15 maja 2012

TAG: Wiem, co jem!

Kolejny tag, tym bardziej na tematy jedzeniowe, które też są mi bardzo bliskie :) Zostałam otagowana przez Salomeę. Ponownie nikogo nie taguję - a raczej taguję wszystkie chętne - ponieważ tag jest stosunkowo stary ;).

Zasady:
1. Napisz, kto Cię otagował i przedstaw zasady.
2. Zamieść banner i odpowiedz na pytania.
3. Otaguj kolejne 5 osób :)


1. Czy uważasz, że odżywiasz się zdrowo?
Teraz już tag - od stycznia jestem na "diecie", która tak w zasadzie jest po prostu zmianą sposobu żywienia na stałe. Od kilku lat uważniej czytam etykiety i selekcjonuję produkty, nie wrzucając w siebie byle czego, ważna jest dla mnie jakość jedzenia, choć oczywiście jakieś chipsy czy napoje gazowane od czasu do czasu też wpadną.

2. Czy zwracasz uwagę na skład produktów spożywczych? Jeśli tak, to jakich składników unikasz?
Nie jestem w tym temacie znawcą, ale staram się unikać wszelkich E, glutaminianów, innych konserwantów itp. Czytam etykiety niemal zawsze i staram trzymać się zasady "jeśli nie potrafisz tego przeczytać, nie jedz tego". Po prostu staram się unikać chemii i kupować rzeczy, których składy mogę szybko i bezbłędnie rozszyfrować.

3. Jesz dużo owoców i warzyw?
Niestety nie tak dużo, jak powinnam. Owoce jem głównie w sezonie, uwielbiam sezon na truskawki i nektarynki, czyli lato ;). Poza latem niestety jem mało owoców, głównie banany. Warzywa to kwestia dyskusyjna, nie jem ich też bardzo dużo, ale staram się je dodawać tam, gdzie mogę - surówka do obiadu, pomidor czy ogórek na kanapkę itp. Jako ciekawostkę dodam, że jeszcze 3 lata temu tolerowałam TYLKO ogórki, fasolkę szparagową, kalafiora i buraki, a teraz nie wyobrażam sobie życia bez większości warzyw. Pomidory, kocham pomidory (które wcześniej były najbardziej nielubianym przeze mnie warzywem, obok groszku)!


4. Czy kiedykolwiek się odchudzałaś? Na jakiej diecie? Zamierzasz się odchudzać w przyszłości?
Tak. Jako dziecko (w 6-5 klasie podstawówki) odchudzałam się pod okiem dietetyka, na diecie 1400kcal. Obecnie jestem w trakcie odchudzania - moim celem jest osiągnąć jak najbardziej unormowane BMI (mniej-więcej połowę w zakresie normy). I bardzo chaciałabym, żeby to było ostatnie odchudzanie mojego życia ;). Wszystko na ten temat możecie znaleźć w zakładce "Odchudzanie" u góry bloga.

5. Czy czujesz się dobrze w swoim ciele?
Coraz lepiej. Kiedy ważyłam więcej, często czułam się ociężała, bolały mnie kolana, ogólnie - nie najlepiej. Teraz im więcej się ruszam i chudnę, coraz lepiej mi we własnej skórze, choć nigdy też nie byłam na etapie "nienawidzę go", chyba że w czasie PMS przez 2 dni ;).

6. Jaka jest twoja ulubiona potrawa?
Uwielbiam jeść i nie ma chyba jednej rzeczy, którą lubię najbardziej. Jednak moi faworyci to szpinak, pomidory i jajka z płynnym żółtkiem (na miękko, w koszulkach, sadzone)... Jeśli mam wybrać, to chyba najulubieńszą potrawą będzie zapiekanka makaronowa ze szpinakiem. Albo naprawdę pyszna pizza...

7. Czy lubisz gotować?
Uwielbiam! Zastanawiam się nad wdrożeniem w bloga cyklu kulinarnego ;).

8. Co chciałabyś wyeliminować z diety, a co do niej wprowadzić i dlaczego?
I tak już sporo wyeliminowałam ze względu na odchudzanie. Unikam białego pieczywa, zabielanych zup i sosów, śmietany - wg mnie to składniki całkowicie zbędne, dla których łatwo znaleźć zdrowszy odpowiednik. Przestałam również słodzić herbatę (parę lat temu), teraz powoli zmniejszam ilość cukru dodawanego do kawy, aż dojdę do zera. Chciałabym wprowadzić więcej warzyw i owoców, bo po prostu jem ich za mało.


9. Czego nie możesz przełknąć a co mogłabyś jeść cały czas?
Nie lubię marchewki! Mogę zjeść marchewkę w rosole, w zupie jarzynowej, w jakichś sosach, surówkach. Ale nie cierpię marchewki gotowanej "solo" lub z groszkiem. Groszku też nienawidzę, w ten oto sposób marchewka z groszkiem jest moim zdecydowanie najmniej lubianym "daniem". Poza tym dochodzą oczywiście wszelkie serca, wątróbki, żołądki, golonka, flaczki. Cały czas mogłabym wcinać makarony w różnych postaciach (poza tym czekoladę, chipsy, pizzę...), ale to z pewnością nie służyłoby mojej figurze i zdrowiu ;).

