Do tej recenzji zbierałam się od długiego czasu, bowiem stopy są najbardziej zaniedbywaną przeze mnie częścią mojego ciała... Nie lubię ich kremować, pedicure robię tylko latem ale i do tego nie za często się palę. Nie wiem, dlaczego tak mam, no ale cóż... W ramach współpracy z firmą Acerin otrzymałam jednak do testów krem do stóp oraz dwa dezodoranty, które niejako zmobilizowały mnie do zadbania o stopy. Postanowiłam zrobić recenzję zbiorczą, ponieważ nie będą to zbyt wylewne oceny, co nie oznacza, że produkty oceniam źle ;).
Zacznę od najlepszego moim zdaniem produktu, czyli Acerin - krem do stóp Intensive na suchą i szorstką skórę z woskiem pszczelnim.
Krem dostajemy w dość elastycznej, plastikowej tubce utrzymanej w biało-niebieskiej kolorystyce. Tubka posiada moje ulubione zamknięcie na zatrzask i bez problemów można wydobyć z niej kosmetyk. Krem ma średnią konsystencję - jest treściwy, ale nie bardzo gęsty. Ma delikatny, kremowo-świeży zapach. Nie mam zbyt dużego porównania, jeśli chodzi o produkty do stóp, ale krem dość szybko się wchłania, co oceniam jako spory plus. Jedyne, co mnie dziwi - o ile na stopach nie zostawia żadnej wyraźnej warstwy, o tyle po nakremowaniu nim stóp muszę myć ręce, bo te się lepią... Nie mam pojęcia, czemu tak jest, ale uznaję to za spory minus, bo myślałam, że po nakremowaniu stóp wieczorem będę mogła już nie wychodzić z łóżka. Krem ma jednak całkiem dobre właściwości nawilżające - po kilku dniach regularnego stosowania kondycja mojej skóry na stopach wyraźnie się poprawiła. Stopy były bardziej nawilżone i miękkie, ale był to efekt raczej krótkotrwały i po odstawieniu kremu po kilku dniach wracały do stanu poprzedniego.
Kolejnym produktem jest dezodorant do stóp - talc - ma on osuszać i odświeżać, w dodatku zapobiegać grzybicy. Produkt dostajemy w formie aerozolu. Nie mam dużych problemów z potliwością stóp, ale kiedy używałam tego produktu faktycznie stopy wydawały się bardziej suche. Po jednym z bardziej hardcore'owych dni użyłam go pod wieczór, kiedy moje stopy były nieco spocone i zmęczone po całym dniu w zimowych butach. Dezodorant faktycznie dał bardzo fajne uczucie odświeżenia - strumień arezozolu był chłodny, co zrobiło swoje, ale też sam produkt zostawił lekko chłodzące uczucie (ale nie bardzo, akurat na tym punkcie jestem przeczulona i nienawidzę, kiedy jest mi zimno w stopy). Stopy spryskane tym produktem faktycznie stały się osuszone i odświeżone, w dodatku produkt ma też bardzo odświeżający zapach. Przypomina odrobinę właśnie talc w sprayu - ma nieco pudrową konsystencję, która świetnie osusza. Taki mini substytut dla sytuacji, kiedy nie możemy sobie pozwolić na zwykłe umycie nóg ;).
Ostatnim produktem, jaki chciałam przedstawić jest antyperspirant forte. Jego działanie jest mi najtrudniej ocenić, ponieważ tak jak pisałam wcześniej, nie doskwiera mi problem nadmiernej potliwości. Produkt wydaje mi się podobny do opisanego powyżej brata, tyle, że on raczej zapobiega, a nie działa "po" w ramach odświeżenia. Ma też inną formę - butelkę z atomizerem, nie areozolem. Zapach również ma świeży i przyjemny, dość szybko się wchłania, choć o ile talc miał formę bardziej sprayowo-pudrową, ten produkt jest bardziej mokry. Po jego użyciu stopy faktycznie na dłużej zachowywały suchość. I jemu należy się plus z za działanie przeciwgrzybiczne. Na pewno pomaga zadbać o higienę stóp, kiedy wiemy, że nasze stopy będą narażone na długie chodzenie np. w zimowych butach.
2 stycznia 2013
31 grudnia 2012
Projekt denko - grudzień + denkowe podsumowanie roku 2012
Kończy się rok 2012, a wraz z nim dobił końca mój Projekt Denko, który idzie w parze z ostatnim denkiem w tym roku. Poszło mi całkiem nieźle i z efektów jestem zadowolona, moja kosmetyczka zdecydowanie odetchnęła. Co prawda kupiłam kilka kosmetyków, ale nie wydawałam na nie dużo pieniędzy i było ich naprawdę kilka. Oficjalny Projekt Denko - Akcja Zdążyć Przed Nowym Rokiem dobiegł końca, ale spodobało mi się to całe denkowanie i denkowe posty i myślę, że będę takie nadal pokazywać na blogu :).
