nie wiem skąd te pochlebne opinie na Wizażu, bo w porównaniu z cudownymi EcoTools, ten pędzel drapie! :(
W Naturze panowała promocja, że przy zakupie 2 produktów Essence, dostajemy gratis. Ja kupiłam 4 produkty, więc jako gratisy wybrałam sobie eyeliner Blackmania oraz zestaw dwóch cieni. Poza tym do wyboru miałam brązową szminkę, brązowy lakier C&G i błyszczyk XXXL Nudes.
- Essence, Smokey Eyes Brush - 5,99zł - kupiłam na zapas, bo uuuwielbiam te pędzelki. Jeden, który miałam do tej pory, to zdecydowanie za mało ;).
- Essence, Gel Eyeliner Brush - 6,99zł - na ten pędzelek dość długo polowałam, ale nie mogłam go nigdzie dostać. Czasami mam zbyt dużego lenia, żeby na bieżąco myć pędzelki po eyelinerze (a potem mocno tego żałuję, próbując domyć eyeliner...), więc na pewno przyda się jeszcze jeden poza pędzelkiem Catrice. Planuję kiedyś jeszcze dokupić zakrzywiony pędzelek z Inglota.
- Essence, LE Crystalliced, Glitter Froster - 9,99zł - drugi nie do końca planowany zakup. Brokat kupiłam bardzo spontanicznie, bo nawet nie spodziewałam się zastać tej limitki w Naturze. Jednak stwierdziłam, że na pewno się przyda, jak nie do makijażu, to do paznokci, no i trochę lekkomyślnie wylądował w koszyku.
- Essence, Stay All Day Eyeshadow - 11,99zł - cień do powiek w kremie w odcieniu 05 Camp Rock. Polubiłam się ostatnio bardziej z cieniami w kremie, są bardzo fajne do zrobienia makijażu w biegu, w kilka chwil. Trochę zawiodłam się raczej słabym kryciem, ale przy dokładaniu kolejnych warstw można uzyskać fajny efekt. No i myślałam, że będzie bardziej zielony, u mnie wygląda mocno stalowo, zieleni w nim mało.
Kupiłam też róż Multi Colour Blush Essence w odcieniu beżowym, czyli How cute is that, bo chodził za mną dość długo nie-do-końca-różowy-róż ;) Do tej pory używałam róży tylko w chłodnych, pastelowo-różowych odcieniach, teraz szukałam czegoś w odcieniu beżu, brzoskwini. Chciałam upolować w ferie róż Catrice w odcieniu Apricot Smoothie, ale niestety go nie dostałam :(
W ferie dotarły też do mnie dwie kosmetyczne paczki. Pierwsza była szczególnie miła, bowiem dostałam ją od Martynkaczarna, która sama z siebie napisała do mnie maila, oferując mi "odlewkę" bazy pod cienie Hean, z której jest nie do końca zadowolona (a ja pisałam w tym poście, że chcę ją kupić). Odlewka wygląda tak, że dostałam sporo ponad pół opakowania bazy i kilka próbek :) Martynko, bardzo Ci dziękuję! :)
Druga paczka to nagroda z rozdania u Beautyfascination :) Dostałam kilka próbek, korektor Iwostinu (który chyba podaruję siostrze) oraz kosmetyk, który obecnie już wykańczam - Serum-laser intensywnie wyszczuplające firmy Perfecta. Również bardzo dziękuję za takie fajne nagrody! :)
30 stycznia 2012
Zakupy: zdobycze z ostatniego tygodnia (kosmetyki i nie tylko)
Tak to już niestety jest, że na zdjęcia zakupowe nachodzi mnie ochota wieczorem - po zakupach ;). Jednak ja na innych blogach bardzo lubię posty z tej serii, mam więc nadzieję że i Wam nie przeszkadza gorsza jakość zdjęć, w końcu liczy się "wnętrze", czyli zawartość ;)
Jakoś w sumie przypadkowo wyszło, że w ciągu ostatniego tygodnia zrobiłam dość spore zakupy. Zacznę od łupów kosmetycznych:
Super-Pharm: W czwartek odwiedziłam z Mamą Super-Pharm. Kupiłyśmy trochę aptecznych rzeczy, także kilka drobiazgów do domu, ale ja kupiłam 3 rzeczy tylko i wyłącznie dla siebie ;):
Rossmann: Korzystając z wizyty w Rossmannie w celu zakupienia do domu szamponu i żelu pod prysznic (oraz jedzenia dla kota, mój Pan Kot uwielbia Rossmannowskie "foremki"), do koszyka wpadły:
Teraz przejdę do moich zdobyczy ubraniowych. Niestety, nie mam w ogóle pomysłu i talentu do robienia zdjęć ubraniom... Chyba muszę je zacząć fotografować na mnie, bo tak płasko rozłożone na łóżku tracą cały swój urok :P. W dodatku kolory są przekłamane...
