16 listopada 2012

Projekt denko - akcja "zdążyć przed nowym rokiem", odsłona pierwsza

Uff, w końcu znalazłam chwilę i mogę napisać normalnego posta :). Dzisiaj pierwsze (sic!) denko, jakie prezentuję na blogu, takie z prawdziwego zdarzenia, w związku z projektem denko pod kryptonimem "Zdążyć przed nowym rokiem". Nie jestem pewna, czy wszystkie kosmetyki załapały się do zdjęcia/mojego spisu, bowiem gdzieś w połowie zbierania pustych opakowań moja Mama postanowiła całą siateczkę z denkami umieścić w koszu, więc coś mogło zaginąć w akcji... ;). Są to zużycia z okresu ok. 2 miesięcy.


Podział produktów na zdjęciach kolorówka/pielęgnacja może i nie do końca mi się udał, no ale... ;) Tak to jest, jak się zdjęcia robi w biegu, licząc na to, że słońce jeszcze przez chwilę okaże się łaskawe... Do kosza powędrowały:
  • Nivea, Antyperspirant Energy Fresh - kupiłam go po zachęcających opiniach Smieti, działanie bez zarzutu, zapach przyjemny i orzeźwiający, pewnie kupię go jeszcze kiedyś, ale raczej na wiosnę/lato, ten zapach jakoś nie odpowiada mi na chłodne miesiące. Polecam.
  • Essence, Express Dry Drops - kropelki przyspieszające wysychanie lakieru. Może KWC to nie jest, ale za tą cenę spisują się naprawdę dobrze, kupiłam sobie już drugie opakowanie. Na sytuacje awaryjne w sam raz ;). Szkoda tylko, że tak strasznie tłuszczą wszystko dookoła... Mimo to polecam.
  • Joanna, Fruit Fantasy, Peeling do ciała gruboziarnisty brazylijska mandarynka - pamiętam, kupiłam go tuż przed wakacjami po jednym z egzaminów ;). Zapach super na lato, słodziutkie mandarynki, działanie całkiem niezłe, choć wolę bardziej skoncentrowane peelingi, czasami nasuwała mi się myśl, że ma za mało drobinek. Nie wiem, czy kupię ponownie.
  • L'Biotica, Biovax Opti Cure, Serum do paznokci - mam bzika na punkcie produków do paznokci. Podobał mi się jego zapach i wchłanialna formuła, jednak powalających efektów nie zauważyłam. Serum jest mało wydajne, pod koniec nie daje się już wyciskać tylko trzeba je wydłubywać, poza tym się klei... Raczej nie kupię ponownie.
  • Bambino, krem ochronny - kupiony za zachętą Nissiax, stosowałam go na różne sposoby - na twarz, ręce, łokcie, kolana, do stóp... Wielozadaniowiec, bardzo dobry w dodatku. Dłuuugo mi służył, na razie robię sobie od niego odpoczynek, ale na pewno jeszcze kiedyś kupię go ponownie.