W ostatnim miesiącu udało mi się zużyć:
Poza tym do kosza powędrowało jeszcze kilka kosmetyków, których opakowań nie zachowałam - m.in. serum do paznokci Regenerum. Poza tym do kosza powędrowała też cała miedniczka wypełniona starymi kosmetykami, bo podczas świątecznych porządków zrobiłam w szafkach mini remanent (sporo jeszcze czeka na przegląd), ale produktów było tyle, że ich spisywanie nie miało najmniejszego sensu, nie mówiąc o fotografowaniu ;).
W sumie podczas akcji, z 30 planowanych kosmetyków udało mi się zużyć 24, nie dałam rady natomiast z 6 kosmetykami, w tym głównie z tuszami do rzęs. Jednak mam je otwarte na tyle długo i były na tyle tanie, że chyba po prostu najwyższy czas je wyrzucić i przestać się w końcu z nimi męczyć, a zamiast tego sprawić sobie znów w pełni satysfakcjonujący mnie, jeden lepszy tusz. Pełną listę produktów zużytych przeze mnie w ramach denkowania możecie zobaczyć tutaj. Poza tym zużyłam też trochę kosmetyków, które nie znalazły się na liście, w większości przypadków były to produkty "na biężąco", jak kremy do rąk czy żele pod prysznic.
Przy okazji pragnę Wam życzyć szczęśliwego Nowego Roku! Żeby okazał się lepszy od poprzedniego i obfitował jedynie w same pozytywne wydarzenia! :) Wszystkiego najlepszego w roku 2013!
W ostatnim miesiącu udało mi się zużyć:
- Wibo, Spicy Lip Gloss - szczerze powiedziawszy, nie zużyłam go, jak widać, tylko po prostu już wyrzuciłam. Wygrałam go rok temu w wakacje w rozdaniu u Sexi, ale moje usta nie dogadują się z takimi piekącymi kosmetykami i po prostu go nie używałam.
- Essence, Błyszczyk Stay With Me, Trendsetter - kupiłam go, gdy tylko pojawił się w nowościach Essence, przez 2 miesiące używałam namiętnie, a potem w ogóle. Wolę jednak mniej rzucające się odcienie na ustach, poza tym jak dla mnie ciut za bardzo się kleił. Zużyty do połowy wyrzuciłam.
- Wibo, Cytrynowy olejek do ust - wygrałam go w rozdaniu u Vexgirl, bardzo pozytywnie mnie zaskoczył i miło mi się go używało :). Może kiedyś kupię sobie inną wersję, np. waniliową. Na ustach wyglądał jak transparentny, lekki błyszczyk, nieco pielęgnował i ładnie pachniał. W dodatku kulkowy aplikator przypominał mi czasy podstawówki, gdy kupowało się tego typu mazideł na potęgę :).
- Balsam do ust kokos i limonka, noname(?) - heh, kolejna zdobycz z rozdania, tym razem u Jamapi :). Przyjemny balsamik, całkiem fajnie pielęgnował i pachniał jak pinacolada :).
- Paloma, Olejek do pielęgnacji skórek i paznokci - kupiłam go jesienią w Naturze w dziale wyprzedażowym, bo kończył mu się termin ważności. Typowy olejek do skórek, całkiem przyjemnie pachniał i nieźle nawilżał.
- Killys, Preparat do paznokci Akrylowa Moc - dawno temu na blogu Guinessi (która niestety bloga usunęła...) wyczytałam dużo superlatyw pod adresem tego preparatu. Szykowałam się nawet do jego recenzji, ale w końcu nic z tego nie wyszło. Nadawał ładny połysk, nieco przedłużał trwałość lakieru, ale szału nie robił. Zużyłam, ale raczej nie kupię ponownie.
- Eveline, Odżywka do paznokci 8w1 - ja należę do tych, co odżywki Eveline uwielbiają, moja recenzja pojawiła się tutaj. Teraz będę zużywać odżywkę Miss Sporty, a w kolecje czeka już Nail Tek, ale w którymś momencie na pewno jeszcze wrócę do tej odżywki.
- Palmolive, Żel pod prysznic Ayurituel Energy - w którymś z filmików Katosu usłyszałam, że ten żel pachnie jak Timotei do brązowych włosów, a ten zapach wręcz ubóstwiam! Kupiłam i faktycznie, to bardzo podobne zapachy. Jako żel to raczej przeciętniak, szału nie robi, ale ten zapach... Ach! Zużyłam w międzyczasie też dużą butlę płynu do kąpieli o tym zapachu, ale nie załapała się na zdjęcie.
- Wellness&Beauty, Olejek do kąpieli trawa cytrynowa i bambus - moja recenzja tutaj, raczej nie kupię ponownie.
- Ziaja, Kremowe mydło pod prysznic kozie mleko - moja Mama uwielbia ten żel pod prysznic i ja też go bardzo lubię. Żele Ziaji to w ogóle moi prysznicowi faworyci, skóra po kapieli nie woła o dodatkową porcję nawilżenia, żele mają dobrą konsystencję, pienią się i ładnie pachną. W łazience stoi już drugie opakowanie :).
