Dawniej w makijażu stawiałam na raczej zdecydowane kolory, a z czasem coraz bardziej zaczęłam cenić makijaże w brązach i beżach. Jednym z moich ulubieńców w tej kwestii jest paletka Sleek Oh So Special, mam też kilka ulubionych brązów z Inglota. Oczywiście bardzo chciałabym w swoich zasobach mieć takie cuda jak Naked'y od Urban Decay, ale to nie na mój portfel... Kupiłam za to bardzo spontanicznie paletkę Catrice - Absolute Nude, ale z zakupu jestem bardzo zadowolona.
Paletka kosztowała ok. 20zł. Jest niewielka i mieści w sobie 6 cieni utrzymanych w kolorystyce "nude". Paletka wykonana jest z dość porządnego plastiku, po kilku miesiącach używania nic się nie ułamało, napisy też się nie starły.
Cienie może nie zabijają pigmentacją, ale na bazie kolory są widoczne i bardzo dobrze mi się "z nimi" pracuje. Wszystkie z cieni są satynowe i mają mini-drobinki (szczególnie jasne cienie), które cudownie rozświetlają makijaż, ale absolutnie nie dają dyskotekowego, tandetnego efektu. Kupiłam tę paletkę bez większych oczekiwań, a obecnie bardzo lubię się nią malować na co dzień.
Cienie raczej nie mają tendencji do osypania, choć są nieco suche i zbite. Dobrze współpracują z moimi pędzlami (przede wszystkim Bdellium Tools i Real Techniques), ładnie się blendują i można z ich pomocą budować kolor na oku.
Cienie na swatach pokazane są solo, bez bazy. W paletce znajdziemy następujące kolory (od lewej):
- ciepły, mocno iskrzący beżowy, nieco szampański odcień, idealny do rozświetlania wewnętrznego kącika
- przygaszony beż ze sporą nutą różu w połączeniu z szarością
- ciepły, dość mocno napigmentowany średni brąz
- jasny, ciepły brąz, nieco złocisty
- cień w odcieniu kawy z mlekiem, utrzymany w nieco chłodniejszej tonacji
- ciemniejszy, zgaszony brąz z domieszką szarości, w dość chłodnej tonacji
Ja osobiście z paletki jestem mocno zadowolona. Wieczorowego makijażu może z jej pomocą nie wyczarujemy, ale daje sporo naprawdę fajnych opcji na dzień. Zarówno, kolorystyka, jak i pigmentacja i sama formuła cieni mi odpowiadają i są idealne do szybkich, ale ładnych dziennych makijaży. Używam jej dość często od dłuższego czasu i zużycie jest nikłe, więc jak za tą cenę nie żałuję.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Catrice. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Catrice. Pokaż wszystkie posty
7 października 2013
23 kwietnia 2012
Kwietniowe zakupy (photo heavy)
Liczba rzeczy do zrecenzowania ciągle rośnie i rośnie, a mój czas niestety w jakiś dziwny sposób się kurczy... Ten semestr daje mi naprawdę nieźle w kość, jest to zdecydowanie najcięższy semestr w mojej dotychczasowej studenckiej karierze i dosłownie odliczam dni, w które jeszcze będę musiała się pojawić na uczelni do momentu wakacji (licząc tylko te najcięższe, to jeszcze 24)... Może nawet nie chodzi o trudność przedmiotów, ale podział godzin sprawia, że 3 dni w tygodniu mam zajęte od rana do nocy, dosłownie, dwa z pozostałych zajęte połowicznie, a dwa ostatnie chcę przeznaczyć albo na naukę, albo na całkowity odpoczynek i regenerację... Może 3 przekichane dni w tygodniu to dla niektórych mało, ale te są tak intensywne (a zajęcia tak "rozpieprzone", przepraszam za wyrażenie), że potem brakuje mi siły na cokolwiek, a entuzjazmu już na pewno. Okej, tyle jojczenia, przechodzę do rzeczy ;).