  • Carmex, Balsam do ust o zapachu miętowym - bubel nad buble! Kupiłam go latem, jako nowość, byłam bardzo zachęcona jego zapachem i zainteresowana działaniem - wersję słoiczkową bardzo sobie cenię. Spotkało mnie jednak gorzkie rozczarowanie, po nałożeniu mięta była tak niesmaczna, że aż miałam odruch wymiotny... Potem się przyzwyczaiłam i było całkiem miło, fajnie chłodził, tyle że piekielnie uzależnił moje usta i odstawienie go wiązało się ze szczypaniem, pękaniem i czerwienieniem ust... Nie zużyłam go do końca, poszedł do kosza. Nigdy więcej
  • Delia, Onyx, Korektor do brwi - mój ulubieniec, poszedł do kosza, bo stwierdziłam, że jest już za stary, jego miejsce zajął ten sam produkt, tylko że nowy ;). Prawdopodobnie kupię ponownie, chyba że znajdę inny dobrze utrwalający żel do brwi.
  • Essence, Nail polish remover pen - czyli krótko mówiąc korektor do manicure. Wstyd przyznać, ile ma lat - chyba ze dwa, albo i trzy... W końcu wyzionął ducha, końcówka się całkiem rozjechała - po tym, jak wysechł, używałam go mocząc końcówkę w zwykłym zmywaczu. Od dawna zbieram się, żeby kupić go ponownie i na pewno to zrobię.
  • Catrice, podkład Photo Finish - jedno z moich tegorocznych odkryć, świetnie mi się go aplikowało i nosiło, w dodatku ma fajną cenę. Sprawdził się w różnych okolicznościach, w tym na całonocnych weselach. Naprawdę świetny podkład. Może kupię go ponownie, chyba że wygra moja chęć testowania nowości ;).
  • Vipera, błyszczyk do ust Sweet&Wet nr 7 - bardzo fajny błyszczyk, miał miły zapach i ładnie prezentował się na ustach, jednak aplikator nie do końca mi odpowiadał - wydawało mi się, że nabierał ciut za mało produktu. Mimo to błyszczyk bardzo polubiłam i być może kupię go ponownie, choć obawiam się, że zwyciężą moje ciągotki do nowości ;).
Poza tym zużyłam, a zabrakło na zdjęciach:
  • Synergen, Krem do rąk - lekki, owocowy przyjemniak, na lato do torebki w sam raz. Nie wiem, czy kupię go ponownie, bo ciągle lubię szukać nowości w kwestii kremów do rąk ;).
  • Yves Rocher, Tusz do rzęs Mascara Longeur 360 - Alleluja, w końcu przestał nade mną "wisieć". Ukradła mi go moja Siostra, z czego (chyba pierwszy raz :D) bardzo się cieszę ;).
  • Schwarzkopf, Farba do włosów Perfect Mousse orzech laskowy - bardzo fajna w aplikacji, kolor w pierwszym tygodniu jest piękny i oryginalny, a potem za szybko się spierał, nie kupię jej już ponownie, choć długo była u mnie na pierwszym miejscu. Recenzja tutaj.
  • Alterra, Szampon do włosów z biotyną i kofeiną - nie ma się co rozwodzić, wszystkie informacje znajdziecie tutaj. Nie polecam.
Poza tym pozbyłam się trochę innej pielęgnacji, takiej jak żele pod prysznic itp., ale o tym nie piszę, bo to kosmetyki "ogólnorodzinne" i wszyscy domownicy przyczyniają się do zużyć ;).

Mam nadzieję, że ogólnie nie jest źle i takie tempo zużywania można uznać za całkiem niezłe. Póki co nadal najbardziej pracuję nad nieszczęsnymi tuszami do rzęs, co do których wpadłam w błędne koło, ostatnio naszła mnie myśl, żeby ukrócić te męki i po prostu wywalić te nielubiane do kosza, ale ciągle żal mi pieniędzy i męczę się z nimi :P...

A jak Wam idzie denkowanie? :) Też macie problem z zalegającymi kosmetykami, czy jesteście na bieżąco?

9 listopada 2012

Gdzie jestem jak mnie nie ma?

Dziewczyny!

Czuję się zobowiązana do wyjaśnień, bowiem naprawdę zaczęłam nieco tęsknić za blogowaniem, a od mojego poprzedniego posta minęło już półtora tygodnia... Pora na małe wyjaśnienia. 

Bardzo staram się być na bieżąco z Waszymi blogami, jednak na moje własne blogowanie ostatnio brakuje mi nieco czasu... Nie mówiąc o tym, że powinnam pisać powoli pierwszy rozdział pracy, a  tej kwestii też jeszcze nic nie poczyniłam... ;) Otóż pod koniec października rozpoczęła się budowa/remont mojego (a raczej naszego, mojego i Lubego :)) pierwszego wspólnego gniazdka. Obecnie na moje dni składają się zajęcia na uczelni i wycieczki po sklepach budowlano-meblowych plus ustalenia np. odnośnie rozmieszczenia kontaktów w domu... Na szczęście sporo rzeczy już załatwiliśmy, ale teraz jest chyba najgorętszy okres.  

Mam nadzieję, że zrozumiecie i poczekacie cierpliwie, dopóki czas znów nie okaże się dla mnie odrobinę łaskawszy ;). Tymczasem w weekend postaram się porobić jakieś zdjęcia i może uda mi się dodać bardziej konstruktywnego posta.

