Pokazywanie postów oznaczonych etykietą farba do włosów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą farba do włosów. Pokaż wszystkie posty

16 czerwca 2012

Mój (dotychczasowy) hit: farba do włosów Schwarzkopf Perfect Mousse - 668 Orzech laskowy

Uff, mimo sesji, udało mi się napisać dla Was posta :) (Każda wymówka jest dobra, żeby tylko się nie uczyć :P A przede mną jeszcze 4 egzaminy (w tym jeden ustny + pisemny) i 1 zaliczenie... Ech! Wakację zacznę dopiero 28 czerwca...) A post nie byl jaki, bo recenzja, a w tej kwestii niestety mój blog jest ostatnio dość ubogi...

Jestem naturalną ciemną blondynką z zapędami ku szatynce. Od zawsze chciałam mieć brązowe włosy, tak więc mając już 15/16 lat zaczęłam je farbować. Dla niektórych może to wcześnie, dla mnie to było dość... oczywiste ;) Tak więc farbuję włosy już 5-6 lat. Przetestowałam sporo farb, ale ostatnio byłam dość długo wierna jednej - Schwarzkopf Perfect Mousse w odcieniu 668 Orzech laskowy. Mnie samej kolor się podoba, ale bez jakichś szczególnych fajerwerków. Za to wiele razy słyszałam komplementy od innych w tej kwestii, plus zachwyt mojej fryzjerki, która kategorycznie zabroniła używać mi innych odcieni ;).


Ja w tej farbie najbardziej polubiłam komfort użycia. Włosy farbuję w domu i w przypadku "tradycyjnych" farb zawsze pomagała mi w tym mama lub siostra. Dzięki formule farby, jaką jest pianka, jestem w stanie z łatwością zaaplikować farbę sama. Często proszę mamę o sprawdzenie i ewentualne poprawki, ale zwykle nie jest to konieczne. Przygotowanie mieszanki jest równie proste. Po prostu przelewamy zawartość jednej buteleczki do drugiej, zakręcamy pompką, 3 razy obracamy (nie potrząsamy!) i wyciskamy farbę na rękę lub od razu na włosy. Co mi się podoba jeszcze bardziej - farba nie powoduje u mnie szczypania ani swędzenia! Nigdy nie miałam jakiś dokuczliwych uczuleń itp., ale jednak prawie każda farba powodowała u mnie swędzenie skóry głowy (tylko podczas trzymania specyfiku na głowie). A przy tej farbie - nic! Poza tym nie ma mowy o spływaniu farby z włosów. Tak więc pod kątem aplikacji i łatwości użycia ta farba zyskuje 10/10 punktów.


Sam kolor - orzech laskowy - jest bardzo ciekawy i niestety zdjęcia nie oddają jego  uroku w całości. W sumie efekt w rzeczywistości bardzo przypomina efekt z próbnika wydrukowanego na pudełku. Jest to moim zdaniem ciepły odcień średniego brązu. Kojarzy mi się nieco z karmelem. Ja sama wolę raczej chłodne tonacje, ale komplementy, jakie dostaję, chyba świadczą o tym, że ten kolor mi pasuje ;) Niestety zdjęcia nie oddają w pełni tego efektu, bardzo ciężko jest go uchwycić, bo odcień jest naprawdę ładny i dość rzadko spotykany.