W ciągu ostatniego miesiąca zrobiłam sporo zakupów, choć staram się z tym trochę zwolnić. Jednak pochwalę Wam się ostatnimi, najbardziej satysfakcjonującymi mnie zakupami. Oto i one:
Na pierwszy rzut łupy z Rossmanna:
Nieco wcześniejsze zakupy z Drogerii Natura:
Dajcie znać, czy znacie któreś z tych produktów i co o nich myślicie :) Życzę Wam udanego tygodnia, a sobie duuużo wytrwałości i spokoju w boju ze studiami i własnym strachem ;)
W ciągu ostatniego miesiąca zrobiłam sporo zakupów, choć staram się z tym trochę zwolnić. Jednak pochwalę Wam się ostatnimi, najbardziej satysfakcjonującymi mnie zakupami. Oto i one:
Na pierwszy rzut łupy z Rossmanna:
- Isana Hair, Odżywka wygładzająca włosy - 3,99zł (promocja) - czyli słynna odżywka z olejkiem Babassu (wcielam w życie projekt naprawdę solidnego dbania o włosy);
- Alterra, Krem do mycia twarzy z wyciągiem z dzikiej róży - 8,99zł - kupiłam, bo czytałam pochlebne recenzje, a ja potrzebuję czegoś delikatnego do mycia twarzy. Jednak chyba trochę się na tym produkcie zawiodłam...
- Gąbka Konjac - 14,99zł - czyli hit ostatnich czasów w blogosferze. I ja dałam się skusić, choć chyba i tutaj spotkało mnie małe rozczarowanie... Ale gąbeczka jest dopiero w fazie testów, więc wszystko się może zmienić;
- FussWohl, Pumeks - 3,99zł - bo niestety na piętach i na podbiciu pojawiło mi się kilka nieładnych zrogowaceń i chcę im wytoczyć wojnę przed latem, a do kremów i peelingów nie mam cierpliwości, więc wytoczyłam ciężkie działo :P;
- Schwarzkopf, Perfect Mousse - 17,99zł (promocja) - farbuję włosy od jakichś 6 lat, więc sporo już farb przetestowałam, ale ta to niekwestionowany numer jeden i chyba pozostanę jej wierna na dłużej. Ten odcień to 500 - średni brąz, wcześniej używałam odcienia "orzech laskowy", którym wiele osób się zachwycało, ale ja stwierdziłam, że wolę chłodniejszą tonację;
- Top Choice, Blok polerski do paznokci - ok. 6zł - to już nie Rossmannowski zakup. Kupiłam, bo po piłowaniu paznokci często zostają mi małe "zadziorki", a ten blok ma im zaradzić;
- H&M, Bronzing Powder - 14,99zł -co prawda mój nieśmiertelny bronzer Essence jeszcze nawet nie dobił zarysu dna, postanowiłam kupić ten. Zachwycił mnie odcień, jasny, kawowy, bez grama pomarańczu. Ideał dla bladolicych!;
- Inglot, Cień do brwi, nr 569 - 10zł - bo postanowiłam znów mocniej podkreślać brwi (a nie tylko żelem Delii). Zdałam się całkiem na łaskę pani z Inglota i wybrała mi dość ciemny, chłodny brąz, jednak ciężko nim zrobić sobie krzywdę, bo jest średnio napigmentowany (moim zdaniem to plus, efekt można stopniować);
Nieco wcześniejsze zakupy z Drogerii Natura:
- Catrice, LE Hidden World, Eyeshadow souffle - 14,99zł - skusiłam się na 2 odcienie, choć początkowo planowałam tylko jeden, różowy - Rosy&Cosy. Przypomina mi delikatniejszą wersję słynnego kobowego Golden Rose - róż z odrobiną złota. Drugi odcień, beżowy Yes, I Wood, zachwycił mnie efektem rozświetlenia - moim zdaniem to genialny rozświetlacz do twarzy;
- Essence, LongLasting eye pencil - 6,99zł - kolejna cudowna LL-ka do kolekcji, piękny fiolet - odcień 16 coolest chic;
- My Secret, Satin Tuch Kohl - 7,49zł - neonowo żółta kredka do oczu z nowej serii, odcień 15 Lemon - idealna na lato;
- Bell, Air Flow - 11,99zł - zapałałam uwielbieniem do lakierów Bell, a mięta chodziła za mną miesiącami. Ten odcień to chyba 512, jest naprawdę świetny.
- Na zdjęciach brakło, ale gości już u mnie na półce - olej do włosów Dabur Vatika. Zaczynam systematycznie olejować włosy i pić skrzypokrzywę, mam nadzieję, że efektami będę się cieszyć już niedługo.