10.Ile posiłków jesz dziennie?
Standardem nie do zmiany są 3 posiłki: śniadanie, obiad i kolacja. W weekendy jem też jakiś mały podwieczorek. W dni uczelniane staram się jeść min. 4 posiłki - zawsze pamiętam o drugim śniadaniu, często jem też małe podwieczorki.

11.Wypijasz odpowiednią ilość wody? (min. 8 szklanek dziennie)?
Staram się, choć nie pilnuję tego bardzo restrykcyjnie. Są dni, kiedy wystarczy mi litr wody, a są i takie, kiedy 2,5l to za mało. Staram się dostosowywać ilość wypijanej wody do trybu i tempa dnia, ale wolę zawsze wypić więcej niż mniej.

Na dokładkę możecie polecić jakiś zdrowy prosty przepis, przekąskę czy coś w tym stylu :)
Hmm... Dość długo zastanawiałam się nad tym przepisem i nie za bardzo wiem, co mam wybrać. Polecę za to bardzo fajnego bloga - Dietetycznie Siostro i przepis z niego na mega szybką, smaczną i niskokaloryczną... bułkę ;) Naprawdę fajne rozwiązanie zamiast zwykłego pieczywa!

10 maja 2012

TAGowo: 11 Questions

Ostatnimi czasy zostałam potrójnie otagowana :) Dwa razy w ramach tagu 11 questions i raz w ramach Wiem, co jem. Dzisiaj przychodzę do Was z odpowiedziami na pierwszy z tych tagów, z Wiem, co jem rozprawię się w przyszłości ;) Mam nadzieję, że moje odpowiedzi Was zainteresują!


Zasady:
 1. Każda oznaczona osoba musi odpowiedzieć na 11 pytań przyznanych im przez ich "Tagger" i odpowiedzieć na nie na swoim blogu.
 2. Następnie wybierasz 11 nowych osób do tagu i połącz je w swoim poście.
 3. Utwórz 11 nowych pytań dla osób oznaczonych w TAGu i napisz je w swoim TAGowym poście.
 4. Wymień w swoim poście osoby które otagowałaś.
5. Nie oznaczaj ponownie osób, które już są oznakowane.

Od razu zastrzegam, że nie taguję nikogo - wydaje mi się, że tag jest już nieco "przestarzały" i chyba niemal wszystkie z Was zdążyły już na taki odpowiedzieć ;)

Najpierw zostałam otagowana przez Nikę z Liliowego Zakątku i odpowiedzi na jej pytania zamieszczam poniżej:
1. Jaką gazetę czytasz regularnie?
Kiedyś czytywałam niemal wszystko, co podpadało pod kategorię "prasa kobieca" - moi Rodzice mają sklep i mieli kącik gazetowy, który czytałam na bieżąco. Obecnie niestety asortyment ograniczył się do gazet a'la dziennik. Ja sama przez prawie 2 lata kupowałam regularnie Glamour, jednak przez ostatnie kilka miesięcy moim zdaniem mocno spadł poziom artykułów i obecnie staram się nie kupować kolejnych numerów. Zaprenumrowałam za to In Style, bo skusiła mnie niska cena za roczną prenumeratę, a jednak takie "odmóżdżające" gazety bardzo lubię ;)

2. Ulubiony sport do kibicowania?
Żaden... Naprawdę. Sport ani trochę nie leży w dziedzinie moich zainteresowań. Jakby mi się kiedyś trafiło, to lubię pooglądać pływanie synchroniczne, jazdę figurową na lodzie, takie "babskie" sporty ;). Czasami lubię też podglądać snookera, którego namiętenie ostatnimi czasy ogląda mój Tata.

3. Ulubiony sport/aktywność fizyczna do uprawiania :D?
Mimo, iż jak pisałam, za sportem w wersji 'do kibicowania' nie przepadam, to jednak niektóre sporty lubię uprawiać. Uwielbiam jazdę konną, ale niestety nie jeżdżę już parę lat ze względu na wysokie ceny. Podobnie z nartami, uwielbiam jeździć, ale znów pojawił się problem ceny no i jeszcze jednej kontuzji, po której włączyła mi się jakaś blokada i boję się jeździć... Poza tym uwielbiam pływać!

4. Koty czy psy?
I jedno, i drugie. Jeszcze niedawno powiedziałabym, że zdecydowanie koty, ale jednak widzę coraz więcej zalet psów i lubię te zwierzaki niemal jednakowo (choć jednak z przewagą ku kotom).

5. Ulubiony program telewizyjny?
Nie mam jednego stricte ulubionego, ale nie opuściłam niemal żadnego odcinka Mam talent i X-Factor od początku powstania tych programów ;). Podobnie z Top Model. Poza tym lubię też trochę durnowaty (w kwestii konwencji), ale według mnie bardzo "edukujący" program TVN Style Wiem, co jem. Lubię też oglądać Pogromców mitów na Discovery i Galileo na TV4.

6. Jakie kosmetyki nosisz w torebce?
Nie jestem typem, który nosi ze sobą całą kosmetyczkę - w torebce mam krem do rąk, balsam do ust, jakieś błyszczyki lub szminki, przeważnie też (ale nie zawsze) puder w kamieniu i bibułki matujące. Poza tym koniecznie żel antybakteryjny.