- AA Therapy, Nawilżający krem do rąk i paznokci, edycja jubileuszowa - kupiłam na chybił trafił w mojej aptece i bardzo się z tym kremem polubiłam. Bardzo dobrze nawilżał, szybko się wchłaniał i ładnie pachniał. Czego chcieć więcej? Jeśli się jeszcze na niego natknę, z chęcią kupię ponownie.
- Próbki kremów Anida - pisałam o nich tutaj.
W sumie podczas akcji, z 30 planowanych kosmetyków udało mi się zużyć 24, nie dałam rady natomiast z 6 kosmetykami, w tym głównie z tuszami do rzęs. Jednak mam je otwarte na tyle długo i były na tyle tanie, że chyba po prostu najwyższy czas je wyrzucić i przestać się w końcu z nimi męczyć, a zamiast tego sprawić sobie znów w pełni satysfakcjonujący mnie, jeden lepszy tusz. Pełną listę produktów zużytych przeze mnie w ramach denkowania możecie zobaczyć tutaj. Poza tym zużyłam też trochę kosmetyków, które nie znalazły się na liście, w większości przypadków były to produkty "na biężąco", jak kremy do rąk czy żele pod prysznic.
Przy okazji pragnę Wam życzyć szczęśliwego Nowego Roku! Żeby okazał się lepszy od poprzedniego i obfitował jedynie w same pozytywne wydarzenia! :) Wszystkiego najlepszego w roku 2013!
28 grudnia 2012
NOTD: Miss Sporty nr 345
Już teraz wcielam w życie spontaniczne noworoczne postanowienie blogowe ;). A mianowicie - więcej krótkich, a częściej pojawiających się postów, w tym m.in. NOTD, czyli lakiery do paznokci, jakie ostatnio nosiłam. W końcu moje paznokcie przestały być tak strasznie kapryśne, a malowanie weszło mi w nawyk i źle się czuję chodząc choć jeden dzień bez lakieru na paznokciach. Staję się jedną z tych, co prędzej wyjdzie z domu bez makijażu, niż bez pomalowanych paznokci ;). Tak więc koniec gadania, przechodzimy do konkretów!
Firma: Miss Sporty
Seria: Clubbing Colours
Odcień: 345
Wykończenie: Kremowe
Kolor: Buraczkowy, coś na pograniczu bordo z fioletem. Głęboki i dość ciemny. Zdjęcia dobrze oddają kolor (najlepiej drugie zdjęcie od dołu).
Pędzelek: Spłaszczony, szeroki i zaokrąglony, jeden z najlepszych, z jakimi miałam do czynienia.
Schnięcie: W normie, dość szybkie.
Krycie: U mnie to 2 dość cienkie warstwy.
Uwagi: Ten pędzelek w połączeniu z niską ceną i tak ładnym kolorem sprawia, że mam ochotę na więcej! Co dziwne, wszystkie lakiery Miss Sporty w mojej kolekcji to "spadki" - ten akurat mam z wymianki i bardzo się cieszę z tego nabytku. Trwałość wydaje się także jak najbardziej w porządku, choć ciężko mi to ocenić, bo zawsze stosuję top i być może to jego zasługa, poza tym moim zdaniem trwałość lakierów to poza skrajnymi przypadkami sprawa bardzo indywidualna.
Firma: Miss Sporty
Seria: Clubbing Colours
Odcień: 345
Wykończenie: Kremowe
Kolor: Buraczkowy, coś na pograniczu bordo z fioletem. Głęboki i dość ciemny. Zdjęcia dobrze oddają kolor (najlepiej drugie zdjęcie od dołu).
Pędzelek: Spłaszczony, szeroki i zaokrąglony, jeden z najlepszych, z jakimi miałam do czynienia.
Schnięcie: W normie, dość szybkie.
Krycie: U mnie to 2 dość cienkie warstwy.
Uwagi: Ten pędzelek w połączeniu z niską ceną i tak ładnym kolorem sprawia, że mam ochotę na więcej! Co dziwne, wszystkie lakiery Miss Sporty w mojej kolekcji to "spadki" - ten akurat mam z wymianki i bardzo się cieszę z tego nabytku. Trwałość wydaje się także jak najbardziej w porządku, choć ciężko mi to ocenić, bo zawsze stosuję top i być może to jego zasługa, poza tym moim zdaniem trwałość lakierów to poza skrajnymi przypadkami sprawa bardzo indywidualna.
Co sądzicie o tego typu postach? Jesteście na tak czy wolicie moje bardziej wypociny? :>
25 grudnia 2012
Powigilijne zdobycze, czyli o hojnych Aniołkach małe co nieco :)
Będę się chwalić, a co :). Aniołek w tym roku okazał się niesamowicie hojny, a ilość prezentów pod choinką zaskoczyła chyba wszystkich. Jak co roku - od miesiąca są zapewnienia, że w tym roku będzie skromnie, a potem prezenty się nie mieszczą :). Dla udokumentowania:
A co do samych prezentów... Trafiło mi się ich naprawdę mnóstwo za co wszystkim Aniołkom serdecznie dziękuję :). Nie dość, że jest ich tak wiele, to jeszcze wszystkie są naprawdę udane!
