15 grudnia 2012

Rossmann Świętym Mikołajem - przypomnienie o mini-konkursie! :)


Jeśli któraś z Was chce sprawić sobie jeszcze jakiś mały, świąteczny prezent, to przypominam, że do poniedziałku do 23:59 możecie zgłaszać się w mini-konkursie sponsorowanym przez Rossmanna! :)
Wszystkie szczegóły znajdziecie tutaj.

12 grudnia 2012

Mini recenzje mini kremików, czyli produkty Acerin i Anida

Wraz z pełnowymiarowymi produktami firm Acerin i Anida, otrzymałam także 4 próbki kremów. Jeden z kremów do stóp dostałam także w pełnowymiarowym opakowaniu, a jego recenzja pojawi się zapewne za kilka dni, dlatego tutaj pozwoliłam go sobie pominąć :).


Zacznę od kremu do stóp - perspirantu firmy Acerin. Niestety, ciężko ocenić mi działanie tego produktu, ponieważ obecnie nie mam problemów z potliwością stóp. Stosowany jako krem sprawdził się całkiem nieźle, nawilżał skórę, ale bez efektu "wow". Zapach ma raczej neutralny, konsystencja jest dość lekka. Jego działania przeciwpotnego niestety nie mogę ocenić z wyżej wymienionych względów.


Drugi z kolei jest krem do rąk anti age rozjaśniający firmy Anida. Krem zawiera aloes, kiełki pszenicy i witaminę E. Co prawda póki co, na szczęście, jeszcze nie muszę interestować się kosmetykami anti-age ;), jednak krem zużyłam i spisywał się całkiem dobrze. Ma dość lekką konsystencję, nawet trochę żelową moim zdaniem. Krem ma dość intensywny, kremowy zapach z nutą czegoś świeżego, ale podoba mi się. Łatwo się rozprowadza i szybko wchłania, całkiem dobrze nawilża dłonie, choć mogłoby być z tym lepiej. Zostawia skórę rąk lekko nawilżoną i wygładzoną. Krem ma ponoć rozjaśniać, jednak ja takiego działania nie zauważyłam - po pierwsze, nie mam przebarwień, po drugie, dostałam próbkę 20ml, a żeby ocenić działanie w tym aspekcie, zapewne potrzeba dłuższego stosowania.


Na koniec krem-legenda w moich oczach, ponieważ zawsze gdy przeglądam kremy do rąk na portalu Wizaż.pl, ten krem pojawia się w prawym menu jako jeden z najlepszych w tej kategorii. Mowa o kremie do rąk z woskiem pszczelim i olejem makadamia. Krem ma dość intensywny, kremowo-miodowy zapach. Ma treściwszą konsystencję, ale nie jest zbyt gęsty. Łatwo się rozprowadza i szybko wchłania. Po jego użyciu dłonie są odżywione, nawilżone i lekko wygładzone. Żałuję, że nie dostałam do testów jego większej tubki i że jest tak trudno dostępny w sklepach stacjonarnych (właściwie niedostępny, bo nigdzie go nie widziałam). Ogólnie po tej małej próbce oceniam go podobnie do kremu milk cream, o którym pisałam tutaj. Bardzo chętnie załapałabym się na dużą tubkę i jeśli kiedyś taką napotkam, na pewno kupię.



11 grudnia 2012

Czym i jak robię zdjęcia?

W związku z tym, że coraz częściej padają pytania odnośnie tego, czym wykonuję zdjęcia na bloga, postanowiłam zrobić na blogu zakładkę poświęconą temu tematowi :). Mam nadzieję, że zaspokoi Waszą ciekawość i dla niektórych z Was może te informacje okażą się przydatne :)

Sprzęt: Zdjęcia wykonuję aparatem cyfrowym - Panasonic Lumix FZ-18. Aparat ma już swoje lata (w tym roku stuknęło mu chyba 5 albo 6), ale polubiłam się z nim. Kiedy poczyta się do niego instrukcję i trochę pobawi samemu, można wydobyć to i tamto ;).
Zdjęcia wykonuję na programie P i zapisuję w formacie .RAW. Program P, jak mówi instrukcja to programowany tryb AE - ekspozycja automatycznie ustawiana przez aparat, aparat automatycznie ustawia prędkość migawki i wartość przysłony odpowiednio do jasności obiektu. 
Samodzielnie ustawiam natomiast balans bieli.