Dajcie znać, czy znacie któreś z tych produktów i co o nich myślicie :) Życzę Wam udanego tygodnia, a sobie duuużo wytrwałości i spokoju w boju ze studiami i własnym strachem ;)
Etykiety:
Alterra,
Bell,
bronzer,
Catrice,
Catrice - Hidden World,
cień do brwi,
cień do powiek,
Drogeria Natura,
Essence,
farba do włosów,
HM,
Inglot,
kredka do oczu,
My Secret,
Rossmann,
Schwarzkopf,
zakupy
29 lutego 2012
Lutowe zdobycze
W lutym, korzystając z wizyty u Lubego, wybrałam się do Drogerii Natura (paradoksalnie, o wiele łatwiej jest mi odwiedzić Naturę w Krośnie, niż w Krakowie, w którym jestem niemal codziennie... Jakoś strasznie mi nie po drodze do którejkolwiek z krakowskich Natur). Niestety, była to dla mnie dość kosztowna wyprawa :P Zaopatrzyłam się w wiele planowanych lub też nie kosmetyków marek takich jak Essence, Kobo czy Catrice.
W Naturze panowała promocja, że przy zakupie 2 produktów Essence, dostajemy gratis. Ja kupiłam 4 produkty, więc jako gratisy wybrałam sobie eyeliner Blackmania oraz zestaw dwóch cieni. Poza tym do wyboru miałam brązową szminkę, brązowy lakier C&G i błyszczyk XXXL Nudes.
Kupiłam też róż Multi Colour Blush Essence w odcieniu beżowym, czyli How cute is that, bo chodził za mną dość długo nie-do-końca-różowy-róż ;) Do tej pory używałam róży tylko w chłodnych, pastelowo-różowych odcieniach, teraz szukałam czegoś w odcieniu beżu, brzoskwini. Chciałam upolować w ferie róż Catrice w odcieniu Apricot Smoothie, ale niestety go nie dostałam :(
W ferie dotarły też do mnie dwie kosmetyczne paczki. Pierwsza była szczególnie miła, bowiem dostałam ją od Martynkaczarna, która sama z siebie napisała do mnie maila, oferując mi "odlewkę" bazy pod cienie Hean, z której jest nie do końca zadowolona (a ja pisałam w tym poście, że chcę ją kupić). Odlewka wygląda tak, że dostałam sporo ponad pół opakowania bazy i kilka próbek :) Martynko, bardzo Ci dziękuję! :)
Druga paczka to nagroda z rozdania u Beautyfascination :) Dostałam kilka próbek, korektor Iwostinu (który chyba podaruję siostrze) oraz kosmetyk, który obecnie już wykańczam - Serum-laser intensywnie wyszczuplające firmy Perfecta. Również bardzo dziękuję za takie fajne nagrody! :)
- Kobo, Pigmenty sypkie do oczu - przez jakiś czas w Naturze trwała promocja, w ramach której kupując jeden pigment, drugi dostajemy gratis, czyli 2 pigmenty w cenie 19,99zł. Dłuuugo zastanawiałam się które wybrać, bardzo kusiło mnie, aby wziąć jeden matowy i jeden perłowy, w końcu wzięłam dwa matowe. Padło na kobaltowy kolor Cornflower (mam podobny cień Hean, ale jest niestety słabo napigmentowany) i lawendowy Lavender.
- Kobo, Fashion eyeshadow - cienie do oczu Kobo, szczególnie te z serii Fashion kocham całą swoją kosmetyczną miłością. To chyba ulubione cienie z całej mojej mini-kolekcji (przebijają chyba nawet Sleeka). Moje dotychczasowe kolory pokazywałam tutaj, teraz padło na odcień Green Pistachio, który akurat wpasowuje się w wiosenne, pastelowe trendy ;). Poza tym kupiłam też odcień Iridescent Pink, który nie załapał się na zdjęcie, bo kupiłam go nie dla siebie, ale dla Mamy. Cena wkładu to 13,99zł.
- Catrice, Absolute Eye Colour Mono Eyeshadow - i ja padłam ofiarą wszechstronnych kuszeń i zakupiłam sobie słynnego kameleona - C'mon Chameleon. Cień kosztował 11,99zł i bardzo pozytywnie mnie zaskoczył, te wszystkie ochy i achy wokół niego są wg mnie bardzo słuszne ;). Niestety wczoraj "przenosiłam" do GlamBoxa i niestety połowa cienia mi się rozkruszyła, nad czym bardzo ubolewam, bo do tej pory używałam go tylko raz :(
- Catrice, Photo Finish Liquid Foundation - w końcu wykończyłam rimmelowskiego żelka i postanowiłam wypróbować podkład Catrice, który ma bardzo pochlebne oceny na Wizażu i wśród niektórych blogerek. Zastanawiałam się między nim a Infinite Matt, ale w końcu padło na Photo Finish i również jestem z tego podkładu baaardzo zadowolona! Cena: 25,99zł.