Stojak na kolczyki - swoje kolczyki do tej pory trzymałam na trzech sznurówkach przymocowanych do ramy okna, jednak za miesiąc czeka mnie przeprowadzka, gdzie nie ma już podobnego miejsca na kolczyki... Dostałam więc cudowny stojak, o wiele większy, niż się spodziewałam! (Był to prezent trochę "zamówiony", ale oczekiwałam o połowę mniejszego!). Kolczyki poddały się już przeprowadzce i są po wstępnym remanencie ;).
Wszystkie części Harry'ego Pottera na Blu-Ray - O tym prezencie też wiedziałam, to jeden z black friday'owych łupów Lubego :). Kolekcjonuje on DVD, w jego kolekcji jest też "moja półeczka", na której zawsze chciałam mieć wszystkie Pottery (jestem ogrooomną fanką książek, filmy też bardzo lubię). No i mam! Wszystkie części, do każdej mnóstwo dodatków, a wszystko na Blu-Ray :). Odtwarzacza jeszcze nie mamy, teraz jest pretekst, żeby kupić :).
Książki - Trylogia Igrzysk Śmierci Suzanne Collins, Trafny Wybór J.K. Rowling i Istota Cieni Susanne Rauchhaus. Pierwsze pozycje - IŚ i TW to prezenty na moją prośbę. Ostatnio stałam się molem książkowym, co daje mi mnóstwo frajdy (jak mogłam przez tyle czasu nie czytać książek!), a na te pozycje czaiłam się od dłuższego czasu. Istoty Cieni nie znam i to taki prezent z przymrużeniem oka - Mama kupiła tą książkę na stoisku tanich książek w Matrasie i miała być dla mojej Siostry, z którą kiedyś dużo rozmawiałyśmy o duchach, ale jak Mama zobaczyła z tyłu logo "Bravo", stwierdziła, że to wstyd dać 26-cio letniej kobiecie i dała książkę mnie, 21-cio letniej kobiecie :D. Brzmi jak taka sobie historyjka o nawiedzonym domu, przeczytam z ciekawości :).
Satynowy szlafroczek - prezent imieninowy od Siostry :). Szlafroczek na zdjęciu wyszedł dość obszernie, ale jest kusy i zgrabny. Czarny, sięga przed kolano, rękawy takie trochę 3/4... To jedna z takich rzeczy "exclusive", których sama bym sobie nie kupiła, ale jako rasowa kobieta chciałabym mieć... Zupełnie się nie spodziewałam i bardzo mnie ten prezent zaskoczył, pozytywnie :). O ile zimą za nic nie odpuszczę mojego mega grubego polarowego szlafroka, o tyle wiosną i latem mogę hasać o porankach w satynce, a co ;).
Solniczka i pieprzniczka - Urocze! Dwa, cudnej urody porcelanowe pieski służące za pieprzniczkę i solniczkę :). Jak znalazł do nowego mieszkania, o ile jestem kociarą, te pieski mnie totalnie zauroczyły :). Uwielbiam takie gadżety.
Świece - klasyk, ale jak najbardziej mile widziany w okolicznościach urządzania mieszkania :). Na zdjęciu wyszły oczywiście inaczej niż prezentują się w rzeczywistości. Są w kolorze bordo spowitego lekko metaliczną, srebrzystą poświatą, dość oryginalnie wyglądają. Jedyny minus to fakt, że nie pachną, ale co tam, nakupię sobie wosków YC :).
Rękawiczki - też częściowo zażyczony prezent, bo poprzednie skórzane rękawiczki załatwiłam sobie podczas remontu (ale nie płaczę za nimi, bo kupiłam je 2 lata temu w Carrefourze za 15zł :P). Mama się postarała i kupiła mi skórzane, czarne rękawiczki. Są z naprawdę cudownej gatunkowo skóry i w dodatku są nieco dłuższe od klasycznych, więc już w ogóle och i ach :). Chodzą za mną oczywiście też takie z kategorii "grubaśne i słitaśne", ale rękawiczek potrzebuję głównie do prowadzenia samochodu, więc wszelkie wełniane mięciuchy odpadają, niestety.
Czekolada - oryginalna belgijska czekolada mleczna z lekko solonym karmelem. Mniam!
Poza prezentami przedstawionymi na zdjęciu dostałam jeszcze pilniczek do paznokci, piwo korzenne i... buty za 19zł z przeceny w Deichmannie :D. Mama kupiła mi je "dla picu", dla samego wrażenia, jakie miałam otwierając taki prezent (uwielbiam buty, ale ich zakup jest mi zakazany na jakiś czas, bo ich ilość się niebezpiecznie rozmnażała swego czasu :P). Buty są z materiału przypominającego zamsz, granatowe, mają pasek z metalowymi dżetami i są to botki do kostki na szpilce. Są całkiem ładne (gdyby nie czubek w lekki szpic byłyby naprawdę świetne), ale niestety jednak na mnie o rozmiar za duże i będę musiała je oddać, ale i tak miałam z nich frajdę :).