7. Poleć jakąś fajną głupią komedię :D
Nie lubię za bardzo komedii i oglądam ich niewiele, ale ostatnią jaka mi się podobała było "Kac Vegas" ;).

8. Jaki letni owoc lubisz najbardziej?
Hmm... Chyba jednak truskawki. Niebo w gębie. Ale kocham też nektarynki!

9. Co robisz w majówkę?
Majówka już była, spędziłam ją na siedzeniu w ogrodzie, opalaniu się, graniu w karty, oglądaniu telewizji i filmów... A wszystko to w towarzystwie Lubego. Niestety musiałam też porobić trochę rzeczy na studia, ale nie było tego za wiele.

10. Co chciałabyś umieć zrobić w makijażu ale ci nie wychodzi?
Absolutnie perfekcyjną eyelinerową kreskę. Moje wychodzą całkiem niezłe, ale zawsze muszę im poświęcić nieco więcej czasu no i jednak niekiedy daleko im do ideału.

11. Jaki celebryta jest twoim zdaniem najprzystojniejszy? :D
Hmmm.... Ostatnio mam słabość do 3 typów: Johnny Depp (nieustannie), Ryan Gosling i Joseph Gordon-Levitt (trochę "na miejsce" za zmarłego cudownego Heatha Ledgera).

Drugi tag 11 questions otrzymałam od Salomei:

1. Czy jest jakiś kolor, który przeważa w Twoim makijażu?
Chyba tak, jeśli miałabym jakiś wybrać, to byłby to zdecydowanie fiolet i jego pochodne, jednak ostatnio bardzo często sięgam też po beże.

2. Co jest dla Ciebie najważniejsze przy wyborze kosmetyków pielęgnacyjnych?
Szczerze? Chyba cena. Nie lubię przepłacać za kosmetyki i wyznaję zasadę "tanie nie znaczy gorsze". Zaraz na drugim miejscu biorę pod uwagę ocenę innych blogerek czy też oceny z wizażowego KWC.

3. Jakie jest Twoje ulubione zwierzę?
Kot, choć mój całkowity szał na punkcie kotów nieco osłabł. Ale nadal mam do nich ogromną słabość.

4. Jakie zapachy Ci się najbardziej podobają (np. owocowe, kwiatowe, orientalne)?
Chyba najbardziej orientalne, ciężkawe zapachy. Zawsze, gdy widzę "piżmo" albo "wanilia", mój nos przeczuwa coś dla siebie ;). Ostatnio bardzo spodobały mi się perfumy Pulse Beyonce, które łączą cytrusy właśnie z bardziej ciężkimi, piżmowo-waniliowymi nutami, dla mnie prawie ideał.

5. Czy jesteś zadowolona ze swojego wyglądu? Jeśli nie to co byś zmieniła?
Jestem, a co! Ogólnie jakoś nigdy nie uważałam, że jestem "brzydka", co najwyżej gruba ;). Jednak ten fakt akurat można zmienić, stąd moje odchudzanie. Ale jeśli mogłabym coś zmienić, to chciałabym mieć grubsze i bardziej puszyste włosy.

6. Wolisz robić zakupy w "normalnych" sklepach czy w Internecie?
Chyba jednak nadal w "normalnych". Ale to także zależy od tego, co chcę kupić. Kosmetyki kupuję właściwie wyłącznie w stacjonarnych sklepach, ale jest też sporo rzeczy, które kupuję przez Internet - są to głównie pędzle do makijażu.

7. Jaki/e jest/są Twoje ulubione sklepy kosmetyczne ("normalne" i/lub internetowe)?
Z normalnych prym wiedzie Rossmann, nie wyobrażam sobie bez niego życia ;). Poza tym lubię też Super-Pharm, ale kupuję tam właściwie tylko kiedy zobaczę ciekawą promocję. Na trzecim miejscu Drogeria Natura, za szafy Catrice i Kobo. Jeśli chodzi o sklepy internetowe to pędzle zamawiam zawsze z iHerb.com, poza tym poluję też niekiedy na Allegro (tam kupiłam np. paletki Sleek albo olejek do włosów Vatika).

8. Wybierasz się na bezludną wyspę. Jakich 5 kosmetyków ze sobą zabierzesz?
Dobry krem do opalania, mleczko po opalaniu, balsam do ust, dobre kremy do twarzy i rąk - po co mi kolorówka na bezludnej wyspie? ;)

9. Ulubiona firma kosmetyczna?
Z kolorówki - Essence, choć ostatnio moja mania nieco osłabła (ku uldze portfela). Z pielęgnacji uwielbiam Ziaję, ale ostatnio też coraz bardziej Alterrę i Isanę.

10. Czy jest jakaś cecha wyglądu/charakteru, której nie posiadasz i bardzo nad tym ubolewasz?
Hmmm... jeśli chodzi o wygląd, to tak jak wspominałam, chciałabym mieć grube, gęste, puszyste włosy. A o charakter... Jest sporo takich cech. Cierpliwość - tego mi niekiedy brakuje. Poza tym chciałabym być mniej "mrukliwa" dla moich bliskich, a niestety często jestem niezbyt miła... I chciałabym ciut więcej pokory. I przede wszystkim opanowania, takiego spokoju, że przecież wszystko na pewno będzie dobrze, bo niestety zdecydowanie za często wpadam w histerię i panikę... Więc jeśli miałabym postawić na jedno, wybrałabym chyba ostatnią cechę.