Uściski.

31 października 2012

Wellness&Beauty - Olejek do kąpieli trawa cytrynowa i bambus

Dzisiaj recenzja ostatniego już produktu z rossmannowskiej paczki, a mianowicie olejku do kąpieli. W wakacje i nawet chwilę po ich zakończeniu, korzystałam włąściwie tylko i wyłącznie z prysznica i dopiero w ostatnich dwóch tygodniach zaczęłam korzystać z cudownych, relaksujących kąpieli. Czy olejek z serii Wellness&Beauty od Rossmanna był ich umilaczem? Czytajcie dalej :)


Pełna nazwa produktu brzmi olejek do kąpieli trawa cytrynowa i bambus. Otrzymujemy go zapakowany w ładny, zielony kartonik, który mieści przeźroczystą buteleczkę o pojemności 150ml. Muszę przyznać, że strona wizualna produktu mi się podoba - produkt ładnie prezentuje się na wannie i widać, ile go zostało.

Sam olejek ma żółto-zielonkawy kolor i, jak można się spodziewać, oleistą konsystencjęZapach przypadł mi go gustu, jest nieco orzeźwiający, ale przy tym też realksujący - faktycznie czuć w nim trawę cytrynową, bambus chyba też ;). Po dodaniu olejku do wody zapach jest wyraźnie wyczuwalny, jednak wraz z upływem kąpieli, słabnie coraz bardziej.


Po wlaniu do wanny 2 nakrętek (jak zaleca producent), na wodzie tworzy się malutka piana. Pływa ona na powierzchni wody i z czasem zanika, nie jest to na pewno "hollywoodzki" typ. Zapach, tak jak pisałam, staje się od razu wyczuwalny, ale nie nachalny i wraz z upływem czasu znika. Jeśli chodzi o działanie olejku na skórę, nie zauważyłam kolosalnej różnicy, ale nie jest źle. Podczas kąpieli czuję, że moja skóra jest lekko natłuszczona. Po umyciu się żelem i gąbką jednak wrażenie całkowicie znika. Po kąpieli nie widać już żadnych efektów działania olejku, choć wydaje mi się, że moja skóra jest nieco mniej ściągnięta niż w przypadkach, gdy kąpię się bez olejku.


Podsumowując, jest to całkiem przyjemny produkt. Ładnie, relaksująco pachnie i czuć go na skórze w chwili kąpieli. Jednak do minusów należy jego wydajność - do każdej kąpieli idą min. 2 nakrętki, co sprawia, że olejku starczy pewnie na ok. 5-7 kąpieli. Jego cena wynosi 8,99zł, co krótko mówiąc, moim zdaniem się nie opłaca. Lepiej za tą cenę kupić sól czy płyn do kąpieli, które starczą nam na dłużej.


PS: Raz użyłam tego olejku do masażu i spisał się fajnie :).

27 października 2012

Rilastil Deliskin - krem do skóry delikatnej z problemami naczyniowymi, czyli pozytywne zaskoczenie

Jakiś czas temu odezwała się do mnie Pani Beata, proponując mi przetestowanie kremu Rilastil z serii Deliskin - krem do skóry delikatnej z problemami naczynkowymi, który jest produktem firmy Istituto Ganassini. Szczerze powiedziawszy, ani nazwa kremu, ani nazwa firmy nic mi nie mówiły, jednak krem brzmiał jak stworzony dla mojej cery, więc po wstępnym rozeznaniu, z chęcią zgodziłam się na przetestowanie produktu. Oczywiście jak zawsze fakt, że krem otrzymałam w ramach współpracy, nie ma absolutnie żadnego wpływu na moją recenzję.