Poza tym ja kupiłam dla Mamy i Siostry kosmetyki Choisee, które zostały oczywiście uwspólnione - balsam do ciała, żel pod prysznic i maska do twarzy z serii miód i czekolada, plus szampon do włosów limonka i imbir.
Oprócz tego kupiłam też dla Rodzinki spory zestaw naturalnych przypraw, z którego ja także będę namiętnie korzystać :).
A Wy co znalazłyście pod choinką? :> Jestem typem szperacza-podglądacza, więc z chęcią poczytam o Waszych prezentach! :)
![]() |
| Siostra doliczyła się ich ok. 55(sic!)... A Wigilię spędzamy tylko w 6 osób, w tym jedna z nich dostaje tylko 1 prezent ;) |
Stojak na kolczyki - swoje kolczyki do tej pory trzymałam na trzech sznurówkach przymocowanych do ramy okna, jednak za miesiąc czeka mnie przeprowadzka, gdzie nie ma już podobnego miejsca na kolczyki... Dostałam więc cudowny stojak, o wiele większy, niż się spodziewałam! (Był to prezent trochę "zamówiony", ale oczekiwałam o połowę mniejszego!). Kolczyki poddały się już przeprowadzce i są po wstępnym remanencie ;).
Wszystkie części Harry'ego Pottera na Blu-Ray - O tym prezencie też wiedziałam, to jeden z black friday'owych łupów Lubego :). Kolekcjonuje on DVD, w jego kolekcji jest też "moja półeczka", na której zawsze chciałam mieć wszystkie Pottery (jestem ogrooomną fanką książek, filmy też bardzo lubię). No i mam! Wszystkie części, do każdej mnóstwo dodatków, a wszystko na Blu-Ray :). Odtwarzacza jeszcze nie mamy, teraz jest pretekst, żeby kupić :).
Książki - Trylogia Igrzysk Śmierci Suzanne Collins, Trafny Wybór J.K. Rowling i Istota Cieni Susanne Rauchhaus. Pierwsze pozycje - IŚ i TW to prezenty na moją prośbę. Ostatnio stałam się molem książkowym, co daje mi mnóstwo frajdy (jak mogłam przez tyle czasu nie czytać książek!), a na te pozycje czaiłam się od dłuższego czasu. Istoty Cieni nie znam i to taki prezent z przymrużeniem oka - Mama kupiła tą książkę na stoisku tanich książek w Matrasie i miała być dla mojej Siostry, z którą kiedyś dużo rozmawiałyśmy o duchach, ale jak Mama zobaczyła z tyłu logo "Bravo", stwierdziła, że to wstyd dać 26-cio letniej kobiecie i dała książkę mnie, 21-cio letniej kobiecie :D. Brzmi jak taka sobie historyjka o nawiedzonym domu, przeczytam z ciekawości :).
Satynowy szlafroczek - prezent imieninowy od Siostry :). Szlafroczek na zdjęciu wyszedł dość obszernie, ale jest kusy i zgrabny. Czarny, sięga przed kolano, rękawy takie trochę 3/4... To jedna z takich rzeczy "exclusive", których sama bym sobie nie kupiła, ale jako rasowa kobieta chciałabym mieć... Zupełnie się nie spodziewałam i bardzo mnie ten prezent zaskoczył, pozytywnie :). O ile zimą za nic nie odpuszczę mojego mega grubego polarowego szlafroka, o tyle wiosną i latem mogę hasać o porankach w satynce, a co ;).
Solniczka i pieprzniczka - Urocze! Dwa, cudnej urody porcelanowe pieski służące za pieprzniczkę i solniczkę :). Jak znalazł do nowego mieszkania, o ile jestem kociarą, te pieski mnie totalnie zauroczyły :). Uwielbiam takie gadżety.
Świece - klasyk, ale jak najbardziej mile widziany w okolicznościach urządzania mieszkania :). Na zdjęciu wyszły oczywiście inaczej niż prezentują się w rzeczywistości. Są w kolorze bordo spowitego lekko metaliczną, srebrzystą poświatą, dość oryginalnie wyglądają. Jedyny minus to fakt, że nie pachną, ale co tam, nakupię sobie wosków YC :).
Rękawiczki - też częściowo zażyczony prezent, bo poprzednie skórzane rękawiczki załatwiłam sobie podczas remontu (ale nie płaczę za nimi, bo kupiłam je 2 lata temu w Carrefourze za 15zł :P). Mama się postarała i kupiła mi skórzane, czarne rękawiczki. Są z naprawdę cudownej gatunkowo skóry i w dodatku są nieco dłuższe od klasycznych, więc już w ogóle och i ach :). Chodzą za mną oczywiście też takie z kategorii "grubaśne i słitaśne", ale rękawiczek potrzebuję głównie do prowadzenia samochodu, więc wszelkie wełniane mięciuchy odpadają, niestety.
Czekolada - oryginalna belgijska czekolada mleczna z lekko solonym karmelem. Mniam!
