Pokazywanie postów oznaczonych etykietą perfumy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą perfumy. Pokaż wszystkie posty

28 listopada 2013

Akademia Zmysłów L'Occitane - La Collection de Grasse [listopad]

W listopadzie w Akademii Zmysłów L'Occitane króluje linia La Collection de Grasse. Skupia się ona na zapachach, które potrafią naprawdę zaczarować. W prym wiedzie zapach, w którym główną rolę odgrywają Złoty Kwiat i Akacja.


Zapach zawdzięczamy Karine Dubreil i pochodzi on z Grasse - ponoć najpiękniej pachnącego miasta świata, które znajduje się w regionie Prowansja-Alpy-Lazurowe Wybrzeże. Zwane jest stolicą perfum, a jego perfumiarska tradycja sięga XVI wieku.


Zapach Grasse skomponowany przez Dubreil ma ilustrować koniec lata i nadchodzące uśpienie przyrody. Za nazwą złotego kwiatu kryje się mimoza, kwitnąca tam w grudniu, a towarzyszy jej delikatna akacja, której zapach przypomina aromat białych kwiatów.


Miałam przyjemność poznać ten zapach za pośrednictwem cudownego, złocistego żelu pod prysznic oraz perfurmowanego mleczka do ciała. Żel pod prysznic wygląda niczym magiczny eliksir, bowiem zatopiony jest w nim złoty pyłek. Przyznam szczerze, że buteleczki wyglądają i pachną tak pięknie, że bardzo oszczędnie dozuję sobie ich używanie. Jak dla mnie, nie jest to zapach na codzień, ale na wyjątkowe okazje, kiedy chcę się poczuć bardzo kobieco i odrobinę wytwornie.


Zapach niesie ze sobą wyraźne kwiatowe nuty, ale nie jest to nazbyt świeży, lekki zapach, ale właśnie bogaty, na swój sposób wyrafinowany. Tak pachnie elegancka, pewna siebie kobieta, a nie delikatna dziewczynka ;). Mimo, iż z jesienią i zimą kojarzą mi się np. nuty piżma czy wanilii, których tutaj brakuje, zapach wydaje się odpowiedni właśnie dla tej pory roku. Zostawiam go na wyjątkowe chwile - Święta, randkę z Narzeczonym... Rozważałam nawet zachowanie tego duetu na dzień mojego ślubu, ale jednak tego dnia chcę pachnieć czymś zupełnie nowym i wyjątkowym :).


Mleczko do ciała i żel pod prysznic zamknięte są w uroczych, prostokątnych buteleczkach, które zdobią moją łazienkę. Jedyny minus stanowi fakt, iż są one wykonane z bardzo twardego plastiku, a więc zużycie ich do końca może stanowić niemały problem...

Pisząc o listopadowym pudełku nie mogę pominąć cudownej oprawy wizualnej - świąteczne, bordowe pudełko od L'Occitane totalnie mnie urzekło i cierpię, bo nie mam pojęcia, jak mogę je zagospodarować :(.

19 kwietnia 2013

Mini-recenzje mini-produktów...

...i wszystko jasne ;). Na temat słynnej współpracy z firmą L'Occitane zostało powiedziane już chyba wszystko. Ja również odczułam może nie tyle niesmak, ale raczej rozczarowanie - wolałabym naprawdę dostać jedną pełnowymiarową tubkę kremu do rąk, niż 5 miniaturek, każda (może poza mydełkiem i perfumami) na kilka użyć... Musiałam się mocno pilnować, żeby nie zużyć kosmetyków, zanim znajdę czas, żeby zrobić im zdjęcia :P.

Tyle słowem wstępu, mimo wszystko z zainteresowaniem "testowałam", a raczej "wypróbowałam" kosmetyki L'Occitane i poniżej kilka moich uwag na ich temat:


Najbardziej ciekawa byłam chyba kultowego już kremu do rąk z masłem shea. Wielkość tego produktu rozwaliła mnie najbardziej, bo wystarcza na ok. 4-5 aplikacji, no ale... mogłam się przynajmniej obejść smakiem ;). Krem ma gęstą konsystencję, która przy rozprowadzaniu bardzo fajnie otula dłonie. Ręce po zastosowaniu kremu są mięciutkie i nawilżone. Z racji na wielkość próbki, używałam go tylko na noc, więc ciężko ocenić mi, jak długo taki efekt się utrzymuje (np. czy znika po umyciu rąk). Zapach też przypadł mi bardzo do gustu, jest lekko wyczuwalny i kremowy.


