2 listopada 2011

Czerwień w każdej postaci


Postanowiłam dołączyć się do akcji organizowanej przez Lady-Flower123 - możecie o niej przeczytać na jej blogu :). Pozwolę sobie skopiować tekst z tego bloga, odnośnie tego, na czym polega zabawa:

1. Raz na tydzień umieszczacie na swoim blogu posta o tej tematyce (może to być coś dowolnego np. stylizacja, makijaż, paznokcie).
2. Chciałabym, że tak powiem zebrać to wszystko "do kupy" po zakończeniu akcji jeśli tylko pozwolicie i umieścić to w kilku notkach posegregowanych na działy.
3. Zabawa trwa od dziś do świąt Bożego Narodzenia.
4. Oczywiście nie musicie ściśle przestrzegać ram czasowych i ilości notek. To ma być dla Was zabawa, wyzwanie.
Jedyne o co prosiłabym Was to zapoznanie swoich czytelniczek z trwającą akcją i wklejenie bannera w notce.

Ja osobiście podejmuję się wyzwania, mam nadzieję, że w nim dotrwam - w końcu do świąt pozostało tylko 7 tygodni ;) (o ile dobrze liczę ;))

30 października 2011

Dermactol - Krem do stóp - Intensive Foot Care

Ostatnim już produktem, jaki otrzymałam w rozdaniu Dermactolu jest krem do stóp - Intensive Foot Care. Dzisiaj przedstawiam Wam jego recenzję :)



Szczerze powiedziawszy kremy do stóp stosuję baaardzo rzadko, a właściwie to nigdy. Dlatego moja recenzja nie będzie pewnie zbyt rozwlekła, ponieważ nie mam ani wprawy ani porównania w pisaniu takich recenzji.



Opakowanie jest niemal identycznie jak to, w którym otrzymujemy krem do rąk tej firmy. Tubka jest mała, plastikowa i poręczna. Dość ascetyczna w designie, ale w końcu to kosmetyk dermatologiczny. Krem ma kolor biały, a konsystencja jest dość dziwna - kremowa, ale równocześnie jakby lekko... piankowa? Nie wiem jak to określić, mam nadzieję, że widać to na zdjęciu ;) Krem po prostu ma w sobie jakby grudki, które wyglądają jak ścięta piana. Zapach jest subtelny, typowy dla większości aptecznych kremów i maści. Dość szybko się wchłania.




Samo działanie kremu uważam za dobre, ale zachwytu też nie ma. Skóra moich stóp nie jest zbytnio wymagająca, choć czasami zdarzają mi się odciski i pewne zgrubienia. Krem nawilża stopy, nieco zmiękcza naskórek, ale nie jest to żaden powalający efekt... Stosowałam kiedyś o wiele tańszy krem Ziaji do stóp i działał bardzo podobnie, choć tamten pozostawiał nieprzyjemny tłusty film na stopach, a ten się po prostu wchłania.

Co: Dermactol, krem do stóp - Intensive Foot Care
Ile: 75 ml / ceny nie jest mi znana, ponieważ kosmetyk wygrałam

Jak: 6/10


PS: Nazbierało mi się mnóstwo zdjęć do planowanych recenzji, w dodatku testuję kosmetyki otrzymane od Hean, a wczoraj dostałam jeszcze zaległy prezent urodzinowy od mam-nadzieję-przyszłej-szwagierki, który składa się w ogromnej większości z kosmetyków :) Tak więc mam nadzieję, że nie braknie mi weny i wytrwałości w  testach i notkach i będziecie miały co czytać na moim blogu w te jesienne, długie wieczory :)

27 października 2011

Dermactol - Balsam do ciała Panthe Vera

Kolejnym produktem, jaki wygrałam w rozdaniu Dermactol jest balsam do ciała Panthe Vera Treatment Lotion - ulga dla podrażnionej i zaczerwienionej skóry z powodu wysuszenia lub oparzeń słonecznych.



Na samym początku zdziwił mnie rozmiar opakowania... Nie wiem czemu, jakoś przyzwyczaiłam się do balsamów w dość dużych buteleczkach. Ta nie jest mała, ale jednak spodziewałam się czegoś większego. Zdecydowanym plusem jest już opakowanie samo w sobie - wykonane z dość twardego plastiku (nie wgniata się pod naporem palców) z praktyczną, sprawnie działającą pompką. Dzięki temu buteleczka pozostaje czysta, a my mamy wygodę dozowania produktu.