Ale odbiegłam trochę od tematu. Tak więc moje "sportowe" zakupy zrobiłam w sklepie sport-shop.pl, gdzie wydaje mi się, mają naprawdę fajne ceny i ogromny asortyment. Kupiłam:
Jakoś w sumie przypadkowo wyszło, że w ciągu ostatniego tygodnia zrobiłam dość spore zakupy. Zacznę od łupów kosmetycznych:
Super-Pharm: W czwartek odwiedziłam z Mamą Super-Pharm. Kupiłyśmy trochę aptecznych rzeczy, także kilka drobiazgów do domu, ale ja kupiłam 3 rzeczy tylko i wyłącznie dla siebie ;):
- Ziaja, Krem uszczelniający naczynka krwionośne na noc - ok. 13,50zł - Ostatnimi czasy zauważyłam, że mam coraz większe skłonności do pękania naczynek i robi mi się rumień :( Mam na policzkach dość wyraźne zaróżowienia, które dawniej były widoczne tylko po peelingu, a obecnie widoczne są właściwie non stop (o ile nie mam makijażu). Dużo dobrych rzeczy czytałam na temat tego kremu na Wizażu, mam więc nadzieję, że mi pomoże.
- Ziaja, Anty-perspirant w kremie 'Soft' - ok. 7zł - Uuuwielbiam Ziaję całym sercem i jeśli miałabym wybrać jedną firmę jeśli chodzi o produkty pielęgnacyjne, byłaby to właśnie Ziaja. Długo czekałam, aż firma wpadnie na pomysł wyprodukowania dezodorantów i kiedy w końcu to zrobili, nie zawiodłam się. To mój dezodorant nr 1 od jakiegoś roku, czasami tylko zmieniam serię (w lecie często kupuję activ)
- Essence, Cień do powiek Mystic Lemon - ok. 7zł - Mam jego 'brata' - Mystic Purple (recenzja) - i bardzo go lubię, a przez wątek Essence na Wizażu i wieść o tym, że cień mają wycofać, zdecydowałam się na zakup. Nie testowałam go jeszcze, ale słyszałam że świetnie wygląda jako rozświetlacz - na pewno go przetestuję w ten sposób.
Rossmann: Korzystając z wizyty w Rossmannie w celu zakupienia do domu szamponu i żelu pod prysznic (oraz jedzenia dla kota, mój Pan Kot uwielbia Rossmannowskie "foremki"), do koszyka wpadły:
- Ziaja, Szampon aloesowy do włosów suchych - ok. 7zł/500ml - Testowałam już szampon figowy i lawendowy z tej serii, teraz padło na aloesowy. Wspominałam już, że Ziaję uwielbiam i darzę dużym zaufaniem, szampony z tej serii jeszcze ani raz mnie nie zawiodły (figowy to chyba ulubieniec).
- Luksja, Żel pod prysznic 'Active Vitamins' - ok. 7zł/500ml (promocja) - Kiedy kupuję żele pod prysznic do domu dla mnie prawie zawsze głównym kryterium jest duża butelka i niska cena, bo żel jest dla mnie, mojej Mamy i Siostry, więc musi być duży. Tym razem przeceniona była Luksja, więc padło na nią ;).
- W7, Sliders Lip Balm - ok. 8zł - Ten produkt bardzo mnie zaskoczył, bowiem pierwszy raz zobaczyłam w Polsce produkty W7! W Rossmannach dostępne są 4 rodzaje balsamu do ust: malinowy, brzoskwiniowy, truskawkowy i wiśniowy. Ja wzięłam malinę ze względu, że ten zapach najbardziej lubię, a poza tym... pani na pudełeczku była najładniejsza ;). Balsam jest bardzo przyzwoity, choć daleko mu do Carmexu na przykład. To coś pomiędzy lekko koloryzującym błyszczykiem a balsamem, recenzja na pewno pojawi się na blogu. Opakowanie jest przeurocze, a mój Luby kazał mi w przyszłości zakupić pozostałe 3 (ciekawe dlaczego... ;P).
- ForYourBeauty, Pędzelek do oczu - w promocji 5zł zamiast 7zł - Mam już jeden taki pędzelek i uważam, że to jeden z fajniejszych niskopółowych pędzelków do oczu ;). Kupiłam go, bo w ramach 'Okazji Dnia' na rossnet.pl można było pobrać kod obniżający cenę pędzelka, więc skorzystałam z okazji.