Niestety, muszę teraz napisać o dwóch minusach... Pierwszy to cena. Pewnie dla większości z Was cena ok. 20zł za farbę to nie jest dużo, dla mnie teraz w sumie też już nie. Jednak dawniej długo farbowałam włosy b. dobrymi farbami Joanny, które kosztowały ok. 6zł. Farbę Perfect Mousse kupuję zawsze na promocji w Rossmannie. Promocja na tą farbę jest średnio co drugą, trzecią gazetkę. Cena regularna to ok. 22-23zł, na promocji ok. 17zł, więc oszczędzamy jakieś 5zł. I ostatnia sprawa... trwałość. Nie wiem od czego to zależy, bo włosy od zawsze myję codziennie, ale wydaje mi się, że na początku (pierwsze 3 farbowania tą farbą, teraz będę farbowąć jakoś 6-ty raz...) farba utrzymywała się u mnie dość długo i musiałam farbować dopiero, gdy pojawiały się odrosty. Teraz rzadko zauważam odrost, bo farba po prostu stopniowo się wypłukuje... Sama nie wiem, co jest lepsze, ale nie lubię tego, że już po ok. 3 tygodniach kolor jest właściwie całkiem wypłowiały... I nie jest to kwestia odcienia, bowiem farbowałam raz na inny odcień brązu z tej serii i spotkało mnie to samo. Ten fakt sprawił, że chyba zacznę poszukiwać kolejnego ideału w kategorii farb. Może możecie mi coś polecić?

Kolory nieco wyszły nieco przekłamane - kolor początkowy u mnie jest nieco ciemniejszy, z kolei wydaje mi się, że zdjęcie "po" jest zbyt czerwone... Ten kolor z pewnością nie lubi aparatu ;) I przy okazji - po lewej możecie zobaczyć, jak ten kolor wygląda po jakimś miesiącu (z hakiem) noszenia...
Podsumowując - aplikacja i użytkowanie tej farby zasługuje na najwyższą z możliwych ocen, podobnie odcień. Jednak trwałość pozostawia wiele do życzenia i bardziej przypomina szampony "do 24 myć" niż trwałe farby... Niestety :(

PS: Czytałam kiedyś na blogu Anweny o "kubeczkowej" metodzie mycia włosów. Polecana jest zwykle do mało pieniących się szamponów, np. Babydream. Mieszamy szampon z wodą, a dopiero potem aplikujemy na włosy, dzięki czemu oszczędzamy szampon, który też lepiej się pieni. Zamiennikiem dla tej metody jest robienie takiego roztworu właśnie w buteleczkach z "piankowym" atomizerem. Po umyciu pojemnika na farbę stosowałam tą buteleczkę właśnie jako "spieniacz" do szamponu wymieszanego z wodą i efekt był naprawdę super! Polecam :)

23 kwietnia 2012

Kwietniowe zakupy (photo heavy)

Liczba rzeczy do zrecenzowania ciągle rośnie i rośnie, a mój czas niestety w jakiś dziwny sposób się kurczy... Ten semestr daje mi naprawdę nieźle w kość, jest to zdecydowanie najcięższy semestr w mojej dotychczasowej studenckiej karierze i dosłownie odliczam dni, w które jeszcze będę musiała się pojawić na uczelni do momentu wakacji (licząc tylko te najcięższe, to jeszcze 24)... Może nawet nie chodzi o trudność przedmiotów, ale podział godzin sprawia, że 3 dni w tygodniu mam zajęte od rana do nocy, dosłownie, dwa z pozostałych zajęte połowicznie, a dwa ostatnie chcę przeznaczyć albo na naukę, albo na całkowity odpoczynek i regenerację... Może 3 przekichane dni w tygodniu to dla niektórych mało, ale te są tak intensywne (a zajęcia tak "rozpieprzone", przepraszam za wyrażenie), że potem brakuje mi siły na cokolwiek, a entuzjazmu już na pewno. Okej, tyle jojczenia, przechodzę do rzeczy ;).