Poniżej "trochę" informacji od producenta:

Rilastil Deliskin krem do skóry delikatnej z problemami naczyniowymi:

Wzmacnia ścianki naczyń krwionośnych, zwiększając ich odporność i elastyczność.
Zmniejsza skłonność do powstawania rumienia i tzw. pajączków. Skutecznie koi podrażnienia i zapobiega nowym, a jego jasnoseledynowy kolor maskuje zaczerwienienia. Ogranicza szkodliwe skutki promieniowania UV i utrzymuje właściwy poziom nawilżenia skóry.
Sposób użycia: Po oczyszczeniu skóry, nanieść odpowiednią ilość kremu na twarz i szyję, delikatnie wmasować aż do całkowitego wchłonięcia. Stosować dwa razy dziennie, rano i wieczorem.
Wskazania: Skóra delikatna z problemami naczynkowymi.
Ostrzeżenia:  Do użytku zewnętrznego. Należy unikać kontaktu z oczami. Chronić przed dziećmi.
Opis składników aktywnych:
bursztynian rutyny - hamuje aktywność enzymów powodujących niszczenie ścian naczyń krwionośnych, dzięki czemu zmniejsza ich łamliwość, kruchość oraz przepuszczalność. Zmniejsza skłonność skóry do zaczerwień i nadwrażliwości skóry.
olej słonecznikowy - działa natłuszczająco, odżywczo i regenerująco. Przeciwdziała odwodnieniu skóry.
wyciąg z rumianku - posiada właściwości kojące, łagodzące i przeciwzapalne.
wyciąg z winogron - ma działanie nawilżające, ochronne i łagodzące. Chroni lipidy skóry przed szkodliwym działaniem wolnych rodników. Zapobiega przedwczesnemu procesowi starzenia się skóry.
wyciąg z dziurawca - wzmacnia naczynia krwionośne. Działa przeciwzapalnie i bakteriobójczo.
wyciąg z arniki - łagodzi podrażnienia, uszkodzenia i stany zapalne skóry.
wyciąg z oczaru wirginijskiego - wykazuje działanie przeciwzapalne ściągające, bakteriobójcze. Poprawia krążenie podskórne i ukrwienie skóry. Wycisza dolegliwości skóry z tendencją do rozszerzonych naczynek. Działa ujędrniająco, nadaje skórze ładny koloryt. 
wyciąg z kasztanowca - powoduje wzmocnienie naczynek krwionośnych, zmniejsza kurczliwość naczyń włosowatych, działa przeciwzapalnie i przeciwobrzękowo, ułatwia oczyszczanie skóry i nadaje jej matowość, chroni przed szkodliwym działaniem promieni UV.
wyciąg z bluszczu - zmniejsza obrzęki.
wyciąg z drożdży - pomaga skórze w zachowaniu jej fizjologicznej równowagi.
wyciąg z soi - zawiera dużo witamin z grupy B.
masło shea - tłuszcz charakteryzujący się dużym powinowactwem do warstw lipidowych naskórka, wspomaga ich ochronne działanie. Pielęgnuje skórę nie pozostawiając uczucia tłustości. Naturalny filtr słoneczny. Zalecany szczególnie do cer suchych i zniszczonych. 
sodium pca - zapewnia prawidłowe nawilżenie warstwy rogowej skóry.
pantenol - łatwo wchłania się przez barierę warstwy rogowej. Działa aktywizująco na podziały komórek naskórka, przyspieszając gojenie i łagodząc podrażnienia. Działa przeciwzapalnie. Podwyższa wilgotność skóry i uelastycznia ją.
bisabolol - naturalny składnik rumianku o bardzo silnych właściwościach kojących, łagodzących i przeciwinfekcyjnych. Łagodzi podrażnienia skóry, chroni przed powstawaniem zaczerwienień i uczuleń, zapobiega powstawaniu stanów zapalnych.
witamina E - jest silnym antyutleniaczem. Ze względu na zdolność neutralizowania wolnych rodników chroni przed utlenieniem i zniszczeniem lipidów naskórka, włókien kolagenowych i elastycznych skóry, zapobiegają powstawaniu podrażnień i oparzeń słonecznych. Wygładza, ujędrnia, natłuszcza i nawilża skórę.
alantoina - wykazuje silne właściwości łagodzące i kojące. Zmniejsza pieczenie i zaczerwienienie skóry wrażliwej na działanie szkodliwych czynników zewnętrznych. Ma działanie nawilżające, powoduje wygładzenie i zmiękczenie skóry.