- ForYourBeauty, Szczotka do włosów - ok. 25zł - Zaczęłam bardziej dbać o włosy i postanowiłam zamienić moją starą, wysłużoną, plastikową szczotkę na coś lepszego. Na TangleTeezera mi żal wydać kilkadziesiąt złotych, więc skusiła mnie ta. Ma bardzo fajne połączenie dość miękkich plastikowych pręcików z naturalnym włosiem. Dostępna jest jeszcze większa, prostokątna szczotka z tej serii. Producent obiecuje lepszą pielęgnację i połysk. Kiedy byłam mała, używałam (a raczej Mama dla mnie stosowała) tylko szczotki z naturalnym włosiem i miałam wtedy gęste, błyszczące, piękne włosy - mam nadzieję, że może ta szczotka pomoże moim włosom choć trochę wrócić do tamtego stanu ;). Czesałam już nią włosy i muszę powiedzieć, że jest to bardzo przyjemne i naprawdę czuć różnicę w porównaniu do zwykłej, twardej, plastikowej szczotki.
Teraz przejdę do moich zdobyczy ubraniowych. Niestety, nie mam w ogóle pomysłu i talentu do robienia zdjęć ubraniom... Chyba muszę je zacząć fotografować na mnie, bo tak płasko rozłożone na łóżku tracą cały swój urok :P. W dodatku kolory są przekłamane...
- Granatowy kardigan, niesieciowy sklep - 55zł, przecena z 80zł - Sweterek nie trafił na zdjęcie, bo na śmierć o nim zapomniałam :P Kupiłam sobie bardzo milutki, granatowy, nietoperkowaty kardigan, rozpinany, ale bez guziczków. Jest to coś w rodzaju rozpinanej tuniki i już go uwielbiam ;) Zresztą ja ogólnie od jesieni do wiosny non stop właściwie noszę wszelkiego rodzaju narzutki i sweterki - wyznaję zasadę "lepiej dźwigać niż ścigać", jak to mówi moja Mama i zawsze wolę mieć na sobie coś, co ewentualnie później mogę ściągnąć, zwinąć i wrzucić do torebki.
- Czarna bluzeczka, Orsay - 59zł, ale ja skorzystałam z bonu urodzinowego i kupiłam ją za 40zł - Bluzka szczerze powiedziawszy nie powala mnie, ale dostałam zaległy bon urodzinowy i chciałam go wykorzystać, a czarnych bluzeczek nigdy za dość (no i nie znalazłam w Orsayu poza tym nic ciekawego ;)) . Bluzka jest czarna, z rękawem do łokcia, przeszywana dość subtelną srebrną nicią. W tym sezonie zakochałam się w takich iskrzących ubraniach ;).
- Śliwkowa bluzka, Pretty Girl - 29zł zamiast 79zł - Bluzkę kupiłam dzisiaj i muszę przyznać, że to ciuch z gatunku takich, co na wieszaku wyglądają średnio, a na mnie świetnie (ach, ta skromność) ;). To znaczy bluzka ma bardzo ciekawy dekolt, który nabiera naprawdę fajnego wyglądu dopiero "udrapowany" na ciele ;). Kolor na zdjęciu wyszedł przekłamany, w rzeczywistości to głęboka, ciemna śliwka.
Ale odbiegłam trochę od tematu. Tak więc moje "sportowe" zakupy zrobiłam w sklepie sport-shop.pl, gdzie wydaje mi się, mają naprawdę fajne ceny i ogromny asortyment. Kupiłam:
| Zdjęcie pochodzi ze strony http://www.sport-shop.pl/hantle-szesciokatne-monster-spokey-2-x-2kg-p-4760.html |
| Zdjęcie pochodzi ze strony http://www.sport-shop.pl/mata-do-cwiczen-180x60x05-cm-p-4873.html |
- Zestaw hantli 2x2kg - 23zł - Świetnie się z nimi ćwiczy, wcześniej ćwiczyłam z butelkami wody mineralnej 1,5kg i mimo tego, że hantle są cięższe, są o wiele wygodniejsze i łatwiejsze w ćwiczeniach od butelek.
- Mata do ćwiczeń - 30zł - Przy ćwiczeniach na podłodze było mi zimno, ślisko i twardo (szczególnie cierpiał mój kręgosłup i kość ogonowa, gdy wykonywałam nożyce albo brzuszki), dlatego postanowiłam zainwestować w matę. Ćwiczy się o wiele lepiej, a dużym plusem jest to, że ma możliwość zwinięcia i zapięcia, aby się nie rozwijała. Moja Siostra ma taką samą do jogi i też jej bardzo dobrze służy.