11. Jaka jest pierwsza rzecz, która przychodzi Ci do głowy do zrobienia, kiedy masz wolny dzień :)?
Leżenie w łóżku pod kocem z kubkiem herbaty! Z filmami albo książką, gazetą. Oczywiście z Lubym obok.

To by było na tyle :) W zanadrzu czeka jeszcze tag Wiem, co jem, ale na niego odpowiem innym razem, coby Was nie przeładować informacjami ;)

8 maja 2012

Akcja: Przeżyć za 50 złotych w maju

Po nieco dłuższej rozłące (czerapałam garściami z "weekendu" majowego, który w praktyce okazał się jedenastoma dniami wolnego ;)) wracam do blogosfery, mając nadzieję, na powrót do rytmu 1 post tygodniowo.


Na początek oznajmiam, że dołączam do akcji, jaką organizuje Belleoleum - Przeżyć za 50 złotych w maju. Co miesiąc obiecuję sobie wydawać mniej na kosmetyki, i tak oto od stycznia, co miesiąc obiecuję sobie kupować tylko "must-have", a w praktyce w drogeriach zostawiam po ok. 100-150zł miesięcznie... Brzmi nieco strasznie, tym bardziej, że naprawdę wydaje mi się, że nie kupuję aż tak dużo zbędnych kosmetyków. Fakt, że w tym roku trafiło mi się przyjemnie wysokie stypendium i świadomie pozwalam sobie trochę zaszaleć (połowę ze stypendium co miesiąc niezaprzeczalnie odkładam, żeby nie było ;)). Jednak teraz pora powiedzieć sobie stop, w końcu to tylko miesiąc, na pewno przeżyję bez kupowania n-tego lakieru do paznokci, kremu do rąk czy balsamu do ust... Prawda?

Tak więc, wszem i wobec oznamiam, że w maju nie wydam na kosmetyki więcej niż 50zł! Akcję podsumuję sprawozdaniem z zachowanymi paragonami, coby być fair ;).

Któraś z Was także ma ochotę dołączyć do akcji? :>

23 kwietnia 2012

Kwietniowe zakupy (photo heavy)

Liczba rzeczy do zrecenzowania ciągle rośnie i rośnie, a mój czas niestety w jakiś dziwny sposób się kurczy... Ten semestr daje mi naprawdę nieźle w kość, jest to zdecydowanie najcięższy semestr w mojej dotychczasowej studenckiej karierze i dosłownie odliczam dni, w które jeszcze będę musiała się pojawić na uczelni do momentu wakacji (licząc tylko te najcięższe, to jeszcze 24)... Może nawet nie chodzi o trudność przedmiotów, ale podział godzin sprawia, że 3 dni w tygodniu mam zajęte od rana do nocy, dosłownie, dwa z pozostałych zajęte połowicznie, a dwa ostatnie chcę przeznaczyć albo na naukę, albo na całkowity odpoczynek i regenerację... Może 3 przekichane dni w tygodniu to dla niektórych mało, ale te są tak intensywne (a zajęcia tak "rozpieprzone", przepraszam za wyrażenie), że potem brakuje mi siły na cokolwiek, a entuzjazmu już na pewno. Okej, tyle jojczenia, przechodzę do rzeczy ;).

W ciągu ostatniego miesiąca zrobiłam sporo zakupów, choć staram się z tym trochę zwolnić. Jednak pochwalę Wam się ostatnimi, najbardziej satysfakcjonującymi mnie zakupami. Oto i one:


Na pierwszy rzut łupy z Rossmanna:
  • Isana Hair, Odżywka wygładzająca włosy - 3,99zł (promocja) - czyli słynna odżywka z olejkiem Babassu (wcielam w życie projekt naprawdę solidnego dbania o włosy);
  • Alterra, Krem do mycia twarzy z wyciągiem z dzikiej róży - 8,99zł - kupiłam, bo czytałam pochlebne recenzje, a ja potrzebuję czegoś delikatnego do mycia twarzy. Jednak chyba trochę się na tym produkcie zawiodłam...
  • Gąbka Konjac - 14,99zł - czyli hit ostatnich czasów w blogosferze. I ja dałam się skusić, choć chyba i tutaj spotkało mnie małe rozczarowanie... Ale gąbeczka jest dopiero w fazie testów, więc wszystko się może zmienić;
  • FussWohl, Pumeks - 3,99zł - bo niestety na piętach i na podbiciu pojawiło mi się kilka nieładnych zrogowaceń i chcę im wytoczyć wojnę przed latem, a do kremów i peelingów nie mam cierpliwości, więc wytoczyłam ciężkie działo :P;