- Catrice, Proffestional Powder Brush - padłam ofiarą przecen... Pędzelek widniał na miejscu limitek w szafie Catrice, w cenie 12,99zł. Wyglądał naprawdę fajnie, a jako że ostatnio rozwija się u mnie pędzlomania, stwierdziłam, że go wezmę, a co mi tam, takie kabuki zawsze się przydadzą. Tego zakupu jako jedynego naprawdę żałuję, nie wiem skąd te pochlebne opinie na Wizażu, bo w porównaniu z cudownymi EcoTools, ten pędzel drapie! :(
W Naturze panowała promocja, że przy zakupie 2 produktów Essence, dostajemy gratis. Ja kupiłam 4 produkty, więc jako gratisy wybrałam sobie eyeliner Blackmania oraz zestaw dwóch cieni. Poza tym do wyboru miałam brązową szminkę, brązowy lakier C&G i błyszczyk XXXL Nudes.
- Essence, Smokey Eyes Brush - 5,99zł - kupiłam na zapas, bo uuuwielbiam te pędzelki. Jeden, który miałam do tej pory, to zdecydowanie za mało ;).
- Essence, Gel Eyeliner Brush - 6,99zł - na ten pędzelek dość długo polowałam, ale nie mogłam go nigdzie dostać. Czasami mam zbyt dużego lenia, żeby na bieżąco myć pędzelki po eyelinerze (a potem mocno tego żałuję, próbując domyć eyeliner...), więc na pewno przyda się jeszcze jeden poza pędzelkiem Catrice. Planuję kiedyś jeszcze dokupić zakrzywiony pędzelek z Inglota.
- Essence, LE Crystalliced, Glitter Froster - 9,99zł - drugi nie do końca planowany zakup. Brokat kupiłam bardzo spontanicznie, bo nawet nie spodziewałam się zastać tej limitki w Naturze. Jednak stwierdziłam, że na pewno się przyda, jak nie do makijażu, to do paznokci, no i trochę lekkomyślnie wylądował w koszyku.
- Essence, Stay All Day Eyeshadow - 11,99zł - cień do powiek w kremie w odcieniu 05 Camp Rock. Polubiłam się ostatnio bardziej z cieniami w kremie, są bardzo fajne do zrobienia makijażu w biegu, w kilka chwil. Trochę zawiodłam się raczej słabym kryciem, ale przy dokładaniu kolejnych warstw można uzyskać fajny efekt. No i myślałam, że będzie bardziej zielony, u mnie wygląda mocno stalowo, zieleni w nim mało.
Kupiłam też róż Multi Colour Blush Essence w odcieniu beżowym, czyli How cute is that, bo chodził za mną dość długo nie-do-końca-różowy-róż ;) Do tej pory używałam róży tylko w chłodnych, pastelowo-różowych odcieniach, teraz szukałam czegoś w odcieniu beżu, brzoskwini. Chciałam upolować w ferie róż Catrice w odcieniu Apricot Smoothie, ale niestety go nie dostałam :(
W ferie dotarły też do mnie dwie kosmetyczne paczki. Pierwsza była szczególnie miła, bowiem dostałam ją od Martynkaczarna, która sama z siebie napisała do mnie maila, oferując mi "odlewkę" bazy pod cienie Hean, z której jest nie do końca zadowolona (a ja pisałam w tym poście, że chcę ją kupić). Odlewka wygląda tak, że dostałam sporo ponad pół opakowania bazy i kilka próbek :) Martynko, bardzo Ci dziękuję! :)
Druga paczka to nagroda z rozdania u Beautyfascination :) Dostałam kilka próbek, korektor Iwostinu (który chyba podaruję siostrze) oraz kosmetyk, który obecnie już wykańczam - Serum-laser intensywnie wyszczuplające firmy Perfecta. Również bardzo dziękuję za takie fajne nagrody! :)
8 sierpnia 2011
Isana - Balsam do ust z wanilią i mentolem + haul
Będąc ostatnio w Rossmannie w oko wpadł mi balsam do ust ichniejszej firmy Isana - balsam do ust z wanilią i mentolem. Wspominałam o jego zakupie w tym poście.