17 stycznia 2012
Zakupowo :)
Dziś post bardzo spontaniczny, ale chciałam się Wam pochwalić moimi zakupami ;) Zdjęcia robione wieczorem, więc zdjęcia są naprawdę marne, niestety...
Jako że dwa najcięższe w moim odczuciu kolokwia w tej sesji (dla mnie prawie zawsze kolosy są cięższe od egzaminów ;P) i teraz mam tydzień względnego luzu, wybrałam się pod wieczór na zakupy.
Po pierwsze, odwiedziłam drogeryjkę przy mojej uczelni (zwie się "Magdalena" i znajduje się na ul. Gramatyka w Krakowie). Ta drogeria to dla mnie jedno z odkryć zeszłego roku, mieści się dosłownie kilka metrów od mojego wydziału. Prowadzi ją pan w średnim wieku, bardzo miły. Sama drogeria budzi niemiłe wrażenie - przypomina mi jakąś piwniczko-komórkę przeładowaną kosmetykami. Lakiery do paznokci są poustawiane nawet w miedniczkach :P. Jednak wybór jest ogromny, pan ma tam kosmetyki firm, które ciężko mi znaleźć gdzie indziej - takie jak Vipera, Delia czy Bell, ma również wszystkie rodzaje henn Venity i każdy z produkowanych kolorów. Krótko mówiąc wyłącznie polskie marki, o ile się nie mylę, ale za to chyba wszystkie. Kiedyś pan specjalnie dla mnie sprowadził korektor do brwi Delia w kolorze brązowym i zrobił to w ciągu kilku godzin :). Poza tym ma ogromny wybór lakierów do paznokci. I kupuję tam jeszcze jeden kosmetyk którego nie mogę znaleźć nigdzie indziej - mgiełkę termoochronną do włosów Marion, jaką zakupiłam też dziś. Dla mnie KWC w kwestii kosmetyków do włosów! Naprawdę nie wiem, jak te wszystkie cuda mieszczą się w tej małej kanciapce, ale uwielbiam ją, naprawdę ;). I ceny są bardzo niskie, niekiedy wręcz hurtowe. Pan nie zaokrągla cen dla własnego zarobku, tak więc wszystkie kosmetyki mają ceny a'la 2,34zł, 9,77zł, 7,18zł itp.
Tak więc w drogerii "Magdalena" kupiłam ww. mgiełkę termoochronną oraz balsam koloryzujący z henną w kolorze czekolady. Od trzech farbowań używam henny, kolor dość szybko się wypłukuje, ale przynajmniej nie martwię się, że katuję włosy chemią.
Wieczorem wybrałam się do Factory/Futura Park Kraków i odwiedziłam Super-Pharm. Oto, co kupiłam:
Unikalny suplement diety łączący w sobie składniki aktywne o właściwościach probiotycznych (L. Acidophillus, B. breve), prebiotycznych (FOS) i wspomagających odchudzanie (ekstrakt z zielonej herbaty). ProBioSlim wpływa korzystnie na strukturę flory bakteryjnej jelit, wspomaga perystatykę, ułatwia trawienie. Ma korzystny wpływ na zachowanie prawidłowej wagi ciała.
Nie jest to więc żaden zapychacz żołądka ani nic z tych rzeczy, ale mam nadzieję, że usprawni nieco mój baaardzo leniwy metabolizm...
Ostatnia rzecz jest niekosmetyczna, ale urocza ;). Zdjęcia niestety nie oddają uroku spódniczki, ale musicie wierzyć mi na słowo, że w realu wygląda o wiele lepiej :) Ma kolor szaro-bordowo-fioletowy i jest wykonana z materiału przypominającego wełnę. Kupiona w C&A za 39zł (przecena z 99zł).
Jako że dwa najcięższe w moim odczuciu kolokwia w tej sesji (dla mnie prawie zawsze kolosy są cięższe od egzaminów ;P) i teraz mam tydzień względnego luzu, wybrałam się pod wieczór na zakupy.