Poza prezentami przedstawionymi na zdjęciu dostałam jeszcze pilniczek do paznokci, piwo korzenne i... buty za 19zł z przeceny w Deichmannie :D. Mama kupiła mi je "dla picu", dla samego wrażenia, jakie miałam otwierając taki prezent (uwielbiam buty, ale ich zakup jest mi zakazany na jakiś czas, bo ich ilość się niebezpiecznie rozmnażała swego czasu :P). Buty są z materiału przypominającego zamsz, granatowe, mają pasek z metalowymi dżetami i są to botki do kostki na szpilce. Są całkiem ładne (gdyby nie czubek w lekki szpic byłyby naprawdę świetne), ale niestety jednak na mnie o rozmiar za duże i będę musiała je oddać, ale i tak miałam z nich frajdę :).
Poza tym ja kupiłam dla Mamy i Siostry kosmetyki Choisee, które zostały oczywiście uwspólnione - balsam do ciała, żel pod prysznic i maska do twarzy z serii miód i czekolada, plus szampon do włosów limonka i imbir.
Oprócz tego kupiłam też dla Rodzinki spory zestaw naturalnych przypraw, z którego ja także będę namiętnie korzystać :).
A Wy co znalazłyście pod choinką? :> Jestem typem szperacza-podglądacza, więc z chęcią poczytam o Waszych prezentach! :)
24 grudnia 2012
Wspaniałych Świąt!
W świątecznym zabieganiu jednak udało mi się wysupłać chwilkę, aby móc złożyć Wam tutaj życzenia :). Życzę Wam wspaniałych, spokojnych Świąt, wypełnionych uśmiechami najbliższych i spokojem zmieszanym z radością. Chwili wytchnienia, napełnienia brzuszków samymi pysznościami, udanych prezentów i mnóstwo szczęścia na następny rok!
Wesołych!
20 grudnia 2012
Ponowne wyniki rossmannowskiego konkursu!
Ponieważ jedna ze zwyciężczyń nie odpowiedziała mi na e-mail odnośnie adresu, a minęło już regulaminowe 48h, pora wyłonić kolejną zwyciężczynię. A zostaje nią...
Gratuluję i już piszę do Ciebie maila :)
18 grudnia 2012
Wtorkowe poprawiacze humoru, czyli nowe perfumy i paczka od Rossmanna
Ostatnio Poczta Polska sobie leci sobie w kulki (ach, te Święta), ale na szczęście po jakimś czasie się opanowuje i w końcu dostarcza przesyłki, no i są jeszcze kurierzy :). Tak więc na szczęście dzisiaj dotarła do mnie jedna bardzo sympatyczna paczka, dwa 'prezenty' sprawiłam sobie sama, w sklepie... no ale o tym później ;).
Zacznę od Poczty Polskiej. Wczoraj dotarła do mnie paczka z Choisee (taaak, też się dałam skusić... niestety). Na szczęście, przynajmniej w teorii, kosmetyki które do mnie dotarły nie są przeterminowane. Jednak i tak podchodzę do nich jak pies do jeża, co nie zmienia faktu, że dam im szansę. Może naprawdę są jeszcze całkiem zdatne do użycia? Zdjęć brak, spisu też, bo część z nich pójdzie na prezenty (a potencjalne obdarowne mogą tu zaglądać). Oczywiście ostrzegę co i jak i obdarowane będą miały pełne prawo nie stosować tych kosmetyków, ale żal mi je po prostu pominąć.
Dzisiaj z kolei odwiedził mnie Pan Kurier. Dostarczył mi paczkę, o której totalnie zapomniałam, więc była to dla mnie całkowita niespodzianka. Wnętrze paczki jednak mnie zauroczyło, bowiem pod stertą czerwonej bibuły (już wiedziałam, o co chodzi :D) czekało na mnie piękne pudełko.
A w środku... kartka z życzeniami od Rossmanna, 3 sztuki pierniczków przygotowane do powieszenia na choinkę (chyba nie zawisną, bo mam na nie apetyt :D) i oczywiście kosmetyki! Paczka naprawdę bardzo przypadła mi do gustu. W środku znalazłam takie skarby:
Ostatnie moje zdobycze to moja sprawka. W listopadzie brałam udział w projekcie dla Super-Pharm - badaniu opinii klienta - i w zamian za to SP wysłało mi bony na 150zł. Bony szły do mnie dość długo, ale w końcu wczoraj dotarły :). Odkąd tylko dowiedziałam się, że dostanę takie "wynagrodzenie", stwierdziłam, że przeznaczę ja na dobre perfumy, zamiast kilku pierdółek innego gatunku.
Poszukiwania trwały dość długo i były bolesne :P. Przetestowałam sporo zapachów, ale żaden do mnie nie przemawiał w 100% - w końcu najbardziej podobał mi się Alien Thierry'ego Muglera, ale on nie jest dostępny w SP. W końcu trochę zaprzestałam poszukiwań, a wtedy przeczytałam u xbebe18 o perfumach Escada Magnetism. I stwierdziłam, że to może być to.