Moim całkowitym i długoletnim faworytem w kategorii balsamów do ust jest Tisane, ale postanowiłam spróbować czegoś nowego. Skusiła mnie szczególnie wanilia w nazwie, bo uwielbiam wszystko o zapachu lub smaku wanilii. Mentol z kolei trochę odrzucił, bo nie przepdam za jego intensywnym zapachem, ale jednak lubię efekt chłodzący, jaki dzięki niemu uzyskujemy.
Dla zainteresowanych skład: Ricinus communis seed oil, lanolin, cocos nucifera oil, cera alba, copernicia cerifera cera, caprylic/capric triglyceride, slica, camphor, tocopheryl acetate, parfum, menthol, bisabolol, tocopherol, lecithin, ascorbyl plamitate, glyceryl stearate, glyveryl oleate, citric acid.
Opakowanie jest bardzo proste, białe z żółtą zakrętką. Ma większą średnicę od Tisane, więc nawet z dłuższymi paznokciami korzystanie z balsamu jest dość wygodne. Sporo osób nie lubi opakowań w słoiczku, ale ja mam do ich jakiś sentyment - poza tym balsamów do ust używam przeważnie w domu, więc z higieną nie ma większego problemu. Opakowanie wygląda na dość porządne.
Konsystencja jest na początku dość zbita, jednak po kilku użyciach jest już bardziej plastyczny. Bez problemu nabiera się na palec, rozprowadza na ustach. Kolor w opakowaniu jest taki, jak widać na zdjęciu - nieco żółtawy, dość nijaki ;) Na ustach balsam jest przeźroczysty. Usta lekko błyszczą, ale nie nachalnie.
Bałam się, że zapach będzie zbyt mentolowy, podobny do Carmexu. Jednak mentol jest bardzo słabo wyczuwalny, choć wanilii także nie czuć za bardzo. Zapach jest bardzo subtelny, czuć w nim nutkę wanilii i nutkę mentolu, wanilia może nawet trochę przeważa. Mój Chłopak uważa, że balsam pachnie delikatnie krówką ;)
Balsam dość długo utrzymuje się na ustach, nie "zjada się", nie warzy. Po nałożeniu dzięki mentolowi daje efekt chłodzący, o którym już wspominałam. Obecnie nie mam większych problemów z ustami, czasami są jedynie wysuszone, ale nie popękane. Balsam całkiem dobrze pielęgnuje wargi, ale nie mogę się wypowiedzieć, jak sprawdzi się w trudniejszych i bardziej wymagających przypadkach.
Podsumowując, nie spodziewałam się po balsamie zbyt wiele, ale nie rozczarowałam się - mogę powiedzieć, że nawet nieco mnie zaskoczył (pozytywnie). Dobra konsystencja, wydajność, lekkie chłodzenie i całkiem przyzwoita pielęgnacja na okres letni całkowicie mi wystarczą. W zimie pewnie wrócę do Tisane.
Co: Isana, Balsam pielęgnacyjny do ust z wanilią i mentolem
Ile: 5,99 zł / 10 ml
Jak: 6,5/10
PS: Dzisiaj wybrałam się na małe zakupy drogeryjne, z których wróciłam... z niczym. W krośnieńskiej Naturze z Essence nadal króluje You Rock (o dziwo to jedna z niewielu limitek, z której nic nie mam). Z Catrice pojawiła się limitka Out Of Space. Zainteresował mnie jeden cień do powiek, jednak na standzie nie było wypisanych cen, a ja nie miałam ochoty za bieganie za ekspedientkami - aż tak mi nie zależało. Spodobał mi się jeden z lakierów Catrice (czarno-brokatowy, mieniący się), ale staram się ograniczyć wydatki na kosmetyki (lakiery szczególnie), więc zrezygnowałam. W pozostałych drogeriach szukałam sypkich cieni Vipera Galaxy, ale moje poszukiwania zakończyły się fiaskiem. W każdej z odwiedzonych drogerii (w sumie było ich 3) nie ma kosmetyków Vipery! :/ Będę musiała poczekać na powrót do Krakowa, choć nie wiem gdzie ich szukać... Chodzi mi po głowie jedynie drogeria Flirt na Karmelickiej/Długiej, bo reszta mi nie po drodze. Jeśli któraś z Was wie, gdzie można kupić kosmetyki Vipery w Krakowie w okolicach Bronowice-Centrum, to bardzo proszę o informację.