Po pierwsze, odwiedziłam drogeryjkę przy mojej uczelni (zwie się "Magdalena" i znajduje się na ul. Gramatyka w Krakowie). Ta drogeria to dla mnie jedno z odkryć zeszłego roku, mieści się dosłownie kilka metrów od mojego wydziału. Prowadzi ją pan w średnim wieku, bardzo miły. Sama drogeria budzi niemiłe wrażenie - przypomina mi jakąś piwniczko-komórkę przeładowaną kosmetykami. Lakiery do paznokci są poustawiane nawet w miedniczkach :P. Jednak wybór jest ogromny, pan ma tam kosmetyki firm, które ciężko mi znaleźć gdzie indziej - takie jak Vipera, Delia czy Bell, ma również wszystkie rodzaje henn Venity i każdy z produkowanych kolorów. Krótko mówiąc wyłącznie polskie marki, o ile się nie mylę, ale za to chyba wszystkie. Kiedyś pan specjalnie dla mnie sprowadził korektor do brwi Delia w kolorze brązowym i zrobił to w ciągu kilku godzin :). Poza tym ma ogromny wybór lakierów do paznokci. I kupuję tam jeszcze jeden kosmetyk którego nie mogę znaleźć nigdzie indziej - mgiełkę termoochronną do włosów Marion, jaką zakupiłam też dziś. Dla mnie KWC w kwestii kosmetyków do włosów! Naprawdę nie wiem, jak te wszystkie cuda mieszczą się w tej małej kanciapce, ale uwielbiam ją, naprawdę ;). I ceny są bardzo niskie, niekiedy wręcz hurtowe. Pan nie zaokrągla cen dla własnego zarobku, tak więc wszystkie kosmetyki mają ceny a'la 2,34zł, 9,77zł, 7,18zł itp.
Tak więc w drogerii "Magdalena" kupiłam ww. mgiełkę termoochronną oraz balsam koloryzujący z henną w kolorze czekolady. Od trzech farbowań używam henny, kolor dość szybko się wypłukuje, ale przynajmniej nie martwię się, że katuję włosy chemią.
Wieczorem wybrałam się do Factory/Futura Park Kraków i odwiedziłam Super-Pharm. Oto, co kupiłam:
- Masło do ciała Perfecta o zapachu marcepanowym - 11,99zł - musiałam kupić nowe, bo w zeszłym tygodniu wykończyłam poprzednie, a tak przywykłam do smarowania ciała po kąpieli czymś nawilżającym i przede wszystkim pachnącym, że bez masełka ani rusz ;). Poprzednie masło miałam również od Perfecty, kakaowe, i byłam z niego całkiem zadowolona.
- Kredka do oczu LongLasting Essence w kolorze 02 hot chocolate - ok. 7zł - Ostatnio przekonałam się do brązów w makijażu, więc brązowa kredka bardzo się przyda, a LL to moje ulubione kredki. Niestety, zapomniałam o niej na zdjęciu.
- Lips - balsam do ust - 9,44zł - Kupiłam go w celu wykurowania zajadów, z którymi mam problem od kilku dni... Od paru lat mam tak, że raz na kilka miesięcy pojawią mi się zajady (właściwie nie wiem do końca czy to zajady, bo usta nie są pęknięte, ale mam czerwone kąciki ust i trochę dookoła warg... nie cierpię tego) i trudno mi się z nich wykurować... Czytałam, że ten balsam jest przede wszystkim przeznaczony do leczenia zajadów, więc pokładam w nim spore nadzieje. Zawiera szałwię i dużo witaminy B.
- Capivit z biotyną - Piękne Paznokcie - 6,49zł zamiast 18,99zł za 2 opakowania (każde po 30 kapsułek) - widziałam na blogu Belli, że również kupiła ten suplement i tym samym mnie skusiła ;) Zobaczymy, czy jakoś zadziała, za tą cenę na pewno warto spróbować.
- ProBioSlim - 7,99zł zamiast 56,99zł, kupiłam 2 opakowania, każde po 30 tabletek - To cudo jest już totalnie nieplanowane... Nigdy nie stosowałam suplementów ułatwiających odchudzanie i nie pokładam w nich za dużej nadzieji, ale postanowiłam wypróbować. Najbardziej zszokowała mnie obniżka cenowa - aż o 49zł! Nie chodzi o datę ważności, bo suplement jest ważny do października tego roku. Napis na opakowaniu głosi:
Unikalny suplement diety łączący w sobie składniki aktywne o właściwościach probiotycznych (L. Acidophillus, B. breve), prebiotycznych (FOS) i wspomagających odchudzanie (ekstrakt z zielonej herbaty). ProBioSlim wpływa korzystnie na strukturę flory bakteryjnej jelit, wspomaga perystatykę, ułatwia trawienie. Ma korzystny wpływ na zachowanie prawidłowej wagi ciała.
Nie jest to więc żaden zapychacz żołądka ani nic z tych rzeczy, ale mam nadzieję, że usprawni nieco mój baaardzo leniwy metabolizm...
Ostatnia rzecz jest niekosmetyczna, ale urocza ;). Zdjęcia niestety nie oddają uroku spódniczki, ale musicie wierzyć mi na słowo, że w realu wygląda o wiele lepiej :) Ma kolor szaro-bordowo-fioletowy i jest wykonana z materiału przypominającego wełnę. Kupiona w C&A za 39zł (przecena z 99zł).