Pojemność : 50 ml
Składniki (INCI): Aqua ·  Helianthus annuus ·  Glycerin ·  Steareth-2 ·  PEG-8 Beeswax
·  PPG-15 Stearyl Ether ·  Chamomilla recutita ·  Butyrospermum parkii ·  Aluminum Starch
Octenylsuccinate ·  Steareth-21 ·  Methoxy-PEG-7-Rutinyl Succinate ·  Hordeum vulgare ·
Butylene Glycol ·  Dimethicone · Titanium Dioxide · Lysine ·  Sodium PCA · Carbomer
·  Panthenol ·  Palmitoyl Hydrolyzed Wheat Protein ·  Triclosan ·  Ethyl Linolenate
·  Phospholipids · Allantoin ·  Bisabolol ·  Glycine Soja ·  Hydrogenated Lecithin
·  Ethyl Linoleate · Tocopheryl Acetate · Glycyrrhetinic Acid · Vitis vinifera · Saccharomyces
Lysate ·  Disodium EDTA · BHA ·  BHT ·  Hypericum perforatum ·  Arnica montana
·  Hamamelis virginiana ·  Aesculus hippocastanum ·  Hedera helix ·  Parfum ·  CI 77289.
Cena: ok. 58,00 zł

Na początku troszkę uderzyła mnie ta ilość informacji, ale po chwili potraktowałam ją jak atut - mogłam dowiedzieć się sporo o produkcie jeszcze zanim zdecydowałam się na przetestowanie. Jak widać krem jest dość drogi, dostępny w aptekach i sklepie internetowym firmy, ale za to ma dużo składników aktywnych, co działa na jego korzyść. Jak sprawdził się w praktyce? Czytajcie dalej.


To, co mnie zaskoczyło na samym początku to fakt, że krem dostajemy w metalowej tubce 50ml, zapakowanej wcześniej w kartonik. Mam do takich pewne uprzedzenie, ponieważ kojarzą mi się typowo aptecznie i w dodatku lubią pękać. Krem jednak stosuję już ponad miesiąc, a z tubką nic złego się nie dzieje. Krem dość łatwo wydostać, a tubka nie ulega uszkodzeniu. Pod względem estetycznym jest nieźle - opakowanie jest dość ascetyczne, ale nie brzydkie. W końcu to dermokosmetyk, więc moim zdaniem nie na miejscu byłyby tu nadmierne aplikacje czy kolory.


Kolejnym zaskoczeniem był... kolor kremu. Ma on odcień jasnej zieleni. Jest trochę seledynowy, trochę pistacjowy. Pewnie kolor ma pomagać trochę w niwelowaniu zaczerwienień cery naczynkowej. Konsystencja przypadła mi do gustu. Krem jest dość lekki, ale przy tym treściwy. Do rozprowadzenia na całej twarzy wystarczy naprawdę odrobina (1/3 albo i 1/4 z tej ilości, jaką widać na ostatnim zdjęciu), przez co krem jest wydajnyZapach również mi się podoba, choć jest nieco specyficzny i nie umiem go dokładnie opisać. Niczego mi nie przypomina, jest taki... "kremowy" i dość delikatny, choć z pewnością wyczuwalny. Po nałożeniu na twarz po chwili się ulatnia.


I w końcu, przechodząc do sedna - działanie. Mam cerę mieszaną, na policzkach i przy nosie lubią robić mi się zaczerwienienia (niektóre są już właściwie permanentne), przy nosie mam kilka malutkich pękniętych naczynek. Poza tym mam cerę wrażliwą i od czasu do czasu natrafiam na produkty, które mnie uczulają (płyny do demakijażu Ziaja po 1 użyciu potrafią wysuszyć mi skórę na powiekach na wiór...). Krem bardzo dobrze nawilżakoi skórę. Zaraz po aplikacji kremu odczuwam przyjemną ulgę. Czuję, że krem zostawia na skórze ochronny, otulający film, ale nie jest on absolutnie tłusty. W kilka minut po nałożeniu kremu mogę już nakładać podkład, z którym nie dzieje się nic złego. Krem nadaje się więc także pod makijaż. Jeśli chodzi o kwestię naczynek, bardzo wyraźnej poprawy nie zauważyłam, ale sprawa tez nie uległa pogorszeniu. Wydaje mi się jednak, że po aplikacji zaczerwienienia nieco bledną. Skóra po jego zastosowaniu jest wyraźnie wygładzona i przyjemnie miękka.