Krem do twarzy Immortelle zauroczył mnie nieco rozmiarem słoiczka i samą stroną estetyczną. Nazwa sugeruje, że krem zapewni nam "nieśmiertelność", co mnie mocno rozbawiło, co za odwaga w nazewnictwie! ;) Jest to krem na noc, z tego co się orientuję, przeciwzmarszczkowy. Zmarszczek na szczęście póki co nie mam, ale krem bardzo fajnie nawilża, jest mocno odżywczy i w sumie się z nim polubiłam. Minusem jak dla mnie jest zapach - jakiś taki... bardzo ziołowy, mnie się kojarzy z pietruszką(sic!), Narzeczonemu z syropem na kaszel. Dodatkowy minus to wydłubywanie go z tego mini słoiczka - 50% kremu ląduje pod paznokciami. Krem mnie zaintrygował i chętnie dałabym mu szansę, gdy moja skóra będzie już "dojrzała" (oby to szybko nie nadeszło :D).


W żelu pod prysznic Verbena zauroczył mnie zapach. Przed otwarciem go nie miałam pojęcia, jak pachnie werbena, ale spodobało mi się! Zapach jest lekki, nieco orzeźwiający, ale nie jest to takie typowe "cytrusowe orzeźwienie". Lubię używać go po treningu, bo cudownie odświeża. Niestety, jak na moje gusta jest mało wydajny - na gąbkę muszę nałożyć go dość sporo (50ml wystarczy mi na ok. 6 myć? Na razie mam za sobą 3 użycia, a pół buteleczki prawie nie ma...), a nawet mimo tej ilości żel dość słabo się pieni, czego nie lubię. Jednak za zapach ma u mnie duuuży plus. Wydaje mi się też, że nie wysusza zbyt mocno, ale nawilżenia też nie odczułam.


Mydełko z masłem shea za to mnie rozczarowało. Muszę zacząć od tego, że w ogóle jestem "dzieckiem mydła w płynie" i odkąd pamiętam u nas w domu używało się raczej mydła w płynie. Mydła w kostkach nawet lubię, gdyby nie to, że mydelniczka i jej okolica po 2 myciach rąk wygląda jak pobojowisko i bardzo ciężko uniknąć rozmiękczenia mydła. Ale nie o tym miało być. Cóż, mydełko L'Occitane ma naturalny skład i masło shea, więc wydaje się bardzo obiecujące - jednak podczas mycia rąk nie widzę żadnej różnicy pomiędzy tym mydełkiem a zwykłym Arko czy innym. Z "kostkowych" to już chyba wolę mydło Dove. Mydełko L'Occitane lekko się pieni, dobrze myje, ale skóry nie odżywia czy nawilża - i tak po umyciu ręce proszą się o krem do rąk. Zapach na dłoniach utrzymuje się dość długo, niestety - kostka niby pachnie ładnie i kremowo, ale po umyciu rąk zostawia zapach typowego... mydła. Próbowałam nawet wykrzesać coś więcej z tego mydła i użyć go do twarzy - skończyło się to wielką klapą, nie polecam :P. Jedyny plus jest taki, że właściwie nie piekło w oczy - może jedynie odrobinkę.


Na sam koniec zostawiłam smaczek, jakim jest miniaturka perfum Pivoine Flora, czyli Peonia. Uwielbiam piwonie, to chyba mój ulubiony kwiat, a na pewno jeden z ulubionych. Zapach perfum jest kwiatowy, dość intensywny i długo utrzymuje się na skórze. Mnie osobiście przypadł do gustu, ale nie będą to też moje ulubione perfumy - pachną ślicznie, ale tak... jednoznacznie, mam nadzieję, że rozumiecie ;). Po prostu poza kwiatem piwonii (a może to mieszanka jakichś kwiatów?) ciężko wyłapać mi jakiekolwiek inne nuty zapachowe, zapach raczej się nie "rozwija" - od chwili po nałożeniu, do ostatniego wyczuwalnego momentu pachnie dla mnie tak samo.