Moim całkowitym i długoletnim faworytem w kategorii balsamów do ust jest Tisane, ale postanowiłam spróbować czegoś nowego. Skusiła mnie szczególnie wanilia w nazwie, bo uwielbiam wszystko o zapachu lub smaku wanilii. Mentol z kolei trochę odrzucił, bo nie przepdam za jego intensywnym zapachem, ale jednak lubię efekt chłodzący, jaki dzięki niemu uzyskujemy.
Dla zainteresowanych skład: Ricinus communis seed oil, lanolin, cocos nucifera oil, cera alba, copernicia cerifera cera, caprylic/capric triglyceride, slica, camphor, tocopheryl acetate, parfum, menthol, bisabolol, tocopherol, lecithin, ascorbyl plamitate, glyceryl stearate, glyveryl oleate, citric acid.
Opakowanie jest bardzo proste, białe z żółtą zakrętką. Ma większą średnicę od Tisane, więc nawet z dłuższymi paznokciami korzystanie z balsamu jest dość wygodne. Sporo osób nie lubi opakowań w słoiczku, ale ja mam do ich jakiś sentyment - poza tym balsamów do ust używam przeważnie w domu, więc z higieną nie ma większego problemu. Opakowanie wygląda na dość porządne.
Konsystencja jest na początku dość zbita, jednak po kilku użyciach jest już bardziej plastyczny. Bez problemu nabiera się na palec, rozprowadza na ustach. Kolor w opakowaniu jest taki, jak widać na zdjęciu - nieco żółtawy, dość nijaki ;) Na ustach balsam jest przeźroczysty. Usta lekko błyszczą, ale nie nachalnie.
Bałam się, że zapach będzie zbyt mentolowy, podobny do Carmexu. Jednak mentol jest bardzo słabo wyczuwalny, choć wanilii także nie czuć za bardzo. Zapach jest bardzo subtelny, czuć w nim nutkę wanilii i nutkę mentolu, wanilia może nawet trochę przeważa. Mój Chłopak uważa, że balsam pachnie delikatnie krówką ;)
Balsam dość długo utrzymuje się na ustach, nie "zjada się", nie warzy. Po nałożeniu dzięki mentolowi daje efekt chłodzący, o którym już wspominałam. Obecnie nie mam większych problemów z ustami, czasami są jedynie wysuszone, ale nie popękane. Balsam całkiem dobrze pielęgnuje wargi, ale nie mogę się wypowiedzieć, jak sprawdzi się w trudniejszych i bardziej wymagających przypadkach.
Podsumowując, nie spodziewałam się po balsamie zbyt wiele, ale nie rozczarowałam się - mogę powiedzieć, że nawet nieco mnie zaskoczył (pozytywnie). Dobra konsystencja, wydajność, lekkie chłodzenie i całkiem przyzwoita pielęgnacja na okres letni całkowicie mi wystarczą. W zimie pewnie wrócę do Tisane.
Co: Isana, Balsam pielęgnacyjny do ust z wanilią i mentolem
Ile: 5,99 zł / 10 ml
Jak: 6,5/10
PS: Dzisiaj wybrałam się na małe zakupy drogeryjne, z których wróciłam... z niczym. W krośnieńskiej Naturze z Essence nadal króluje You Rock (o dziwo to jedna z niewielu limitek, z której nic nie mam). Z Catrice pojawiła się limitka Out Of Space. Zainteresował mnie jeden cień do powiek, jednak na standzie nie było wypisanych cen, a ja nie miałam ochoty za bieganie za ekspedientkami - aż tak mi nie zależało. Spodobał mi się jeden z lakierów Catrice (czarno-brokatowy, mieniący się), ale staram się ograniczyć wydatki na kosmetyki (lakiery szczególnie), więc zrezygnowałam. W pozostałych drogeriach szukałam sypkich cieni Vipera Galaxy, ale moje poszukiwania zakończyły się fiaskiem. W każdej z odwiedzonych drogerii (w sumie było ich 3) nie ma kosmetyków Vipery! :/ Będę musiała poczekać na powrót do Krakowa, choć nie wiem gdzie ich szukać... Chodzi mi po głowie jedynie drogeria Flirt na Karmelickiej/Długiej, bo reszta mi nie po drodze. Jeśli któraś z Was wie, gdzie można kupić kosmetyki Vipery w Krakowie w okolicach Bronowice-Centrum, to bardzo proszę o informację.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






