Rilastil, mimo, że wcześniej nic o nim nie słyszałam, bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. To łagodny, kojący, ale bardzo dobrze działający krem, z którym moja cera bardzo się polubiła. Nie sądzę, żebym zakupiła go sama z siebie, ze względu na dość wysoką cenę, ale jego działanie i wydajność na pewno świadczą na jego korzyść.

26 października 2012

Tag: Moje włosy w pigułce

Magiczna wzięła mnie z zaskoczenia i zaprosiła do udziału w tagu Moje włosy w pigułce. Z zaskoczenia, bo choć o włosy staram się dbać, to jednak włosomaniaczką nie jestem, a bloga Magicznej znam od niedawna (choć od razu polubiłam :)) i nawet nie wiedziałam, że jest moją czytelniczką! :) Z tego miejsca zaznaczam, że jest mi bardzo miło i dziękuję za otagowanie :)



Przechodząc do rzeczy, oto zasady:
  • odpowiedzieć na 13 pytań.
  • otagować 5 osób (poinformować je o tym).
  • podziękować nominującemu na jego blogu.

A poniżej moje odpowiedzi :):

1. Twój naturalny kolor włosów?
 Ciemny blond, jednak niestety bardziej mysi niż miodowy. Zawsze uważałam się za blondynko-szatynkę, choć nie mam pojęcia jak opisać "szatynkowe" włosy :P.

2. Twój obecny kolor włosów?
 Brąz, dość ciemny.

3. Aktualna długość Twoich włosów?
 Ciągle zapuszczam, obecnie sięgają trochę za ramiona, prawie do łopatek.

4. Długość na jaką chciałabyś zapuścić włosy?
 Nie mam konkretnej długości na myśli, na razie pozwalam im rosnąć i zobaczę, co z tego wyjdzie ;). Jednak jakieś 2 lata temu miałam włosy sięgające kilka cm za łopatki (za końcówkę łopatek :P) i za taką długością tęsknię.

5. Jak często podcinasz końcówki?
 Przyznaję bez bicia, że nie jestem w tym bardzo regularna. Obserwuję stan swoich włosów i odkąd zaczęłam o nie bardziej dbać, końcówki mi się nie łamią i nie rozdwajają, więc nie odczuwam też potrzeby  ich podcinania. Teraz, zapuszczając włosy, ląduję u fryzjerki co 3-5 miesięcy, czasem nawet rzadziej.

6. Twoje włosy są proste, kręcone, czy falowane?
 Proste... Aż za proste, żadnego rodzaju skręt się na nich długo nie utrzyma, chyba, że karbowanie albo jakieś specjalne loczki u fryzjera. Na studniówkę kręciłam włosy jakieś 2h na wałkach, a po 1h były już niemal całkiem rozprostowane :P.

7. Jaką porowatość mają Twoje włosy?
 Wstyd przyznać, nie mam pojęcia. Nigdy mi się nie chce zrobić testu na porowatość...

8. Jakie sa Twoje włosy (normalne, przetłuszczające się, suche, itp)?
 "Mieszane", czyli przetłuszczające się przy skórze głowy, normalno-suche na długości.

9. Jak wygląda Twój codzienny włosowy rytuał pielęgnacyjny?
Niestety muszę myć włosy codziennie. Kiedy miałam krótsze włosy, myłam je codziennie rano, nakładałam na nie odżywkę do spłukiwania, a wieczorem olejowałam (kilka razy w tygodniu). Obecnie jednak, kiedy już nieco podrosły, ze względu na wygodę (mogę rano dłużej spać :P) myję je codziennie wieczorem, nakładałam na chwilę odżywkę do spłukiwania i pozwalam im podeschnąć. Przed snem zaplatam je w 1 lub 2 warkocze, a rano tylko rozplatam i wstrząsam głową lub rozczesuję je. Niestety, przez to nocne schnięcie włosów, przestałam je olejować, bo nie mam kiedy tego robić... Muszę chyba zacząć w weekendy.