19 października 2011
Paczki - od Hean oraz nagroda w rozdaniu + haul: otwarcie Futura Park Kraków
Od niedzieli gnębi mnie jakieś przeziębienie i nawet mam stan podgorączkowy - a to mi się ostatnio zdarzyło ze dwa lata temu. Mimo to w poniedziałek i wczoraj bylam na uczelni, a dzisiaj jedynie odpuściłam sobie jeden wykład, jednak mimo to - pewnie niemądrze - nie zostałam w łóżku, ale wybrałam się z Mamą do Futura Park - Factory, które otworzyli pod Krakowem, bardzo niedaleko mojego domu. Wspominałam o tym centrum handlowym już w tym poście).
Najpierw jednak napiszę Wam o paczkach, które do mnie ostatnio dotarły. Wczoraj pan kurier przywiózł mi paczkę od Hean, z którą to firmą niedawno nawiązałam współpracę. Gdy na blogach zaczęły pojawiać się zdjęcia promocyjne wypiekanych cieni, oszalałam na punkcie kolorów Cobalt Blue i Royal Violet. I przemiła Pani Magdalena w paczce przysłała mi te dwa cienie (napisałam w mailu do niej, jak bardzo mi się podobają) oraz tusz do rzęs Boom Lashes - czeka w kolejce do wypróbowania, bo na razie muszę skończyć choć jeden z otwartych tuszy - oraz czarną, automatyczną kredkę do oczu. Wszystkie rzeczy przypadły mi do gustu i z radością biorę się do testów :)
Dzisiaj z kolei dotarła do mnie paczka z nagrodami z rozdania, które wygrałam na blogu Cosmetics Freak. Sporo w niej cudowności, które możecie zobaczyć na zdjęciu. Ja najbardziej cieszę się z tego, że w końcu będę mogła wypróbować kępki sztucznych rzęs. Błyszczyk również prezentuje się pięknie (taki zgaszony róż, nieco inaczej wygląda w rzeczywistości niż na zdjęciu). Najbardziej zaskoczyła mnie kredka - po pierwszych testach okazała się ogromnie trwała! Tarłam rękę chusteczką higieniczną, a kreska nie dość, że nie zniknęła, to nawet się nie rozmazała!
Na sam koniec wrócę do tematu, który poruszyłam na początku - Futura Park Kraków. Nawet przeziębienie nie przeszkodziło mi w wybraniu się na zakupy ;) Nie jestem w stanie wypisać Wam wszystkich sklepów, jakie tam znajdziecie, a niestety nie było żadnych ulotek promocyjnych :(.
Podaję przykłady kilku sklepów z setek, które się tam znajdują (niektóre z nich są standardowe, znaczna większość outletowa): United Colors Of Benetton, Ecco, Zebra, Reserved, Mohito, Calzedonia, Gatta, Triumph, Księgarnia Matras, C&A (naprawdę duży!), RTV euro AGD, Douglas, Super-Pharm (ogromny, większy niż w Galerii Krakowskiej chyba i bardziej przypomina mi Rossmanna), Inblu, Queen, Quiosque, House, Diverse, Nike, Reebook, Lee, Wragnler, Empik Cafe, Tchibo, Coffee Heaven, Wittchen, Ochnik, stoisko Vipery, Deichmann, CCC i naprawdę mnóstwo innych!
W Douglasie dzisiaj był konkursy i za odpowiedź na banalnie proste pytania (zadawane przez Irka Bieleninika) w stylu "Jaki kolor jest symbolem naszego sklepu?" dostawało się paczki z prezencikiem ;) Moja Mama wygrała dwie próbki perfum i jedną kremu Diora.
Największy szał panował chyba w Benettonie - mega obniżki, właściwie ogromna większość bluzek i spodni nie przekraczała ceny 60zł. Ja jednak nie znalazłam dla siebie nic, ale moja Mama kupila sobie dwa golfy po 19zł. Jedynym minusem była kolejka, w której stałyśmy chyba 50 min - ekspedientki obsługiwały jednego klienta chyba 5 minut, to powinno iść o wiele sprawniej... Rozwaliła mnie też rozmiarówka - normalnie noszę rozmiar 40/42 - w C&A kupiłam sobie dwie pary jeansów w rozmiarze 40 - a w Benettonie rozmiar 48 był na mnie za mały! :/ Coś strasznie pochrzanili z rozmiarówką...
Ogromny ścisk panował też w sklepie, w którym można znaleźć ubrania Reserved, House, Mohito po przecenie - tam panowała promocja "druga rzecz za 1zł". Byłam już zmęczona i nie miałam siły stać po raz drugi w tak monstrualnej kolejce, więc odpuściłam...