18 grudnia 2012

Wtorkowe poprawiacze humoru, czyli nowe perfumy i paczka od Rossmanna

Ostatnio Poczta Polska sobie leci sobie w kulki (ach, te Święta), ale na szczęście po jakimś czasie się opanowuje i w końcu dostarcza przesyłki, no i są jeszcze kurierzy :). Tak więc na szczęście dzisiaj dotarła do mnie jedna bardzo sympatyczna paczka, dwa 'prezenty' sprawiłam sobie sama, w sklepie... no ale o tym później ;).

Zacznę od Poczty Polskiej. Wczoraj dotarła do mnie paczka z Choisee (taaak, też się dałam skusić... niestety). Na szczęście, przynajmniej w teorii, kosmetyki które do mnie dotarły nie są przeterminowane. Jednak i tak podchodzę do nich jak pies do jeża, co nie zmienia faktu, że dam im szansę. Może naprawdę są jeszcze całkiem zdatne do użycia? Zdjęć brak, spisu też, bo część z nich pójdzie na prezenty (a potencjalne obdarowne mogą tu zaglądać). Oczywiście ostrzegę co i jak i obdarowane będą miały pełne prawo nie stosować tych kosmetyków, ale żal mi je po prostu pominąć.


Dzisiaj z kolei odwiedził mnie Pan Kurier. Dostarczył mi paczkę, o której totalnie zapomniałam, więc była to dla mnie całkowita niespodzianka. Wnętrze paczki jednak mnie zauroczyło, bowiem pod stertą czerwonej bibuły (już wiedziałam, o co chodzi :D) czekało na mnie piękne pudełko.


A w środku... kartka z życzeniami od Rossmanna, 3 sztuki pierniczków przygotowane do powieszenia na choinkę (chyba nie zawisną, bo mam na nie apetyt :D) i oczywiście kosmetyki! Paczka naprawdę bardzo przypadła mi do gustu. W środku znalazłam takie skarby:

  • Isana, żel pod prysznic Żurawina i Biała Herbata - edycja limitowana na święta, uuuwielbiam zimowe zapachy! Pachnie cudnie, a akurat moje obecne żele pod prysznic się pokończyły :). Mega trafiony!
  • Wellness&Beauty masło do ciała Mandarynka i Jogurt - mam jeszcze kakaowy krem do ciała Isany, ale to masełko jest mniejsze i na pewno z chęcią je zużyję. Być może posłuży mi też trochę jako treściwy krem do rąk. Po pierwszym wąchaniu jestem zaintrygowana, pachnie faktycznie jak jogurt z mandarynkami, ciekawe połączenie.
  • Fusswohl rozświetlający lioton do nóg - fajna sprawa na Sylwestra, na którego w tym roku (nie)stety się nie wybieram ;). Na pierwszy rzut oka wygląda mi to na lekki balsam do nóg, z drobinkami subtelnego brokatu, o delikatnym, miłym zapachu.
  • Wellness&Beauty peeling Algi i Minerały Morskie - słoiczek zrobił furrorę zaraz po rozpakowaniu paczki, produkt ślicznie się prezentuje. Stosowanie go to na pewno będzie sama przyjemność, a słoiczek na 100% dostanie drugie życie :).
  • Saszetka "pachnący prezent".

Ostatnie moje zdobycze to moja sprawka. W listopadzie brałam udział w projekcie dla Super-Pharm - badaniu opinii klienta - i w zamian za to SP wysłało mi bony na 150zł. Bony szły do mnie dość długo, ale w końcu wczoraj dotarły :). Odkąd tylko dowiedziałam się, że dostanę takie "wynagrodzenie", stwierdziłam, że przeznaczę ja na dobre perfumy, zamiast kilku pierdółek innego gatunku.

Poszukiwania trwały dość długo i były bolesne :P. Przetestowałam sporo zapachów, ale żaden do mnie nie przemawiał w 100% - w końcu najbardziej podobał mi się Alien Thierry'ego Muglera, ale on nie jest dostępny w SP. W końcu trochę zaprzestałam poszukiwań, a wtedy przeczytałam u xbebe18 o perfumach Escada Magnetism. I stwierdziłam, że to może być to.


Dziś pojechałam do SP i trochę bałam się takiego kupowania na szybko, ale tylko do dziś była promocja -40% na drugie perfumy... No i kupiłam Escadę, bo po chodzeniu z zapachem przez jakieś 20min, spodobał mi się i to bardzo. Z drugim był problem, chciałam Brit Burberry, ale początkowe nuty tego zapachu do mnie nie przemawiają, choć po jakiejś godzinie robi się fajnie. Wzięłam więc na spontana Pulse Beyonce, bo mam wodę toaletową o tym zapachu i bardzo ją lubię, ale ma nietrwały zapach, perfumy ponoć wprost przeciwnie.