W ciągu ostatniego miesiąca zrobiłam sporo zakupów, choć staram się z tym trochę zwolnić. Jednak pochwalę Wam się ostatnimi, najbardziej satysfakcjonującymi mnie zakupami. Oto i one:


Na pierwszy rzut łupy z Rossmanna:
  • Isana Hair, Odżywka wygładzająca włosy - 3,99zł (promocja) - czyli słynna odżywka z olejkiem Babassu (wcielam w życie projekt naprawdę solidnego dbania o włosy);
  • Alterra, Krem do mycia twarzy z wyciągiem z dzikiej róży - 8,99zł - kupiłam, bo czytałam pochlebne recenzje, a ja potrzebuję czegoś delikatnego do mycia twarzy. Jednak chyba trochę się na tym produkcie zawiodłam...
  • Gąbka Konjac - 14,99zł - czyli hit ostatnich czasów w blogosferze. I ja dałam się skusić, choć chyba i tutaj spotkało mnie małe rozczarowanie... Ale gąbeczka jest dopiero w fazie testów, więc wszystko się może zmienić;
  • FussWohl, Pumeks - 3,99zł - bo niestety na piętach i na podbiciu pojawiło mi się kilka nieładnych zrogowaceń i chcę im wytoczyć wojnę przed latem, a do kremów i peelingów nie mam cierpliwości, więc wytoczyłam ciężkie działo :P;


  • Schwarzkopf, Perfect Mousse - 17,99zł (promocja) - farbuję włosy od jakichś 6 lat, więc sporo już farb przetestowałam, ale ta to niekwestionowany numer jeden i chyba pozostanę jej wierna na dłużej. Ten odcień to 500 - średni brąz, wcześniej używałam odcienia "orzech laskowy", którym wiele osób się zachwycało, ale ja stwierdziłam, że wolę chłodniejszą tonację;
  • Top Choice, Blok polerski do paznokci - ok. 6zł - to już nie Rossmannowski zakup. Kupiłam, bo po piłowaniu paznokci często zostają mi małe "zadziorki", a ten blok ma im zaradzić;
  • H&M, Bronzing Powder - 14,99zł -co prawda mój nieśmiertelny bronzer Essence jeszcze nawet nie dobił zarysu dna, postanowiłam kupić ten. Zachwycił mnie odcień, jasny, kawowy, bez grama pomarańczu. Ideał dla bladolicych!;
  • Inglot, Cień do brwi, nr 569 - 10zł - bo postanowiłam znów mocniej podkreślać brwi (a nie tylko żelem Delii). Zdałam się całkiem na łaskę pani z Inglota i wybrała mi dość ciemny, chłodny brąz, jednak ciężko nim zrobić sobie krzywdę, bo jest średnio napigmentowany (moim zdaniem to plus, efekt można stopniować);


Nieco wcześniejsze zakupy z Drogerii Natura:
  • Catrice, LE Hidden World, Eyeshadow souffle - 14,99zł - skusiłam się na 2 odcienie, choć początkowo planowałam tylko jeden, różowy - Rosy&Cosy. Przypomina mi delikatniejszą wersję słynnego kobowego Golden Rose - róż z odrobiną złota. Drugi odcień, beżowy Yes, I Wood, zachwycił mnie efektem rozświetlenia - moim zdaniem to genialny rozświetlacz do twarzy;
  • Essence, LongLasting eye pencil - 6,99zł - kolejna cudowna LL-ka do kolekcji, piękny fiolet - odcień 16 coolest chic;
  • My Secret, Satin Tuch Kohl - 7,49zł - neonowo żółta kredka do oczu z nowej serii, odcień 15 Lemon - idealna na lato;
  • Bell, Air Flow - 11,99zł - zapałałam uwielbieniem do lakierów Bell, a mięta chodziła za mną miesiącami. Ten odcień to chyba 512, jest naprawdę świetny.
  • Na zdjęciach brakło, ale gości już u mnie na półce - olej do włosów Dabur Vatika. Zaczynam systematycznie olejować włosy i pić skrzypokrzywę, mam nadzieję, że efektami będę się cieszyć już niedługo.


Dajcie znać, czy znacie któreś z tych produktów i co o nich myślicie :) Życzę Wam udanego tygodnia, a sobie duuużo wytrwałości i spokoju w boju ze studiami i własnym strachem ;)