Obłowiłam się za to w całkowicie nieznanym mi dotąd sklepie Queen. Zdziwiła mnie jedna rzecz - ubrania tam nie mają rozmiarów, jest tylko 'standardowy'! Mimo to, porównując dwie bluzki można było zauważyć, że jedna jest większa od drugiej. Wybrałam dla siebie "nietoperkowatą" bluzeczkę w beżowo-czerwono-czarno-szare paski za 49zł oraz granatowy kardigan przeszywany błyszczącą niebieską nicią również za tą samą cenę. Do tego piękną, granatową bransoletkę (pasuje do sweterka :D) za 19zł. Chciałam zrobić zdjęcia ubrań, ale moja szybka Mama zdążyła je już przeprać :P
Ostatnim punktem zakupowym był sklep, który bardzo lubię - C&A. Bardzo chciałam kupić sobie choć jedną parę spodni, a z tego sklepu wyszłam z dwiema parami świetnych, klasycznych jeansów - jedne granatowe, drugie szare. Łącznie zapłaciłam za dwie pary 76,80zł! Super cena :) Mimo, że C&A nie podpada pod outlet, trwała dziś promocja - 20% taniej na cały asortyment.
Poza zakupami ubraniowymi zrobiłyśmy też dużę zakupy w Super-Pharmie, który bardzo mi się spodobał. Niektóre promocje zwalały z nóg, np. nowy tusz Manhattanu w cenie 7,99zł zamiast 27,99zł! Nie kupiłam jednak, bo mam zapas tuszy. Ten sklep wydaje mi się ogromny, większy niż w Galerii Krakowskiej i bardziej przypomina mi Rossmanna. Kupiłyśmy sporo rzeczy do domu, ja kupiłam sobie eyeliner żelowy Essence w kolorze czarnym, bo takowego nie posiadam ;) Mają tam jedną szafę Essence, tą z eyelinerami, pędzelkami do oczu, serią I Love itp.
Największe kolejki poza sklepami ubraniowymi były oczywiście do RTVeuroAGD, ludzie hurtowo kupowali telewizory i inne tego typu sprzęty ;)
Wielkim Nieobecnym jak dla mnie jest H&M, nie mogę przeboleć, że nie zrobili tam tego sklepu... No ale może C&A mi to wynagrodzi ;)
PS: Nie mogę się powstrzymać i muszę napisać o jeszcze jednym fakcie... Zostało mi przydzielone stypendium naukowe z uczelni i się z tego ogroooomnie cieszę, bo kwota jest taka, o jakiej mi się nawet nie śniło :D
Najpierw jednak napiszę Wam o paczkach, które do mnie ostatnio dotarły. Wczoraj pan kurier przywiózł mi paczkę od Hean, z którą to firmą niedawno nawiązałam współpracę. Gdy na blogach zaczęły pojawiać się zdjęcia promocyjne wypiekanych cieni, oszalałam na punkcie kolorów Cobalt Blue i Royal Violet. I przemiła Pani Magdalena w paczce przysłała mi te dwa cienie (napisałam w mailu do niej, jak bardzo mi się podobają) oraz tusz do rzęs Boom Lashes - czeka w kolejce do wypróbowania, bo na razie muszę skończyć choć jeden z otwartych tuszy - oraz czarną, automatyczną kredkę do oczu. Wszystkie rzeczy przypadły mi do gustu i z radością biorę się do testów :)
Dzisiaj z kolei dotarła do mnie paczka z nagrodami z rozdania, które wygrałam na blogu Cosmetics Freak. Sporo w niej cudowności, które możecie zobaczyć na zdjęciu. Ja najbardziej cieszę się z tego, że w końcu będę mogła wypróbować kępki sztucznych rzęs. Błyszczyk również prezentuje się pięknie (taki zgaszony róż, nieco inaczej wygląda w rzeczywistości niż na zdjęciu). Najbardziej zaskoczyła mnie kredka - po pierwszych testach okazała się ogromnie trwała! Tarłam rękę chusteczką higieniczną, a kreska nie dość, że nie zniknęła, to nawet się nie rozmazała!
Na sam koniec wrócę do tematu, który poruszyłam na początku - Futura Park Kraków. Nawet przeziębienie nie przeszkodziło mi w wybraniu się na zakupy ;) Nie jestem w stanie wypisać Wam wszystkich sklepów, jakie tam znajdziecie, a niestety nie było żadnych ulotek promocyjnych :(.