Po całym dniu noszenia Escady dochodzę do wniosku, że perfumy są świetnie trafione - w tym zapachu czuję się fantastycznie, a jedno psiknięcie sprawiło, że czuję go na sobie cały dzień. Flakon jedynie nie do końca mi się podoba, ale liczy się przecież wnętrze :).

Tak więc z SP wyszłam z Escada Magnetism 75ml za 199zł i Beyonce Pulse 30ml teoretycznie za ok. 98zł. W praktyce Pulse w promocji wyszły 58zł jakoś, wykorzystując bony dopłaciłam od siebie 108zł - które zwrócą mi Rodzice, "kupując" mi jedne perfumy z okazji imienin ;).

I na koniec nuty zapachowe, nigdy bym nie sądziła, że owocowe zapachy są dla mnie, a tu proszę... Za to nuty bazowe to raj dla mojego nosa od zawsze, na zawsze:
Escada Magnetism:
nuta głowy: ananas, czarna porzeczka, frezja, bazylia, tymianek, zielone liście
nuta serca: róża, magnolia, jaśmin, heliotrop
nuta bazy: drzewo sandałowe, paczuli, piżmo, wanilia, ambra, wetiwer, irys, karmel, kokos

Beyonce Pulse:
nuta głowy: cytrusy, kwiat gruszy, bergamot
nuta serca: niebieska orchidea, jaśmin, peonia
nuta bazy: wanilia, piżmo, drzewo sandałowe


PS: Dzisiaj stuknęło mi 600 obserwatorów! Dziękuję! :)

23 listopada 2011

Essence TE Vampire's Love (dużo zdjęć)

W poniedziałek dopadłam w krakowskiej Drogerii Natura długo wyczekiwaną limitkę Essence Vampire's Love. Przypominam, że w skład limitki wchodzą:
  • Paleta 6 cieni do powiek
  • Puder pogrubiający rzęsy
  • Woda toaletowa
  • Rozświetlacz
  • 2 odcienie lip-tintów
  • Róż w żelu
  • 5 odcieni lakierów do paznokci
Po zobaczeniu zapowiedzi limitki, stwierdziłam, że chcę wszystko. Na szczęście z czasem zapał nieco osłabł, a ja zaczęłam trochę trzeźwiej patrzeć na te cuda ;) Cały czas byłam pewna, że kupię paletkę cieni, ale koniec końców stwierdziłam, że 17zł piechotą nie chodzi, a mam już mnóstwo tego typu odcieni w kolekcji. Żal mi tylko tego cudownego złoto-oliwkowego cienia, ale będę dzielnie szukać odpowiednika.
Koniec końców w moim koszyku wylądowały 4 rzeczy: woda toaletowa (bardzo pozytywne zaskoczenie!), dwa lakiery do paznokci oraz rozświetlacz. Poluję jeszcze na lip-tinty.



Rozświetlacz, 8,5g, 12,99zł
Jakoś nie mogłam mu odmówić. Mam jeszcze sporo pokruszonego rozświetlacza z Essence, ale ma on dość wyraźne drobinki. Tej skusił mnie lekką złotą poświatą i satynowym efektem. Również posiada drobinki, ale są naprawdę malutkie i słabo widoczne. Na twarzy widoczny jest satynowy efekt i ładne rozświetlenie, nie ma żadnego świecącego złota ani nic z tych rzeczy. Nie pyli przy aplikacji, długo się utrzymuje na twarzy. Opakowanie jest wykonane z plastiku, wydaje się być bardzo solidne. 





Woda toaletowa, 50ml, 29,99zł
Był to zakup nieplanowany (na dłuższą metę, zakupy robiłam w poniedziałek, a w sobotę podjęłam decyzję o zakupie, przez kusicielkę Em). Perfumy bardzo mnie zaskoczyły, ponieważ nie czuć w nich w ogóle alkoholu, co zdarzało mi się przy zakupie innych zapachów. Utrzymują się na skórze cały dzień. Zapach jest słodki, nieco ciasteczkowy, ale przy tym nieco ciężki i kobiecy. Idealny na jesień i zimę. Buteleczka jest bardzo ładna i zgrabna. Zatyczka wykonana z porządnego plastiku, nie pęknie przy byle okazji. Dodatkowy plus za solidny kartonik oraz zafoliowane opakowanie!