Zdjęcia "od kuchni": Zdjęcia wykonuję łapiąc światło dzienne, nie mam tak pożądanego ostatnio namiotu bezcieniowego. Wykonuję je ustawiając produkty na białej kartce A3 z bloku technicznego, żadnej filozofii tu nie ma ;). Czasami kartkę podpieram częściowo np. o ścianę, tak, abym mogła uchwycić stojący produkt na białym tle.

Cyfrowa obróbka zdjęć: I tu tkwi chyba cały haczyk. Tak, jak wspominałam, zdjęcia robię na programie P i zapisuję w formacie .RAW. Obróbkę zdjęć dzielę na 2 etapy:
1) Adobe Photoshop Lightroom - jest to program, który odczytuje .raw. Tutaj poprawiam przede wszystkim parametry ekspozycji, kontrastu, poziomu czerni i jaskrawości, dzięki czemu tło zdjęć się ujednolica i znacznie rozjaśnia, a produkty zyskują na ostrości. Tak poprawione zdjęcia zapisuję (eksportuję) jako .jpg.
2) Adobe Photoshop CS2 - tutaj to już właściwie formalności ;). Zdjęcia zmniejszam do rozmiaru 800x600, mam dwa szablony przygotowane przez Lubego w formacie .pds (dla zdjęć wertykalnych i horyzontalnych) - na takim szablonie jest przyciemniony pasek, logotyp bloga i przygotowane teksty, abym mogła je zastąpić nazwą produktu. Podkładam pod szablon tylko obrobione wcześniej zdjęcie, zmieniam napisy, zapisuję i gotowe.
Zdjęcia wgrywam za pomocą programu Picasa na serwer, a potem je sobie tylko zczytuję na bloga przy dodawaniu notki.

Przed

Po

Przed

Po

9 grudnia 2012

Milk cream firmy Anida, czyli krem do rąk i paznokci z proteinami mlecznymi i witaminami

Mniej-więcej miesiąc temu otrzymałam przemiłą paczkę od producenta kosmetyków Acerin i Anida, którą pokazywałam tutaj. Większość kosmetyków przetestowałam już w znacznym stopniu i mam o nich wyrobioną opinię, więc powoli nadszedł czas recenzji.

Na pierwszy ogień idzie jeden z paczkowych ulubieńców, a mianowicie krem do rąk Anida, którego pełna nazwa to Milk cream - krem do rąk i paznokci proteiny mleczne i witaminy. 


Jak pewnie część z Was pamięta, uwielbiam kremy do rąk i ciągle muszę mieć jakiś w pobliżu. Przetestowałam ich już naprawdę wiele, ale Anida wyróżnia się pozytywnie na tle innych, choć zapewne znajdą się też kremy lepsze od tego. Nie mówiąc o tym, że krem miał u mnie plus na samym początku, bo nie wiedzieć czemu, lubię wszystkie kosmetyki, które mają coś wspólnego z mlekiem ;).

Opakowanie to średniej wielkości plastikowa tubka na "zatrzask", mieszcząca 100ml produktu. Utrzymana jest w stonowanej kolorystyce fioletowo-białej i taki design jak najbardziej mi odpowiada. Tubka jest dość miękka, więc sądzę, że nie będzie problemów z wydobyciem produktu do końca.


Sam krem ma średnią pod względem gęstości konsystencję, nie jest ani mega lekki, ani bardzo gęsty. Łatwo i przyjemnie się rozsmarowuje  i szybko wchłania, pozostawiając przy tym uczucie dość głębokiego nawilżenia i odżywienia skóry - i o to chodzi, bowiem producent zapewnia nas, że krem nawilża i wygładza. Zaskoczyło mnie to, ale naprawdę po aplikacji czuję, że ten krem coś robi z dłońmi, naprawdę zostawia je w lepszej kondycji, a nie tylko powleczone nieprzyjemnym filmem. A propos - po rozsmarowaniu żaden film nie zostaje, krem wchłania się w 100% i nie lepimy się po aplikacji.

Krem ma kolor biały, a zapach bardzo delikatny i typowo kremowy, ale ja takie zapachy bardzo lubię. Dla mnie pachnie jak lekka wersja kremu Nivea albo coś bardzo podobnego.


Wszystko byłoby pięknie i wspaniale, tyle tylko, że nigdy jeszcze nie natknęłam się na kremy Anidy w sklepach i drogeriach, nad czym ubolewam, bo krem jest naprawdę dobry. Znajdą się na rynku równie dobre kremy, ale jednak bardzo chętnie powróciłabym też do tego konkretnie. Jeśli wiecie, gdzie można dostać produkty tej marki, koniecznie dajcie znać!