Skoro już jestem przy dozowaniu - tutaj niestety największy minus balsamu. Jest on bardzo mało wydajny, po dwóch użyciach właściwie zniknęła 1/5 zawartości... Balsam jest dość rzadki, ale nie spływa z ciała w niekontrolowany sposób. Łatwo się rozprowadza i szybko wchłania. Ma biały kolor. Zapach jest bardzo delikatny, taki kremowo-łagodny, nie potrafię go bardziej sprecyzować.
Co do samego działania - ma być, wg obietnic producenta - łagodzące i chłodzące. Działanie chłodzące jest bardzo delikatne, nie ma mowy o trzęsieniu się z zimna (co np. zdarzyło mi się po stosowaniu balsamu Perfecty na rozstępy :P). Nie mam bardzo wrażliwej skóry, ale jednak czasami jest ona podrażniona. Kiedy stosowałam balsam po goleniu nóg, o dziwo, zauważyłam delikatne szczypanie. Jednak mimo tego, na skórze nie pojawiły się żadne zaczerwienienia, jak to często zdarza się po depilacji. Za to zauważyłam inne działanie balsamu, które mnie bardzo pozytywnie zaskoczyło. Otóż od jakichś 3 tygodni borykałam się z wysypką, jaka pojawiła mi się na udach. Wysypka przede wszystkim brzydko wyglądała, ale też odrobinę swędziała i nie miałam pojęcia, od czego to się stało. Już pogodziłam się z faktem, że pewnie po jakimś czasie sama zniknie i jak zawsze po wieczornym prysznicu posmarowałam sobie całe ciało balsamem. Jak ogromne było moje zdziwienie, gdy rano wysypka zbladła niemal całkowicie, a o jakimkolwiek swędzeniu zapomniałam! Balsam stosowałam regularnie przez kilka dni, a po wysypce nie ma już prawie śladu. Naprawdę zrobiło to na mnie wrażenie ;) Poza tym, że balsam zlikwidował u mnie wysypkę niewiadomego pochodzenia, to naprawdę dobrze nawilża skórę.




Podsumowując, uważam balsam za naprawdę dobry produkt do wrażliwej skóry. Szybko się wchłania, bardzo subtelnie pachnie, łagodzi podrażnienia i dobrze nawilża skórę. Aplikacja jest łatwa i przyjemna, jedynym minusem jest jedynie bardzo mała wydajność.

Co: Dermactol, Panthe Vera - Treatment Lotion, Balsam do ciała o działaniu łagodzącym
Ile: 180 ml / cena nie jest mi znana, ponieważ kosmetyk wygrałam
Jak: 7/10

26 października 2011

Dermactol - Krem do rąk - na suchą, szorstką i popękaną skórę

Jakiś czas temu otrzymałam w ramach wygranego rozdania zestaw kosmetyków marki Dermactol. Dzisiaj przedstawiam Wam recenzję pierwszego z nich - kremu do rąk do skóry suchej.


Zacznę od opakowania - tubka jest dość mała i poręczna, plastik jest taki w sam raz - nie za twardy, nie za miękki, bez problemu można wycisnąć produkt z tubki. Opakowanie jest dość "apteczne" - białe z granatowymi napisami. Ale liczy się przecież wnętrze ;)



Krem ma gęstą konsystencję - na opakowaniu widnieje wiadomość, że jest on mocno skoncentrowany - i leko żółtawy kolor. Pachnie mi jakąś apteczną maścią, jednak nie jest to jakiś brzydki lub wyjątkowo nachalny zapach.
W ciągu dnia używam kremów sporadycznie, za to zawsze na noc kładę na dłonie grubą warstwę - w zimie dodatkowo zakładam bawełniane rękawiczki, aby krem mógł lepiej zadziałać. Tego kremu w ciągu dnia używałam rzadko, stosowałam go właśnie głównie na noc. Konsystencja kremu mi bardzo odpowiada, łatwo się rozprowadza, ale nie spływa z dłoni. To, co mnie zdziwiło, to fakt, że krem właściwie wcale nie jest tłusty. Nie pozostawia na skórze tłustego filmu, a raczej uczucie miękkości i takiej... aksamitności. Według mnie krem bardzo dobrze nawilża (moja skóra nie jest przesuszona, ale czasami jesienią i zimą zdarzają mi się pęknięcia na palcach wskazujących).