Dziś pojechałam do SP i trochę bałam się takiego kupowania na szybko, ale tylko do dziś była promocja -40% na drugie perfumy... No i kupiłam Escadę, bo po chodzeniu z zapachem przez jakieś 20min, spodobał mi się i to bardzo. Z drugim był problem, chciałam Brit Burberry, ale początkowe nuty tego zapachu do mnie nie przemawiają, choć po jakiejś godzinie robi się fajnie. Wzięłam więc na spontana Pulse Beyonce, bo mam wodę toaletową o tym zapachu i bardzo ją lubię, ale ma nietrwały zapach, perfumy ponoć wprost przeciwnie.
Po całym dniu noszenia Escady dochodzę do wniosku, że perfumy są świetnie trafione - w tym zapachu czuję się fantastycznie, a jedno psiknięcie sprawiło, że czuję go na sobie cały dzień. Flakon jedynie nie do końca mi się podoba, ale liczy się przecież wnętrze :).
Tak więc z SP wyszłam z Escada Magnetism 75ml za 199zł i Beyonce Pulse 30ml teoretycznie za ok. 98zł. W praktyce Pulse w promocji wyszły 58zł jakoś, wykorzystując bony dopłaciłam od siebie 108zł - które zwrócą mi Rodzice, "kupując" mi jedne perfumy z okazji imienin ;).
I na koniec nuty zapachowe, nigdy bym nie sądziła, że owocowe zapachy są dla mnie, a tu proszę... Za to nuty bazowe to raj dla mojego nosa od zawsze, na zawsze:
Escada Magnetism:
nuta głowy: ananas, czarna porzeczka, frezja, bazylia, tymianek, zielone liście
nuta serca: róża, magnolia, jaśmin, heliotrop
nuta bazy: drzewo sandałowe, paczuli, piżmo, wanilia, ambra, wetiwer, irys, karmel, kokos
Beyonce Pulse:
nuta głowy: cytrusy, kwiat gruszy, bergamot
nuta serca: niebieska orchidea, jaśmin, peonia
nuta bazy: wanilia, piżmo, drzewo sandałowe
PS: Dzisiaj stuknęło mi 600 obserwatorów! Dziękuję! :)
Zacznę od Poczty Polskiej. Wczoraj dotarła do mnie paczka z Choisee (taaak, też się dałam skusić... niestety). Na szczęście, przynajmniej w teorii, kosmetyki które do mnie dotarły nie są przeterminowane. Jednak i tak podchodzę do nich jak pies do jeża, co nie zmienia faktu, że dam im szansę. Może naprawdę są jeszcze całkiem zdatne do użycia? Zdjęć brak, spisu też, bo część z nich pójdzie na prezenty (a potencjalne obdarowne mogą tu zaglądać). Oczywiście ostrzegę co i jak i obdarowane będą miały pełne prawo nie stosować tych kosmetyków, ale żal mi je po prostu pominąć.
Dzisiaj z kolei odwiedził mnie Pan Kurier. Dostarczył mi paczkę, o której totalnie zapomniałam, więc była to dla mnie całkowita niespodzianka. Wnętrze paczki jednak mnie zauroczyło, bowiem pod stertą czerwonej bibuły (już wiedziałam, o co chodzi :D) czekało na mnie piękne pudełko.
A w środku... kartka z życzeniami od Rossmanna, 3 sztuki pierniczków przygotowane do powieszenia na choinkę (chyba nie zawisną, bo mam na nie apetyt :D) i oczywiście kosmetyki! Paczka naprawdę bardzo przypadła mi do gustu. W środku znalazłam takie skarby:
- Isana, żel pod prysznic Żurawina i Biała Herbata - edycja limitowana na święta, uuuwielbiam zimowe zapachy! Pachnie cudnie, a akurat moje obecne żele pod prysznic się pokończyły :). Mega trafiony!
- Wellness&Beauty masło do ciała Mandarynka i Jogurt - mam jeszcze kakaowy krem do ciała Isany, ale to masełko jest mniejsze i na pewno z chęcią je zużyję. Być może posłuży mi też trochę jako treściwy krem do rąk. Po pierwszym wąchaniu jestem zaintrygowana, pachnie faktycznie jak jogurt z mandarynkami, ciekawe połączenie.
- Fusswohl rozświetlający lioton do nóg - fajna sprawa na Sylwestra, na którego w tym roku (nie)stety się nie wybieram ;). Na pierwszy rzut oka wygląda mi to na lekki balsam do nóg, z drobinkami subtelnego brokatu, o delikatnym, miłym zapachu.
- Wellness&Beauty peeling Algi i Minerały Morskie - słoiczek zrobił furrorę zaraz po rozpakowaniu paczki, produkt ślicznie się prezentuje. Stosowanie go to na pewno będzie sama przyjemność, a słoiczek na 100% dostanie drugie życie :).
- Saszetka "pachnący prezent".