10. Czego nie lubią Twoje włosy?
Olejków Alterry - u mnie się totalnie nie sprawdziły. Poza tym nie lubią pielęgnacji opartej głównie na szamponach bez SLS/SLES, potrzebują też solidniejszego oczyszczenia. I na pewno nie lubią grzebieni, teraz to już tylko Tangle Teezer.

11. Co lubią Twoje włosy?
 Nadal do końca nie wiem... Wydaje mi się, że służy im odżywka Garniera z masłem karite, poza tym na pewno lubią Vatikę kokosową do olejowania. I zróżnicowanie wśród szamponów - raz SLS, raz dziecięcy. I Tangle Teezera!

12. Jaka jest Twoja ulubiona fryzura?
 Gdy wychodzę z domu niemal zawsze mam rozpuszczone włosy, przeczesane na bok, czasami przedziałek pośrodku. Po domu najlepiej czuję się we włosach związanych w luźny supełek lub spiętych klamrą.

13. Gdyby Twoje włosy umiały mówić, to co by powiedziały?
 Gdybym tylko wiedziała... Może w końcu stworzyłabym idealny plan pielęgnacyjny.

+14 (pytanie opcjonalne) Od kiedy stosujesz świadomą pielęgnację włosów?
Jakoś od marca-kwietnia 2012r., ale w wakacje przerwałam olejowanie i maskowanie i już do tego nie wróciłam, choć cały czas o tym myślę... Jednak nadal na pewno dbam o nie z większym namysłem, niż zanim wkręciłam się w tematy okołowłosomaniacyjne ;).

Żeby tradycji stało się zadość, taguję wszystkie dziewczyny, które mają ochotę odpowiedzieć na powyższe pytania :). Niestety nie śledziłam tego taga od początku i nie wiem, które z Was już na niego odpowiedziały.

23 października 2012

Alterra - żel pod prysznic kwiat neroli i bambus - bubelek z rossmannowskiej paczki?

Moja seria postów na temat rossmannowskich kosmetyków, jakie dostałam do testów, powoli dobiega końca. Przyszła pora na moim zdaniem jedyny bubel z całej paczki, a mianowicie żel pod prysznic Alterry - kwiat neroli i bambus.

Słowo wstępu: jeśli chodzi o żele pod prysznic, moim głównym wyznacznikiem jest zapach, na drugim miejscu konsystencja, jaką uzyskuję podczas mycia, na trzecim opakowanie. Co do samego działania, cóż, nie natknęłam się jeszcze na żel, który by nie mył, albo mył źle. Co do wysuszania i ściągania skóry, nie spotkałam ze skrajnymi przypadkami, ale po niemal każej kąpieli tak czy siak smaruję ciało kremem albo masłem. Kosmetyk oceniam więc głównie pod kątem moich trzech głównych kryteriów.


Zapach: żel Alterry ma dziwny, nieokreślony, nieco słodkawy zapach. Może tak pachnie kwiat neroli? Nie wiem, bo nigdy takiego na oczy nie widziałam ;). Orlica napisała kiedyś, że żel ma zapach podobny do syropu na kaszel i chyba jest w tym ziarenko prawdy. Nie jest to jednak na pewno jeden z cudownych orzeźwiających zapachów, nie należy też do tych kojąco-otulających. Jest dość przyjemny, ale raczej nijaki.


Konsystencja: żel ma bardzo żelowo-galaretkowatą formułę. Do mycia zawsze używam gąbki, jednak nawet na niej produkt nie chce się zbytnio pienić. Łatwo rozprowadza się na ciele, ale raczej ślizga po skórze niż ją otula, przy okazji wytwarzając naprawdę marną pianę, w porównaniu z innymi żelami pod prysznic. Nie popisał się...

Opakowanie: również nie jest mocną stroną tego żelu... białe, z czerwonawą zakrętką i naklejkami przeciętnej urody. Na pewno nie jest ozdobą łazienki, poza tym nie widać, ile produktu zostało, bowiem opakowanie jest wykonane z jednolitego, białego plastiku.


Żeby nie zjechać tego żelu z góry na dół, dodam, że ma dość rozsądną cenę 7,99zł za 250ml. Poza tym  ma przyjazny skórze i środowisku skład (choć nie jestem w tej kwestii specjalistką, ufam jedynie informacji zamieszczonej przez producenta). Zużyłam, bo zużyłam, ale na pewno nie kupię ponownie.