Lakiery do paznokci, 10ml, 6,99zł
Ostatnią rzeczą, jaką dopadłam, były dwa lakiery do paznokci - The Dawn Is Broken oraz Good Old Buffy. Zakupu The Dawn... byłam pewna od samego początku, na Good Old... zdecydowałam się spontanicznie - od dawna chodził za mną złotawy lakier, nie mogłam nie skorzystać. Pierwszy z nich to jasnoszary odcień, w którym zatopiony jest subtelny srebrny brokat. Drugi to czarny z mnóstwem złoto-oliwkowych drobinek. Obydwa lakiery pięknie prezentują się w buteleczce, na paznokciach przy dwóch warstwach wyglądają właściwie identycznie jak w opakowaniu. Nie mam niestety zdjęć lakieru na paznokciach, ponieważ światło przestało w pewnym momencie współpracować :(





To by było na tyle z moich zdobyczy. Limitkę uważam za naprawdę udaną i już nie mogę doczekać się następnej - Circus circus - która ma ukazać się w Douglasach i Super-Pharmach 10 grudnia! :)

PS: Trochę reklamy... Sprzedaję na allegro piękne kozaki, może któraś z Was jest chętna? :> Zainteresowane zapraszam tutaj.
PS2: Jutro już na 100% możecie spodziewać się pierwszego na moim blogu rozdania! :)

12 września 2011

Haul - Yves Rocher, Kobo, Lovely plus odrobina prywaty ;)

Wczoraj wróciłam od Lubego i po prawie 60 dniach spędzonych bez przerwy razem i czeka nas pierwsza od tego czasu tygodniowa rozłąka. Ja muszę złapać jeszcze dwóch profesorów w sprawie wpisów, a On biedak ma poprawki (wszystkie zaciśnięte kciuki w tej kwestii bardzo mile widziane ;) ). Nie mogę nie wspomnieć o paradoksie z tym związnym - z jednego egzaminu (4-częściowego) miał w sumie ponad 80%, ale brakło mu 5 pktów z jednej jego części i nie zdał... Takie cyrki to tylko na PWSZ Krosno. No ale do rzeczy ;).
Dzisiaj do południa podjechałam do Galerii Krakowskiej odebrać indeks od koleżanki, a przy okazji wybrałam się do Drogerii Natura i Rossmanna. Po powrocie do domu czekała na mnie paczka od Yves Rocher - o zamówieniu pisałam już tutaj.Tak więc moje dzisiejsze zdobycze prezentują się następująco:

Do Drogerii Natura poszłam głównie z myślą zakupienia cieni do powiek z jesiennej kolekcji Sensique - Oriental Dream. Odkąd zobaczyłam zapowiedź kolekcji, chodził za mną odcień 129 - Holi Festival - fiolet, czerwień i beż. Czerwony cień mam, beżowych nawet kilka, zależało mi głównie na fiolecie. Jednak po wypróbowaniu cienia z użyciem testera, coś mi nie grało... Fiolet był ładny, ale nie wyjątkowy - a fioletów już w kolekcji mam kilka. Zainteresowało mnie też trio nr 132 - Autumn Tuliptree, ale tutaj znów spodobał mi się tylko jeden kolor - fioletowo-niebieski. Stwierdziłam, że nie będę wydawała pieniędzy, skoro żaden z cieni mnie nie powalił na kolana, a z trójki używałabym głównie jednego koloru. W dodatku, co zobaczyłam później - cienie farbują! Miałam na ręce maźnięte 2 odcienie Sensique i 2 odcienie Kobo. Po zakupach podeszłam do specjalnej półeczki, gdzie można zmyć próbki cieni z dłoni. Kobo zeszły bardzo ładnie, ale po Sensique - mimo dużej ilości mleczka i dość mocnego tarcia - został intensywnie różowy ślad, po obu odcieniach. Pierwsze mycie rąk w domu też nie domyło go do końca, dopiero drugie mnie uratowało.
Żeby poprawić sobie humor zakupami i nie wyjść z drogerii z pustymi rękami, podeszłam do szafy Kobo. Z Catrice nic mnie nie zainteresowało, w szafe Essence nuda - nie dość, że pusto, to jeszcze zero przecen i nowości. Więc padło na Kobo. Naoglądałam się wielu swatchy ich cieni i wiedziałam, że kupię jeden z dwóch - słynny Golden Rose albo Blueberry Violet. Golden Rose faktycznie był piękny, ale jednak rzadko maluję się tak jasnymi cieniami - w dodatku różowymi. Wiem, że na pewno go kiedyś kupię, ale jeszcze nie dzisiaj ;) Tak więc zakupiłam przepiękny, fioletowo-niebieski kameleon - Blueberry Violet (czuję się usprawiedliwiona, takiego fioletu jeszcze nie mam!). Kupiłam go w postaci wkładu za 13,99zł, teraz nie pozostaje mi nic innego, jak kupić swoją pierwszą paletkę Inglota i umieścić tam - ironio - nie-inglotowy cień. Myślałam o paletce Kobo, ale jednak wizualnie bardziej odpowiada mi Inglot. Dzisiaj zdjęcia na szybko, swatche średniej jakości i nie oddają w pełni jego uroku, ale kiedyś ten cień na pewno doczeka się recenzji :)