Ostatnie moje zdobycze to moja sprawka. W listopadzie brałam udział w projekcie dla Super-Pharm - badaniu opinii klienta - i w zamian za to SP wysłało mi bony na 150zł. Bony szły do mnie dość długo, ale w końcu wczoraj dotarły :). Odkąd tylko dowiedziałam się, że dostanę takie "wynagrodzenie", stwierdziłam, że przeznaczę ja na dobre perfumy, zamiast kilku pierdółek innego gatunku.
Poszukiwania trwały dość długo i były bolesne :P. Przetestowałam sporo zapachów, ale żaden do mnie nie przemawiał w 100% - w końcu najbardziej podobał mi się Alien Thierry'ego Muglera, ale on nie jest dostępny w SP. W końcu trochę zaprzestałam poszukiwań, a wtedy przeczytałam u xbebe18 o perfumach Escada Magnetism. I stwierdziłam, że to może być to.
Dziś pojechałam do SP i trochę bałam się takiego kupowania na szybko, ale tylko do dziś była promocja -40% na drugie perfumy... No i kupiłam Escadę, bo po chodzeniu z zapachem przez jakieś 20min, spodobał mi się i to bardzo. Z drugim był problem, chciałam Brit Burberry, ale początkowe nuty tego zapachu do mnie nie przemawiają, choć po jakiejś godzinie robi się fajnie. Wzięłam więc na spontana Pulse Beyonce, bo mam wodę toaletową o tym zapachu i bardzo ją lubię, ale ma nietrwały zapach, perfumy ponoć wprost przeciwnie.
Po całym dniu noszenia Escady dochodzę do wniosku, że perfumy są świetnie trafione - w tym zapachu czuję się fantastycznie, a jedno psiknięcie sprawiło, że czuję go na sobie cały dzień. Flakon jedynie nie do końca mi się podoba, ale liczy się przecież wnętrze :).
Tak więc z SP wyszłam z Escada Magnetism 75ml za 199zł i Beyonce Pulse 30ml teoretycznie za ok. 98zł. W praktyce Pulse w promocji wyszły 58zł jakoś, wykorzystując bony dopłaciłam od siebie 108zł - które zwrócą mi Rodzice, "kupując" mi jedne perfumy z okazji imienin ;).
I na koniec nuty zapachowe, nigdy bym nie sądziła, że owocowe zapachy są dla mnie, a tu proszę... Za to nuty bazowe to raj dla mojego nosa od zawsze, na zawsze:
Escada Magnetism:
nuta głowy: ananas, czarna porzeczka, frezja, bazylia, tymianek, zielone liście
nuta serca: róża, magnolia, jaśmin, heliotrop
nuta bazy: drzewo sandałowe, paczuli, piżmo, wanilia, ambra, wetiwer, irys, karmel, kokos
Beyonce Pulse:
nuta głowy: cytrusy, kwiat gruszy, bergamot
nuta serca: niebieska orchidea, jaśmin, peonia
nuta bazy: wanilia, piżmo, drzewo sandałowe
PS: Dzisiaj stuknęło mi 600 obserwatorów! Dziękuję! :)
Wyniki rossmannowskiego świątecznego mini-konkursu + Wasze ulubione kosmetyki z Rossmanna :)
Dzisiaj, zgodnie z obietnicą, przychodzę do Was z wynikami świątecznego mini-konkursu, którego sponsorem był Rossmann. Bez zbędnego owijania w bawełnę, oto dwie zwyciężczynie:
Gratuluję serdecznie, już wysyłam do Was maile i czekam na adresy :)
Zadaniem konkursowym było odpowiedzieć na pytanie o rossmannowskich ulubieńców. Panowała dość spora różnorodność odpowiedzi jednak kilka produktów pojawiło się w Waszych komentarzach klikakrotnie. Wszystkie wymienione kosmetyki znajdują się poniżej, a pogrubione są te, które pojawiły się w odpowiedziach kilkakrotnie:
Gratuluję serdecznie, już wysyłam do Was maile i czekam na adresy :)
Zadaniem konkursowym było odpowiedzieć na pytanie o rossmannowskich ulubieńców. Panowała dość spora różnorodność odpowiedzi jednak kilka produktów pojawiło się w Waszych komentarzach klikakrotnie. Wszystkie wymienione kosmetyki znajdują się poniżej, a pogrubione są te, które pojawiły się w odpowiedziach kilkakrotnie:
- Kosmetyki Alterra:
- Szampony do włosów: morela i pszenica, granat i aloes,
- Maska do włosów granat i aloes,
- Olejki pielęgnacyjne,
- Kosmetyki Babydream:
- Płyn do kąpieli Babydream Fur Mama,
- Oliwka Babydream Fur Mama,
- Krem Wind-und Wettercreme,
- Kosmetyki Isana:
- Żele pod prysznic,
- Zmywacz do paznokci,
- Suchy szampon do włosów,
- Kakaowy krem do ciała,
- Mydło w płynie pomarańcza i mango,
- Krem do rąk z mocznikiem,
- Wellness&Beauty:
- Pianka do mycia ciała.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
