  • Schwarzkopf, Perfect Mousse - 17,99zł (promocja) - farbuję włosy od jakichś 6 lat, więc sporo już farb przetestowałam, ale ta to niekwestionowany numer jeden i chyba pozostanę jej wierna na dłużej. Ten odcień to 500 - średni brąz, wcześniej używałam odcienia "orzech laskowy", którym wiele osób się zachwycało, ale ja stwierdziłam, że wolę chłodniejszą tonację;
  • Top Choice, Blok polerski do paznokci - ok. 6zł - to już nie Rossmannowski zakup. Kupiłam, bo po piłowaniu paznokci często zostają mi małe "zadziorki", a ten blok ma im zaradzić;
  • H&M, Bronzing Powder - 14,99zł -co prawda mój nieśmiertelny bronzer Essence jeszcze nawet nie dobił zarysu dna, postanowiłam kupić ten. Zachwycił mnie odcień, jasny, kawowy, bez grama pomarańczu. Ideał dla bladolicych!;
  • Inglot, Cień do brwi, nr 569 - 10zł - bo postanowiłam znów mocniej podkreślać brwi (a nie tylko żelem Delii). Zdałam się całkiem na łaskę pani z Inglota i wybrała mi dość ciemny, chłodny brąz, jednak ciężko nim zrobić sobie krzywdę, bo jest średnio napigmentowany (moim zdaniem to plus, efekt można stopniować);


Nieco wcześniejsze zakupy z Drogerii Natura:
  • Catrice, LE Hidden World, Eyeshadow souffle - 14,99zł - skusiłam się na 2 odcienie, choć początkowo planowałam tylko jeden, różowy - Rosy&Cosy. Przypomina mi delikatniejszą wersję słynnego kobowego Golden Rose - róż z odrobiną złota. Drugi odcień, beżowy Yes, I Wood, zachwycił mnie efektem rozświetlenia - moim zdaniem to genialny rozświetlacz do twarzy;
  • Essence, LongLasting eye pencil - 6,99zł - kolejna cudowna LL-ka do kolekcji, piękny fiolet - odcień 16 coolest chic;
  • My Secret, Satin Tuch Kohl - 7,49zł - neonowo żółta kredka do oczu z nowej serii, odcień 15 Lemon - idealna na lato;
  • Bell, Air Flow - 11,99zł - zapałałam uwielbieniem do lakierów Bell, a mięta chodziła za mną miesiącami. Ten odcień to chyba 512, jest naprawdę świetny.
  • Na zdjęciach brakło, ale gości już u mnie na półce - olej do włosów Dabur Vatika. Zaczynam systematycznie olejować włosy i pić skrzypokrzywę, mam nadzieję, że efektami będę się cieszyć już niedługo.


Dajcie znać, czy znacie któreś z tych produktów i co o nich myślicie :) Życzę Wam udanego tygodnia, a sobie duuużo wytrwałości i spokoju w boju ze studiami i własnym strachem ;)

14 kwietnia 2012

30 Day Shred - podsumowanie i efekty!

I oto skończyłam! Jeszcze miesiąc temu pisałam Wam o tym, że zaczynam program ćwiczeń 30 Day Shred autorstwa Jillian Michaels, a tutaj już "po" :) Pora na moje przemyślenia i najważniejsze... efekty!
Najpierw moja mała "recenzja" i własna opinia o shredzie. Jeśli Was to nie interesuje, możecie od razu przeskoczyć na koniec notki, gdzie piszę o efektach ;).

Przygotujcie się na epopeję odnośnie shreda ;)


Podczas 30 Day Shred nadal trzymałam się diety (może lepsze jest tutaj słowo "uważałam na jedzenie", bo żadnej konkretnej diety nie stosuję), po każdych ćwiczeniach (które wykonywałam na czczo, zaraz po obudzeniu - ponoć takie dają największego kopa metabolizmowi) brałam prysznic i masowałam uda, pośladki, brzuch i ramiona szczotą-zabójcą z Rossmanna, którą niedługo tu zaprezentuję oraz smarowałam ciało dość regularnie (poza ostatnimi 10 dniami) serum wyszczuplającym i serum do biustu Eveline. Tak więc  być może niektóre czynniki się zsumowały na osiągnięte efekty, ale jednak nie da się ukryć, że moim zdaniem, poza dietą, 85% sukcesu to kwestia shreda.

O programie: Program treningowy trwa 30 dni, z czego każde 10 przeznaczone jest na inny level (poziom). Teoretycznie nie powinno się w ciągu tych 30 dni zrobić ani dnia przerwy, ale czasami jest to niezależne od nas, choć dla chcącego nic trudnego - bardzo chciałam zrobić te 30 dni bez ani jednego dnia przerwy, ale jednak po świętach odwiedziliśmy na 2 dni mam-nadzieję-przyszłą-szwagierkę, a jako że ona mieszka w bloku, nie mogłam ryzykować, że sąsiadom z dołu tynk z sufitu odpadnie podczas gdy ja będę hopsać przy shredzie :P. Tak więc jeśli o mnie chodzi, cały cykl wykonałam z 1 dniem przerwy (z czego i tak jestem dumna, najgorsze było wstawanie ok. 5:45, aby poćwiczyć rano przed zajęciami rozpoczynającymi się o 8...).