6 grudnia 2012

Wymianka/sprzedaż - spora dokładka!


W końcu zmobilizowałam się do zrobienia małego remanentu w moich kosmetycznych zbiorach. Skończyło się to od dawna planownym utworzeniem, a raczej odnowieniem, działu Wymianka/sprzedaż na blogu.
Wszystkie kosmetyki i szczegóły znajdziecie

tutaj!


 Mam nadzieję, że znajdziecie tam coś, co Was zainteresuje :). Czekam na Wasze wiadomości! 

Świąteczny mini-konkurs - Rossmann Świętym Mikołajem :)

Byłyście grzeczne? :)

Bez względu na to, czy Mikołaj zostawił dla Was dzisiaj w nocy upominek, i ja postanowiłam pobawić się w Świętego Mikołaja - ja, albo raczej Rossmann, który jest fundatorem nagród w tym konkursie, ja będę elfem-pomocnikiem, organizując dla Was konkurs :).


Kilka zasad i informacji:
  • Organizatorem konkursu jestem ja, Ev, właścicielka bloga http://kotwkosmetyczce.blogspot.com.
  • Fundatorem nagród jest firma Rossmann.
  • Wygrywają 2 osoby, które spełnią warunki niezbędne do udziału w konkursie. Zostaną one wybrane drogą losowania.
  • Nagrodami są zestawy kosmetyków składające się z kremu do rąk Isana kwiat pomarańczy oraz olejku do kąpieli trawa cytrynowa i bambus z serii Wellness&Beauty.
  • Konkurs trwa od 6 do 17 grudnia 2012r., do godziny 23:59.
  • Wyniki ogłoszę na blogu 18-ego grudnia.
  • Osoby, które wygrają, są zobowiązane wysłać mi swoje dane kontaktowe w przeciągu 48h od ogłoszenia wyników.

Co trzeba zrobić, aby wziąć udział w konkursie? Tym razem zasady będą bardzo proste ;).
  • Musisz być publicznym obserwatorem bloga;
  • Musisz odpowiedzieć na pytanie konkursowe;
  • Musisz zamieścić pod tym postem komentarz wedle wzoru zamieszczonego poniżej.

Pytanie konkursowe:
Który z kosmetyków dostępnych tylko w drogeriach Rossmann (Alterra, Isana, Wellness&Beauty itp.) jest Twoim ulubieńcem?

Wzór do komentarzy:
Obserwuję jako:
E-mail:
Odpowiedź:

Zapraszam do udziału i życzę powodzenia! :)

5 grudnia 2012

Projekt denko - odsłona druga - listopad

Uff, w końcu znalazlam trochę czasu dla bloga! Weekend spędziłam niemal w 100% offline, a w poniedziałek mój Tata złamał nogę i musiałam spędzić z nim cały wieczór (w sumie to prawie 5h...) na pogotowiu... Przyznam, że przez te półtora tygodnia (prawie 2!) od poprzedniej notki, zdążyłam się porządnie stęsknić za blogiem i ze szczerą radością skrobię kolejnego posta :). Nawet tak nielubiane przeze mnie obrabianie zdjęć sprawiło mi nieco frajdy :D.

Dziś druga odsłona mojego projektu denko - "zdążyć przed Nowym Rokiem"... Pora na denka listopada. Nie ma tego za wiele, bo przyznam szczerze, że trafiłam na taki okres, że jeszcze kilka kosmetyków wykończę dosłownie za kilka dni, ale one trafią już do grudniowego denka. Mimo to, kilka produktów powędrowało do kosza.


Z kolorówki trafiły się tylko dwie rzeczy, za to wykańczane już od dawna ;).
  • Puder sypki Vipera odbijający światło - kupiłam go w lutym i używałam codziennie, skończył się dopiero kilka dni temu. Świetny kosmetyk, meeega wydajny, daje piękne wykończenie - matuje na dość długo, ale przy tym zawiera drobny świetlisty pyłek, który pięknie rozświetla twarz (ale nie świecimy się brokatem). Miałam go zrecenzować, ale zdążył mi się skończyć... :P Teraz będę testować puder Inglota, ale jest wielce prawdopodobne, że jeszcze kiedyś kupię ten Vipery. Polecam!
  • Podkład Max Factor Smooth Effect - kupiłam go w czerwcu na promocji w Rossmannie za ok. 20zł. Na zdjęcie załapało się tylko pół opakowania, bo przecięłam je, żeby wydobyć go do końca i druga połówka zginęła w akcji :D. Podkład przez długi okres czasu bardzo mi odpowiadał, jest dość lekki, średnio kryjący. Nie wiem jednak, czy to kwestia samego podkładu, czy ja zrobiłam się bledsza, ale w ostatnim miesiącu podkład zrobił się okrutnie pomarańczowy... W bólach wykończyłam go w tym miesiącu, choć w lecie bardzo mi odpowiadał. Myślę, że warto wypróbować, ale trzeba uważać na kolor (ja miałam drugi w kolejności, jeśli chodzi o jasność).