Podaję przykłady kilku sklepów z setek, które się tam znajdują (niektóre z nich są standardowe, znaczna większość outletowa): United Colors Of Benetton, Ecco, Zebra, Reserved, Mohito, Calzedonia, Gatta, Triumph, Księgarnia Matras, C&A (naprawdę duży!), RTV euro AGD, Douglas, Super-Pharm (ogromny, większy niż w Galerii Krakowskiej chyba i bardziej przypomina mi Rossmanna), Inblu, Queen, Quiosque, House, Diverse, Nike, Reebook, Lee, Wragnler, Empik Cafe, Tchibo, Coffee Heaven, Wittchen, Ochnik, stoisko Vipery, Deichmann, CCC i naprawdę mnóstwo innych!
W Douglasie dzisiaj był konkursy i za odpowiedź na banalnie proste pytania (zadawane przez Irka Bieleninika) w stylu "Jaki kolor jest symbolem naszego sklepu?" dostawało się paczki z prezencikiem ;) Moja Mama wygrała dwie próbki perfum i jedną kremu Diora.
Największy szał panował chyba w Benettonie - mega obniżki, właściwie ogromna większość bluzek i spodni nie przekraczała ceny 60zł. Ja jednak nie znalazłam dla siebie nic, ale moja Mama kupila sobie dwa golfy po 19zł. Jedynym minusem była kolejka, w której stałyśmy chyba 50 min - ekspedientki obsługiwały jednego klienta chyba 5 minut, to powinno iść o wiele sprawniej... Rozwaliła mnie też rozmiarówka - normalnie noszę rozmiar 40/42 - w C&A kupiłam sobie dwie pary jeansów w rozmiarze 40 - a w Benettonie rozmiar 48 był na mnie za mały! :/ Coś strasznie pochrzanili z rozmiarówką...
Ogromny ścisk panował też w sklepie, w którym można znaleźć ubrania Reserved, House, Mohito po przecenie - tam panowała promocja "druga rzecz za 1zł". Byłam już zmęczona i nie miałam siły stać po raz drugi w tak monstrualnej kolejce, więc odpuściłam...
Obłowiłam się za to w całkowicie nieznanym mi dotąd sklepie Queen. Zdziwiła mnie jedna rzecz - ubrania tam nie mają rozmiarów, jest tylko 'standardowy'! Mimo to, porównując dwie bluzki można było zauważyć, że jedna jest większa od drugiej. Wybrałam dla siebie "nietoperkowatą" bluzeczkę w beżowo-czerwono-czarno-szare paski za 49zł oraz granatowy kardigan przeszywany błyszczącą niebieską nicią również za tą samą cenę. Do tego piękną, granatową bransoletkę (pasuje do sweterka :D) za 19zł. Chciałam zrobić zdjęcia ubrań, ale moja szybka Mama zdążyła je już przeprać :P
Ostatnim punktem zakupowym był sklep, który bardzo lubię - C&A. Bardzo chciałam kupić sobie choć jedną parę spodni, a z tego sklepu wyszłam z dwiema parami świetnych, klasycznych jeansów - jedne granatowe, drugie szare. Łącznie zapłaciłam za dwie pary 76,80zł! Super cena :) Mimo, że C&A nie podpada pod outlet, trwała dziś promocja - 20% taniej na cały asortyment.
Poza zakupami ubraniowymi zrobiłyśmy też dużę zakupy w Super-Pharmie, który bardzo mi się spodobał. Niektóre promocje zwalały z nóg, np. nowy tusz Manhattanu w cenie 7,99zł zamiast 27,99zł! Nie kupiłam jednak, bo mam zapas tuszy. Ten sklep wydaje mi się ogromny, większy niż w Galerii Krakowskiej i bardziej przypomina mi Rossmanna. Kupiłyśmy sporo rzeczy do domu, ja kupiłam sobie eyeliner żelowy Essence w kolorze czarnym, bo takowego nie posiadam ;) Mają tam jedną szafę Essence, tą z eyelinerami, pędzelkami do oczu, serią I Love itp.
Największe kolejki poza sklepami ubraniowymi były oczywiście do RTVeuroAGD, ludzie hurtowo kupowali telewizory i inne tego typu sprzęty ;)
Wielkim Nieobecnym jak dla mnie jest H&M, nie mogę przeboleć, że nie zrobili tam tego sklepu... No ale może C&A mi to wynagrodzi ;)
PS: Nie mogę się powstrzymać i muszę napisać o jeszcze jednym fakcie... Zostało mi przydzielone stypendium naukowe z uczelni i się z tego ogroooomnie cieszę, bo kwota jest taka, o jakiej mi się nawet nie śniło :D
Subskrybuj:
Posty (Atom)





