Levele, jak łatwo wywnioskować, są 3 i każdy różni się od poprzedniego trochę wyższym poziomem trudności. Jednak "trudność" uznałabym za kwestię bardzo subiektywną, z tego co wiem, każdy inaczej ocenia poszczególne levele. Każda seria ćwiczeń składa się z 3 circuit (okrążeń?). Każdy circuit to 3 minuty ćwiczeń siłowych, 2 minuty cardio i 1 minuta abs, czyli ćwiczeń na brzuch. Każdy trening to w sumie 30min (rozgrzewka + 3 circuits + rozciąganie), jednak dla mnie po shredzie koniecznością był pysznic (pot naprawdę potrafi lać się ciurkiem), więc w sumie na trening i ogarnięcie się po nim potrzebowałam ok. 45-60min.

Jillian ćwiczy z dwiema innymi dziewczynami - Natalie i Anidą, Natalie wykonuje ćwiczenia na poziomie zaawansowanym, Anida - dla początkujących. Jilliam robi coś pomiędzy ;). I właśnie a propos samej Jilian - dużo nawija, motywuje i tłumaczy, co ja uważam za plus - podczas ćwiczeń mało co patrzę na ekran netbooka, głównie słucham jej instrukcji. Niektórzy ją uwielbiają, inni nienawidzą, ja raczej należę do grupy tych pierwszych ;). Mnie tam ona motywuje i naprawdę ją lubię.

Jeśli chodzi o ekwipunek, do każdego levelu potrzebujecie właściwie tylko hantli - Jilian zaleca hantle o wadze od ok. 1,5-2,5kg. Ja stosowałam 2kg, ale przed shredem już trochę ćwiczyłam mięśnie rąk. Poza tym bardzo przyda się mata, bo wiele ćwiczeń wykonujemy na leżąco. Od siebie dodam, że warto do ćwiczeń podejść serio i kupić też dobre ubrania - ja bardzo doceniłam wygodne adidasy (na boso raczej nie dałabym rady tego robić) oraz dobry, sportowy stanik. Mam rozmiar (a raczej miałam, o tym w efektach...) 75FF i mój biust potrzebował mocnego wsparcia ;). Na eBayu kupiłam genialny biustonosz sportowy Shock Absorber (niecałe 100zł z wysyłką, w sklepie stacjonarnym w Polsce te biustonosze kosztują ponad 200zł) i biust podczas ćwiczeń tkwi posłusznie na swoim miejscu, dla mnie to stanikowe objawienie.

A teraz już bardziej szczegółowo:
Level 1: Przyznałabym mu drugie miejsce pod względem trudności. Po pierwszym i drugim dniu miałam niemiłosierne zakwasy, ale potem już właściwie zniknęły i nie wracały. Najbardziej we znaki tutaj dawały mi się ramiona, na drugim miejscu uda. Po pierwszej serii ćwiczeń nie mogłam podnosić rąk do góry. Podczas tej serii na początku potrzebowałam dwóch kilkunasto-kilkudziesięcio sekundowych przerw, pod koniec dawałam sobie tylko jedną, 15-sekundową przerwę (po przysiadach z ciężarkami w circuit 1, przed pajacykami w części cardio - dla mnie zrobienie tego po sobie bez chwili przerwy wydaje się niemożliwe :P).

Level 2: Nienawidzę go :P. Nie wiem czemu, bardzo mnie ten level irytował, ale nadal dzielnie ćwiczyłam. Na początku potrzebowałam 2, nawet 3 krótkich przerw, pod koniec levelu robiłam 1-2 przerwy w czasie serii ćwiczeń. Dla mnie ten level był najtrudniejszy, a najbardziej znienawidzone ćwiczenie to "lunges" - nie mogłam koncentrować się na dobrym wykonywaniu ćwiczeń, bo traciłam równowagę, szczególnie przy wykroku do tyłu... Poza tym przy planku ślizgały mi się ręce i to też mnie zniechęcało.

Level 3: Dla mnie porównywalny do levelu 1. Nie wiem, czy naprawdę jest najłatwiejszy, czy to kwestia wyrobienia kondycji, ale od samego początku nie potrzebowałam ani chwili przerwy podczas wykonywania ćwiczeń. Jak dla mnie to chyba najfajniejszy level, chociaż zamieniłabym ostatnią serię abs na ostatnią serię abs z levelu 2 - jakoś mi ten boczny plank nie idzie... Poza tym przy ćwiczeniu kiedy "plankujemy" na hantlach znów miałam problem ze ślizgającymi się hantlami, co niestety nie pozwalało mi robić całości ćwiczenia na poziomie zaawansowanym...
Jako "ciekawostka" - nadal nie umiem robić "męskich" pompek! Czuję, że ręce mam silniejsze niż na początku, ale pompki mi nadal nie idą. Wiem, że wiele dziewczyn, które w ogóle męskich pompek nie umiały, uczyły się ich już pod koniec levelu 1. A ja nadal nie umiem i robię tylko damskie...

A teraz, skoro już napisałam wszystko, co miałam do napisania w kwestii "teorii", przejdźmy do "praktyki"... Efekty! Niesamowicie czekałam na końcowe mierzenie i naprawdę byłam niesamowicie ciekawa, ile centymetrów i gdzie zgubiłam... Zobaczcie same. Poniżej podaję różnicę wymiarów, czyli o ile centymetrów dana część ciała zmalała:

Biust: 3cm (z 75FF do 75DD... :<)
Talia: 2cm
Brzuch: 2cm
Biodra: 2cm
Udo: 2cm (i z tego cieszę się najbardziej!)
Ramię: 0,5cm
Waga: ok. 2-2,5kg
Obecnie nie mam do dyspozycji swojej ulubionej wagi cyfrowej, a jedynie "strzałkową", więc pomiar nie jest 100% pewny. Chudłam nadal mniej-więcej w swoim tempie, ok. 0,5kg/tydz.