17 października 2012

Alterra - szampon do włosów z biotyną i kofeiną

Oj, ja chyba nie jestem powołana do pisania recenzji kosmetyków z zakresu pielęgnacji... Recenzja tego szamponu wisiała nade mną od dawna, szampon zdążył mi się już prawie skończyć, a ja nadal nie mogłam się do tego zabrać. Naprawiam jednak swój błąd i przedstawiam pewnie większości z Was już dobrze znany szampon Alterra z biotyną i kofeiną, jaki otrzymałam w ramach testów od firmy Rossmann.

Wszystkie produkty Alterry mają u mnie na wstępie duży plus za swoją ekologiczność. Nie jestem bardzo zakręcona na tym punkcie, większość moich kosmetyków to jednak te niekoniecznie eko, ale skoro coś ma być przyjazne przyrodzie i przy okazji mnie, a w dodatku ma rozsądną cenę i dobre działanie, jestem na tak. Tak też jest w przypadku tego szamponu.


Szampon dostajemy w opakowaniu o pojemności 200ml w cenie 9,49zł. Samo opakowanie swoim urokiem nie powala, jest to dość mała plastikowa butelka w kolorze białym, z dość skromnymi pod względem estetycznym naklejkami. Zamykanie butelki chodzi bez zarzutu, otwiera się bezproblemowo i nie łamię sobie przy tym paznokci, a zamyka szczelnie.

Niestety naklejka z polskim opisem zamokła i zdarła się...

Szampon ma konsystencję żelu, ale nie jest to glutek jak w przypadku wersji z morelą i pszenicą. Ma dość specyficzny, ale odświeżający i przyjemny zapach, którego niestety nie potrafię sprecyzować. Nie jest on jednak intensywny i nie czuć go po umyciu na włosach.

Nie jestem specjalistką w tej dziedzinie, ale wiem, że szampon ma bardzo przyjazny skład, bez zbędnej chemii w postaci SLS/SLES i innych świństewek. Podczas mycia szampon lekko się pieni, ale nie jest to na pewno piana jak w przypadku większości drogeryjnych szamponów.


Co do działania, cóż, tutaj najtrudniej mi cokolwiek powiedzieć, choć to najbardziej istotna kwestia. Stosowałam w swoim życiu mnóstwo szamponów i niestety, nie licząc produktów, które naprawdę mocno obciążają włosy, pomiędzy nimi wszystkimi nie widzę oszałamiających różnic. Są produkty, które lubię bardziej lub mniej, ale nie potrafię ocenić ich działania na moje włosy. Uważam, że jeśli coś ma moim włosom pomóc, to będzie to odżywka, maska albo olej. Szampon ma myć. A ten myje, także zaolejowane włosy. Dobrze oczyszcza, jednak przy długim stosowaniu moje włosy potrzebują od czasu do czasu porządniejszego oczyszczenia szamponem z SLES w składzie, bowiem po używaniu Alterry przez bite 2 tygodnie dzień po dniu zauważyłam, że włosy są obciążone.

Podsumowując, Alterra z biotyną i kofeiną to wg mnie całkiem dobry szampon. Przyjemny w użyciu, dobrze oczyszcza, choć niekiedy potrzebuje wsparcia, jak większość szamponów bez SLS/SLES w składzie. Na pewno przyda się przy zmywaniu olejów i chętnie jeszcze kiedyś do niego wrócę.

16 października 2012

Nowy tusz do rzęs Givenchy Couture Noir szuka domu! ;)

Moja dobra koleżanka ma do sprzedania nowy tusz Givenchy Couture Noir.
Cena jest naprawdę okazyjna i wynosi połowę ceny sklepowej, czyli 80zł. Może któraś z Was się skusi? :)

Źródło: http://letoile.ru/club/konkurs/?news=3070

Do ceny tuszu trzeba doliczyć koszty wysyłki, które będą wynosić pewnie ok. 5zł, możliwy też odbiór osobisty w Krakowie.
Z pytaniami i chęcią zakupu piszcie na adres julitajedras@gmail.com :).