Potem odwiedziłam Rossmanna. Kupowałam głównie rzeczy "przyziemne", codziennego użytku (pasta do zębów, szczoteczka, pianka do golenia, jedzenie dla kota...). Szukałam też wody brzozowej Isana, o której czytałam na Wizażu, ale nie udało mi się jej znaleźć :( Mój Luby ma ŁZS i niemal ciągle walczy z łupieżem... Próbował już chyba setek szamponów i w końcu znalazł jeden, który mu pomagał - L'oreal z aktywnym Selenem S. I co? Wycofali go! :( Apteczny szampon z selenem mu nie pomaga... Jeśli któraś z Was wie coś o jakimś złotym lekarstwie na łupież, to dajcie znać. Odrazu zaznaczę, że wszystkie Elseve, Clear, Head'n'shoulders nie pomagają, z aptecznych próbował Selsun Blue, Nizoral, Dermenę - nic...
Wracając do moich zdobyczy - kupiłam sobie jedynie odżywkę do paznokci. Strzał czysto w ciemno, nieplanowany. Nawet nie spodziewam się po niej zbyt wiele. Szukałam odżywki Rimmel, ale nie było żadnych, więc padło na Wibowe Lovely (muszę oszczędzać :P) - kupiłam coś, co się nazywa Strongly Regenerating Nailcare. Ostatnio niestety paznokcie mi się połamały i musiałam je spiłować, teraz znów się tragicznie rozdwajają (mój odwieczny problem). Spróbuję stosować tą odżywkę jakieś 2-3 tygodnie i zobaczymy, co z tego wyjdzie. Kiedyś stosowałam sławne serum z Wibo, ale już mi się "znudziło", efekty też mnie jakoś nie powalały... Zatęskniłam też za odżywką, która zostawia warstwę na paznokciu ;)

Na sam koniec zostawiłam najbardziej łakomy kąsek - paczkę z Yves Rocher. Za niecałe 30zł (o szczegółach pisałam już w podlinkowanym wyżej poście, więc nie będę się rozwodzić) zgarnęłam (na pół z Mamą i Siostrą):
  • Tusz do rzęs Mascara Longueur 360* - jako gratis do zamówienia, obecnie kosztuje już 49zł, na promocji 34zł - po szczoteczce widzę, że się polubimy ;) Nie mogę się doczekać testów;
  • Mydło do rąk lawendowe - Jardins du Monde - piękne opakowanie i cudowny, czysto lawendowy zapach. Kosztowało chyba 9,90zł;
  • Zestaw 3 perfumek po 5ml, wydaje mi się, że będą bardzo wydajne - na nadgarstki dałam po 1 kropelce Iris (na lewy :P) i Vanille (na prawy) i czuję je non stop, są bardzo ładne, ale też intensywne. Wanilia dość ciężka, a irys bardzo kobiecy. Oto zapachy, jakie otrzymałam:
    • Tendre Jasmin
    • Vanille Noire
    • Iris Noir 
  • 5ml perfum Moment de Bonheur - kwiatowe, kobiece, bardzo ładne. Otrzymane jako gratis ;)
    PS: Dzisiaj padła pierwsza "okrągła" liczba w historii mojego bloga! Mam już 50 obserwatorów i szalenie się z tego cieszę :) Dziękuję, dziewczyny!