Spodziewałam się odrobinę lepszych rezultatów, ale nie mogę narzekać. Niepotrzebnie chyba porównywałam się do wyników innych blogerek (niektóre amerykańskie twierdzą, że zgubiły nawet po 12cm w talii O.o). Każdy jednak chudnie w swoim tempie i jak dla mnie dobre i 2cm miesięcznie ;).

Poza tym zauważyłam też różnicę w wyglądzie mojego ciała. Niektóre fałdki zniknęły (szczególnie na plecach), wyrzeźbiły mi się ramiona (moje utrapienie...), no i... uda! Do tej pory nic nie sprawiało, żebym widziała róznicę w grubości moich ud, aż przyszła pora na shred... Wydaje mi się, że uda i pupa naprawdę mi zmalały :) Poza tym znacznie zmniejszył mi się cellulit (ale to może być zasługa szczoty-zabójcy z Rossmanna i serum Eveline).

Podsumowując, dla mnie ćwiczenia Jillian są objawieniem i dłuuugo zastanawiałam się, co zrobię ze sobą po shredzie. Na ratunek przyszedł trening Ripped in 30 jej autorstwa i od jutra mam zamiar wcielić go w życie :)

PS: Zdjęciami przed/po Was nie uraczę, na razie jednak jeszcze za bardzo się wstydzę ;) Może na sam koniec odchudzania odważę się opublikować zdjęcia sprzed i po.

11 kwietnia 2012

TAG: 50 pytań do... Ev!

Z małym opóźnieniem w stosunku do innych blogerek, ale jednak - i ja postanowiłam dać Wam szansę do zadania mi wszelkich pytań, które Was męczą i intrygują ;). Od dawna myślałam o napisaniu takiego posta na blogu, a skoro teraz jest ku temu taka okazja - nie mogłam nie skorzystać!


Zasady:
1. Napisz od kogo otrzymałaś tag i zamieść link do bloga osoby, która Cię wyróżniła.
2. Wklej logo tagu wpisując wcześniej swój nick.
3. Odpowiedz szczerze na 50 pytań zadanych w komentarzach pod notką.
4. Nominuj dowolną ilość blogerek, o których chcesz się czegoś dowiedzieć :)

Ad. 1. Taga "osobiście" nie otrzymałam, jednak kilka bloggerek zachęcało do wykonania taga wszyskie te, które mają na to ochotę (np. Atqa), więc skorzystałam z takiego otwartego zaproszenia ;)
Ad. 2. Done.
Ad. 3. Czekam na Wasze pytania w komentarzach! Postaram się odpowiedzieć na każde, ale zastrzegam sobie prawo do przemilczenia niektórych pytań, jeśli uznam że są np. zbyt osobiste.
Ad. 4. Nominowanych już było tyle blogerek, że nie jestem w stanie żadnej "nieotagowanej" wymienić. Zapraszam każdego, kto tylko ma ochotę skorzystać z taga! (Tutaj znajdziecie "pusty" tagowy obrazek).

6 kwietnia 2012

Mój BlogBox!

Kopnął mnie zaszczyt i dostałam BlogBoxa jako jedna z pierwszych osób, bo już w poniedziałek! :) Zdjęcia zrobiłam od razu (niestety koniecznością była lampa), ale dopiero dziś znalazłam chwilę czasu, aby móc pochwalić się tym cudnym pudełkiem na blogu :)

Paczka mnie była dla mnie zaskoczeniem, bo nastawiałam się na otrzymanie BlogBoxa raczej po świętach... Jednak listonosz przyniósł mi dość pokaźnych rozmiarów paczkę, a po zdarciu papieru pakownego moim oczom ukazało się śliczne, niebieskie pudełko z delikatnymi ornamentami...


Z sercem bijącym szybciej od podekscytowania (Mój pierwszy box ever! W dodatku od kogo? Co w nim znajdę?) uchyliłam wieczko pudełka, a moim oczom ukazał się bardzo fajny chaosik ;) Czyli ścinki czerwonej tektury i białego papieru. W nos uderzył mnie bardzo przyjemny, słodki zapach - od razu wiedziałam, że w środku znajdę coś, co mi się spodoba! Zanurzyłam łapki w pudełku, aby z tego morza papierowych kawałeczków wyłowić po kolei moje "smakołyki"...


Oto i one! Box bardzo trafiony, bowiem każda rzecz (no, może poza lakierem do paznokci ;)) jest rozkoszą dla mojego nosa i na pewno okaże się fantastyczna również dla mojego ciała :) Po wydobyciu kosmetyków od razu dorwałam się do liściku (który nie załapał się na zdjęcie) - okazało się, że taką niespodziankę zszykowała mi TheOleskaaa, za co jej ogromnie dziękuję! Do tej pory przetestowałam "tylko" balsam do ust i masło do ciała i obywda kosmetyki mają genialne zapachy i bardzo dobre działanie.