  • Szampon Dove Intense Repair - stwierdziłam, że moje włosy jednak wolą drogeryjne szampony od tych dla dzieci i wróciłam do takowych. Szukałam na Wizażu dobrego szamponu i natrafiłam na ten. Kupiłam i faktycznie - bardzo dobrze się u mnie sprawdził. Uwielbiam zapach kosmetyków Dove, ten szampon dobrze oczyszcza i wydaje mi się, że trochę pielęgnuje włosy, choć w tej kwestii akurat stawiam na odżywki. Włosy po nim także nieźle się rozczesują. Teraz kupiłam już drugą butelkę, większą. Polecam.
  • Isana, krem do rąk kwiat pomarańczy - przeciętniak moim zdaniem. Jego recenzja znajduje się tutaj. Nie kupiłabym ponownie, choć nie był zły - są jednak zdecydowanie lepsze.
  • L'biotica, Biovax, intensywnie regerująca maseczka do włosów - dłuuugo mi szło ze zużywaniem tej maski, jakoś olejowanie i tak wymaga ode mnie tyle zaangażowania, że maskować mi się już nie chce :P. Ostatnio jednak zaczęłam nakładać maskę na zaolejowane włosy (na ostatnie 20min już przed myciem), bo wyczytałam kiedyś u Anwen, że to dobre połączenie i faktycznie - tak używało mi się tej maski o wiele lepiej. Wydaje mi się dobra, ale też nie powalająca. Może kupię ponownie, ale na razie chyba kupię słynną Kallos Latte.
  • Garnier, Ultra Doux, odżywka do włosów olejek awokado i masło karite - bardzo popularna i bardzo dobra odżywka. Lubię wygląd opakowania, kolor, zapach, działanie - wszystko. Według mnie faktycznie zasługuje na swoją dobrą opinię i kiedyś jeszcze ją kupię. Póki co jednak kupiłam odżywkę Nivea Long Repair i dla mnie to jednak odżywkowe objawienie, postaram się o niej napisać recenzję ;).


  • Dezodorant Dove Original - osobno na zdjęciu, bo o nim prawie zapomniałam ;). Jak już pisałam, uwielbiam zapach kosmetyków Dove i na jesień postanowiłam sobie kupić właśnie ten dezodorant, ze względu na zapach. Dobrze działa, nie podrażnia, na jesień i zimę na pewno jest wystarczający. Lubię zmieniać dezodoranty, ale prawdopodobnie kupię go ponownie.
To by było na tyle. Nie ma tego mało, ale też nie dużo, patrząc na denka na innych blogach ;). Jak widać, tym razem udało mi się zachować też opakowania po typowej, rodzinnej pielęgnacji - szampon, odżywka. W grudniu na pewno trafi się żel pod prysznic (jeden z ulubieców, ma cudowny zapach) ;). Poza produktami przedstawionymi na zdjęciu, do kosza powędrował też zielony korektor Vipery, który, jak się okazało, stracił ważność w tym miesiącu, a ja i tak przestałam z niego korzystać już kilka miesięcy temu.

PS: Jutro możecie się spodziewać małego mikołajowego konkursu :)

22 listopada 2012

Listopadowe paczki - współpraca: Acerin & Anida + iHerb & Real Techniques + Allegro (photo heavy ;))

W ciągu ostatnich dwóch tygodni przybyły do mnie 3 paczki - jedna współpraca, jedne dość długo planowane zakupy i jedne dłuuugo wyczekiwne zakupy. Ale po kolei ;)

Jakiś czas temu skontaktowała się ze mną Pani Jadwiga, proponując współpracę z firmą Acerin, produkującą kosmetyki do stóp. Stwierdziłam, że to dobry pretekst, żeby w końcu porządnie zadbać o stopy i z chęcią przystałam na współpracę. Kilka dni później listonosz przyniósł mi dość pokaźną paczkę, której zawartość mnie baaardzo pozytywnie zaskoczyła, o czym wspominałam już na moim fanpage'u :).