    5 września 2011

    Haul - Futura Park Kraków, Yves Rocher oraz iHerb + EcoTools

    Dzisiaj zamiast recenzji będzie mały haul ;) O czym? O nowym centrum handlowo-outletowym w Krakowie, o zamówieniu z Yves Rocher i iHerb. Zapraszam do czytania!

    Zdjęcie pochodzi ze strony: http://www.mmkrakow.pl/376969/2011/6/29/futura-park-krakow-w-modlniczce-otwarcie-jesienia-znamy-pierwszych-najemcow?category=biznes
    Jadąc niedawno do Krakowa zobaczyłam billboard - czerwony, z białymi napisami informującymi o otwarciu 19 października outletu i centrum handlowego. Całość będzie nazywała się Futura Park Kraków. Nazwa coś mi podpowiedziała... W odległości kilku kilometrów od mojego domu (obok Leroy Merlin w Modlniczce k. Krakowa) od jakichś dwóch lat trwa budowa "czegoś dużego". Tyle o tym wiedziałam. Kojarzyłam jedynie szyld wiszący gdzieś niedaleko dwóch "żurawi" - futura. Kiedy skojarzyłam te dwa fakty, od razu musiałam sprawdzić informację w internecie. I oto co znalazłam:

    "Futura Park Kraków to nowoczesny obiekt handlowy, który połączy funkcje parku handlowego z centrum outlet. Kompleks pomieści szeroką ofertę sklepów z branż: odzieżowej, obuwniczej, drogeryjnej, wyposażenia wnętrz oraz RTV/AGD, uzupełnioną o ofertę punktów usługowych i kawiarni."

    "Futura Park Kraków to obiekt handlowy o łącznej powierzchni 44 000 mkw., który łączy funkcje parku handlowego z centrum outlet. Dwupoziomowy kompleks pomieści szeroką ofertę sklepów z branż: odzieżowej, obuwniczej, drogeryjnej, wyposażenia wnętrz oraz RTV/AGD, uzupełnioną o ofertę punktów usługowych i kawiarni. Na parterze budynku w parku handlowym znajdą się m.in. delikatesy Alma, RTV EURO AGD, Super-Pharm, Douglas, CCC oraz Carry."

    Znalazłam także informacje o tym, że będzie tam m.in. Humanic, C&A, H&M... 
    Kiedy to wszystko przeczytałam, cieszyłam się jak małe dziecko :D Co prawda w Krakowie jestem niemal codziennie, jednak wypad do takiej Galerii Krakowskiej to dla mnie zawsze "większy wypad", a nie "wstąpienie po drodze". Dojazd zajmuje mi 20 min pociągiem lub ok. 40 min samochodem i rzadko kiedy jestem tam sama z siebie, przeważnie przy okazji. A teraz skończą się moje wyprawy na zakupy i do najbliższego centrum handlowego będę miała kilka minut samochodem :) Mój portfel już ciuchutko kwili, rodzice załamują ręce... a mnie paszcza nie przestaje się cieszyć :D Tym bardziej, że H&M i C&A to jedne z moich ulubionych sklepów. Do pełni szczęścia brakuje mi Rossmanna, Drogerii Natura i Deichmanna. Reszta jest mi zbędna ;) Cieszę się tym bardziej, że mam nadzieję, iż w otwieranym Douglasie lub Super-Pharmie znajdzie się podwójna szafa Essence - jeśli zobaczę tam takie cudo to chyba popłaczę się ze szczęścia :D
    Przepraszam za mój nadmierny entuzjazm, ale to naprawdę dla mnie - uwielbiającej łażenie po sklepach i wydawanie pieniędzy - otwarcie czegoś takiego w tak bliskim miejscu to ogromne szczęście :)
    Na dodatek otwarcie zaplanowane jest na 19 października, a 21 to moje urodziny ;)
     To by było na tyle w temacie nr 1. Oczywiście mam zamiar wybrać się "wybadać teren" od razu po otwarciu i pewnie zdam Wam jakąś relację. 
    Zdjęcie pochodzi ze strony: http://www.yves-rocher.com.pl/vanille_noire_woda_perfumowana_30_ml