 Poniżej szczegółowy spis moich smakołyków (tak, ta nazwa bardzo pasuje):
  • Paloma, Body SPA - Czekoladowe masło do ciała odżywczo-nawilżające. Rozpieszcza ciało i zmysły, ekspresowo odżywia - odpis producenta całkowicie trafiony, masło naprawdę rozpieszcza ;);
  • Nivea, Vitamin Shake - Żurawinowo-malinowa pomadka do ust - Pięknie pachnie! Bardzo fajnie pielęgnuje i z chęcią będę ją używać (chociażby dla zapachu :)). Miałam ją nawet w planach kiedyś kupić, ale zrezygnowałam, no i proszę - oto mam!; 
  • MIYO - Lakier do paznokci w odcieniu 26 - Pacific - kremowy, zgaszony niebieski, na pewno przyda się do letnich manicure;
  • LUSH - Mydełko z owsianką porridge - Co za niespodzianka! Nigdy nie miałam do czynienia z produktami Lush i już pogodziłam się z faktem, że raczej to się nie zmieni... Nawet mi przez myśl nie przeszło, że dostanę produkt Lusha w boxie! Mydełko przepięknie pachnie, jeszcze go nie testowałam, bo ciągle jakoś mi żal... ;) Ale niedługo na pewno ruszy do testów;
  • The Bomb - Pan Pierniczek, czyli kremowa kuleczka do kąpieli - To ten mały pan był sprawcą całego zapachowego zamieszania w boxie :) Mimo, że był zamknięty w woreczku na "zip", to jego zapach rozniósł się po całym pudełku. Pachnie wprost nieziemsko i nie wiem, czy kiedykolwiek któraś z moich kąpieli stanie się godna takiego towarzystwa ;);
  • Palmer's - Massage cream for stretch marks - Bardzo chętnie przetestuję! Przyda się, bo z rozstępami mam problem, a jak próbka okaże się dobra, może kiedys pokuszę się o zakup pełnowymiarowego produktu :). 
Jak same widzicie box naprawdę świetny, wszystkie rzeczy są genialne, ale chyba najbardziej cieszy mnie fakt, że będę miała okazję przetestować kosmetyki firm niedostępnych w Polsce - Lush, The Bomb czy Palmer's. Ale przecież masło, balsam i lakier też są świetne... Ech, ech, ech :)

Brawa za całą inicjatywę oczywiście należą się Obsession! Cudowna akcja! :)

PS: Teraz już mogę zdradzić - ja swojego boxa przygotowałam dla Kolorowego Pieprzu, możecie go zobaczyć tutaj :)

2 kwietnia 2012

Mój własny GlamBox :)

Dziś krótko, zwięźle i na temat. W ogóle to będzie chyba najkrótsza notka w historii tego bloga ;) A mianowicie chiciałabym Wam przedstawić mieszkanko, w którym już jakiś miesiąc odpoczywają moje cienie do powiek:
Oto mój własny GlamBox :) Można go kupić w Glam-Shopie (ten i wiele innych wzorów, a nawet inne rozmiary). Ja sobie upatrzyłam wzór (różowy kwiat) jeszcze w styczniu, ale jak zdecydowałam się go kupić, to akurat skończył się w magazynie... Poczekałam jakieś 2 tygodnie i już mogłam go "kliknąć". Na przesyłkę czekałam około tygodnia.
GlamBox jest dość sporych rozmiarów, ale znów nie jest jakiś przeogromniasty (wybaczcie, mój wrodzony leń każe mi zostać w łóżku zamiast iść zmierzyć... Jak poprosicie w komentarzach o wymiary, to się pofatyguję ;)). Moje cienie spokojnie się nim pomieściły i jeszcze sporo miejsca zostało. GlamBox jest bardzo porządnie wykonany, a przy tym lekki. Trochę ciężko się go otwiera, ale to wszystko kwestia wprawy (i "wryobienia" zamknięcia). Po zamknięciu można go odwrócić do góry nogami i lekko potrząść, a cienie i tak zostają na miejscu, za co należy się ogromny plus! 

Niestety, niektóre cienie ucierpiały podczas przeprowadzki (najbardziej nowiuteńki c'mon chameleon od Catrice, którego nawet nie zdążyłam raz użyć, a połowa się pokruszyła... :( ), kameleona nie chwyta też magnes, będę musiała coś w związku z tym wykombinować. Kolory cieni niestety odrobinę przekłamane, bo zdjęcie robiłam w pełnym słońcu (kiedy takowe jeszcze nas odwiedzało). Jakby Was jednak jakieś cienie zainteresowały, pytajcie śmiało :)
Nie muszę chyba dodawać, że taka forma przechowywania cieni jest bardzo wygodna! Wszystkie z powyższych cieni wcześniej przechowywałam w pojedynczych, ewentualnie podwójnych opakowaniach (w jakich je kupiłam), zajmowały naprawdę sporo miejsca, nie mówiąc o tym, że za każdym razem z szufladki musiałam wyciągać określone opakowania. Teraz wyciągam całą paletę, wszystko mam pod ręką, co nie tylko daje komfort wykonywania makijażu, ale też pobudza kreatywność ;). Zdecydowanie polecam!