To, co wyróżnia firmę na tyle innych, to indywidualne podejście do blogerki. Paczka była zapakowana w folię przewiązaną wstążeczką, z imiennym bilecikiem. Wszystkie kosmetyki były ładnie ułożone w piramidkę, a na samej górze spoczywał liścik do mnie, który był chyba najpozytywniejszym zaskoczeniem. Liścik był spersonalizowany, a jego treść wyraźnie odwoływała się do mojego bloga - nie tylko opisu "O mnie", ale też do poszczególnych postów. Szalenie pozytywne! Zawartość to też zaskoczenie - spodziewałam się ze dwóch kremów do stóp, a tutaj paczka pełna kremów do stóp, dezodorantów itp., w dodaktu krem do rąk firmy Anida i próbki różnych kremów w małych, słodkich tubkach... Zupełnie się takiej różnorodności nie spodziewałam :). Z takim podejściem do blogerki, aż miło testować!

Kolejną paczką, było moje zamówienie na Allegro, które miało na celu głównie uzupełnić zapasy niektórych kosmetyków, które najkorzystniej kupować na Allegro.


Kupiłam:
  • Woda różana Dabur - 7,80zł - stosuję jako tonik wieczorem lub rano, przy mojej wrażliwej obecnie cerze sprawuje się bardzo dobrze, świetnie odświeża i tonizuje.
  • Dabur Vatika olej kokosowy 300ml - 18,92zł - moja pierwsza buteleczka o mniejszej pojemności powoli się kończy i postanowiłam kupić kolejną. Kocham ten zapach i działanie, a kupiłam trochę w celach mobilizacyjnych, żeby znów wrócić do regularnego olejowania, co wychodzi mi trochę opornie, bo w tym semestrze myję głowę głównie wieczorami, żeby rano mieć spokój, więc trudno o olejowanie na noc, chyba, że w weekendy...
  • Nail Tek Foundation II - 8,75zł - cena naprawdę okazyjna, wyszło taniej niż kupowanie mojej do tej pory ulubionej odżywki Eveline w sklepie stacjonarnym ;). Nail Tek to paznokciowa legenda, moja mania paznokciowa trwa, więc kupiłam go jako następstwo dla moich obecnych odżywek, które wykańczam. Póki co leży grzecznie zamknięty i czeka na swoją kolej, ale nie mogę się doczekać testów ;).
  • Sally Hansen Dries Instantly - 9,99zł - kupiłam po zachęcającej recenzji Ewalucji. Na Wizażu  ma nawet lepsze oceny od swoich koleżanek - Insta-Dri i Dry Kwik (ta nazwa mnie rozbraja ;)), choć jest ich mniej. Póki co też czeka na swoją kolej, aż wykończę mój obecny top, ale użyłam go dwa dni temu pierwszy raz, kiedy malowałam paznokcie w sytuacji awaryjnej tuż przed snem i jestem bardzo zadowolona ;).
I ostatnia paczka to zamówienie z iHerb. Kupuję tam właściwie co pół roku, kiedy uzbiera mi się maksymalnie dużo $ za program partnerski, oczywiście dzięki Wam :) (mój tutorial, jak zamawiać z iHerb i kod dający zniżkę 5$ przy pierwszym zamówieniu znajdziecie tutaj). Dzięki temu płacę właściwie tylko za wysyłkę ;). Po ostatnich, majowych zakupach, kiedy to nabyłam dwa pędzle Real Techniques by Samantha Chapman, nabrałam ochoty na więcej! Tym razem kupiłam 3 pędzle RT, poza tym znalazło się miejsce dla małego EcoTools. Gratisowo dostałam mały, uroczy zakreślacz i "próbkę" herbaty :).




Kupiłam 4 pędzelki. Od Real Techniques expert face brush, lash/brow groomer blush brush. Z EcoTools wzięłam pędzelek do korektora, który chodził za mną od dawna. Pierwsze testy za mną i jestem zachwycona :)! Poużywam trochę i postaram się napisać dla Was zbiorczą recenzję pędzli RT.





A tutaj cała wesoła gromadka: od lewej blush brush, expert face brush, powder brush (ubrudzony od pudru, ale używam go codziennie i stosunkowo rzadko piorę ;)), stippling brush i lash-brow groomer.


To by było na tyle ;). W międzyczasie dotarł do mnie też kupiony na Grouponie podkład Colorstay Revlonu, ale zapomniałam go obfocić ;P. Promocja bardzo udana, od dawna chciałam go przetestować, a tak, zamawiając dwupak na pół z koleżanką, zapłaciłam tylko 27zł za sztukę :).