    Temat drugi to mały haul nt. Yves Rocher. Regularnie z Siostrą kupuję soczewki w sklepie internetowym szkła.com i pewnego razu dołączyli nam do paczki gazetkę Yves Rocher. Dałam się skusić na chwyt marketingowy - z tyłu była naklejka-niespodzianka, pod którą można było znaleźć "kupon" na torby podróżne gratis do zamówienia. Jako że co drugi weekend jeżdżę do Lubego (170km w jedną stronę ;)), mała torba podróżna to mój must-have. Do zamówienia (nie pamiętam już, co to było) dostałam czerwoną torbę, dużą kosmetyczkę i jeszcze jedną - mniejszą. Bardzo fajnie wykonane, jestem zadowolona z tego gratisu. Jednak jednorazowe złożenie zamówienia zaskutkowało regularnym przysyłaniem do mojego domu gazetek promocyjnych, o zgrozo... Wiadomo - zawsze na coś się człowiek skusi. Tym razem znów czekała mnie naklejka obiecująca gratis - Wydłużający tusz do rzęs 360⁰. Plus ciekawa oferta - 3 mini buteleczki perfum (po 5ml) za 19,90zł. Perfumki są z serii Secrets d'Essences, a ich zapachy to Vanille Noir (na tą czekam najbardziej i liczę, że pewnie z czasem zakupię jej pełnowymiarową wersję), Iris Noir oraz Tendre Jasmin. Perfumkami będę dzieliła się z siostrą i mamą, ale takie małe cudeńka i tak potrafią być wydajne, więc myślę, że damy sobie radę ;) Dodatkowo za szybkie zamówienie firma obiecała gratis w postaci 5ml perfum, chyba różanych... Mama zamówiła też mydło do rąk o zapachu lawendy. Czekam teraz na paczkę, wydaje mi się, że to dość udana okazja - za  28zł z wysyłką (a raczej bez, bo wysyłka tym razem będzie gratis) otrzymam zestaw 3 mini perfum, tusz do rzęs, próbkę 5ml innych perfum oraz mydło do rąk w płynie.
    Zdjęcie pochodzi ze strony: http://www.drugstore.com/eco-tools-bamboo-6-piece-eye-brush-set/qxp231086

    Ostatnią sprawą jest moje bardzo spontaniczne zamówienie pędzli ze strony iHerb. Skusiły mnie do tego posty na blogu Vexgirl - szczególnie ta recenzja. Instrukcja na jej blogu dotycząca tego jak zamawiać pędzle, oraz kod promocyjny obiecujący 5$ taniej za pierwsze zamówienie sprawiły, że całkowicie nieplanowanie kupiłam zestaw pędzli do makijażu oczu. Pędzli do twarzy na razie mam wystarczająco dużo, choć ostatnio marzy mi się Hakuro H21 - gdy go zdobędę, będę tymczasowo całkiem zaspokojna pod względem pędzli (no, jeszcze chcę obydwa pędzle do twarzy z nowości Essence, ale to już naprawdę wszystko ;) ). Obawiałam się, że nie będę mogła złożyć zamówienia - nie posiadam karty kredytowej, a serwis nie akceptuje płatności poprzez PayPal. Napisałam do Vexgirl o poradę, a Ona poleciła mi próbować do skutku ze zwykłą kartą płatniczą. I tak też zrobiłam. Okazało się, że moglam zapłacić zwykłą "kartą z delfinkiem" z mBanku, musiałam jedynie zmienić limity dla transakcji internetowych - trwa to chwilę, jest darmowe i do zrobienia on-line. Skończyło się na tym, że zamówienie wysłali mi jeszcze wczoraj, a koszty prezentowały się następująco: (7,22$ zestaw pędzli +4$ koszty wysyłki) - 5$ za kod zniżkowy = 6,22$ za całość. W przeliczeniu na polskie (doliczając koszty za wykonanie przelewu międzynarodowego z mBanku) - jakieś 18,40zł. To mega korzystna cena, tym bardziej, że jeden pędzelek do oczu EcoTools w Rossmannie kosztuje ok. 17zł, a tutaj otrzymuję ich 5 + kosmetyczkę. Nie mogę się doczekać paczki :) 

    To by było na tyle :) Ciekawa jestem Waszych opinii o Yves Rocher, EcoTools i - co najbardziej mnie kręci - opinii krakowianek o Futura Parku ;)

    PS: Na moim blogu pojawiły się strony: współpraca oraz wishlist :) Tworząc swoją "listę życzeń" miałam sporo zabawy, ach, cudownie byłoby zdobyć choć połowę z niej ;) Pierwsze życzenie zrealizowałam kupując właśnie pędzle EcoTools :) Dodałam także etykiety ze sklepami.