Podsumowując, uważam że to naprawdę dobry, intensywnie nawilżający krem do rąk, choć ze skórą bardzo suchą mógłby sobie nie poradzić.

Co: Dermactol - Krem do rąk na suchą, szorstką i popękaną skórę
Ile: 75 ml, cena nie jest mi znana, ponieważ kosmetyk wygrałam.
Jak: 8/10

22 października 2011

How do you judge a book?

Siedzę właśnie u Lubego świętując moje urodziny (które były wczoraj), ale niestety przeziębienie dopadło mnie na dobre, co trochę przeszkadza w stuprocentowym świętowaniu. Co prawda powoli się kuruję, ale na razie mam dla Was jeszcze nowej recenzji. Za to postanowiłam podzielić się filmikiem-reklamą, na który pewnie większość z Was już trafiła - reklama Dermablend - Go Beyond The Cover, w której występuje słynny m.in. z teledysku Lady Gagi Zombie Boy. Według mnie reklama jest genialna, znaleźli świetny pomysł na wypromowanie produktu. W dodatku prostota wykonania i hasło reklamowe, które bardzo mi się podobają... Myślę, że ta reklama po prostu zasługuje na osobny post ;)



A jaka jest Wasza opinia na ten temat? :)

19 października 2011

Paczki - od Hean oraz nagroda w rozdaniu + haul: otwarcie Futura Park Kraków

Od niedzieli gnębi mnie jakieś przeziębienie i nawet mam stan podgorączkowy - a to mi się ostatnio zdarzyło ze dwa lata temu. Mimo to w poniedziałek i wczoraj bylam na uczelni, a dzisiaj jedynie odpuściłam sobie jeden wykład, jednak mimo to - pewnie niemądrze - nie zostałam w łóżku, ale wybrałam się z Mamą do Futura Park - Factory, które otworzyli pod Krakowem, bardzo niedaleko mojego domu. Wspominałam o tym centrum handlowym już w tym poście).

Najpierw jednak napiszę Wam o paczkach, które do mnie ostatnio dotarły. Wczoraj pan kurier przywiózł mi paczkę od Hean, z którą to firmą niedawno nawiązałam współpracę. Gdy na blogach zaczęły pojawiać się zdjęcia promocyjne wypiekanych cieni, oszalałam na punkcie kolorów Cobalt Blue i Royal Violet. I przemiła Pani Magdalena w paczce przysłała mi te dwa cienie (napisałam w mailu do niej, jak bardzo mi się podobają) oraz tusz do rzęs Boom Lashes - czeka w kolejce do wypróbowania, bo na razie muszę skończyć choć jeden z otwartych tuszy - oraz czarną, automatyczną kredkę do oczu. Wszystkie rzeczy przypadły mi do gustu i z radością biorę się do testów :)




Dzisiaj z kolei dotarła do mnie paczka z nagrodami z rozdania, które wygrałam na blogu Cosmetics Freak. Sporo w niej cudowności, które możecie zobaczyć na zdjęciu. Ja najbardziej cieszę się z tego, że w końcu będę mogła wypróbować kępki sztucznych rzęs. Błyszczyk również prezentuje się pięknie (taki zgaszony róż, nieco inaczej wygląda w rzeczywistości niż na zdjęciu). Najbardziej zaskoczyła mnie kredka - po pierwszych testach okazała się ogromnie trwała! Tarłam rękę chusteczką higieniczną, a kreska nie dość, że nie zniknęła, to nawet się nie rozmazała!



Na sam koniec wrócę do tematu, który poruszyłam na początku - Futura Park Kraków. Nawet przeziębienie nie przeszkodziło mi w wybraniu się na zakupy ;) Nie jestem w stanie wypisać Wam wszystkich sklepów, jakie tam znajdziecie, a niestety nie było żadnych ulotek promocyjnych :(.

Podaję przykłady kilku sklepów z setek, które się tam znajdują (niektóre z nich są standardowe, znaczna większość outletowa): United Colors Of Benetton, Ecco, Zebra, Reserved, Mohito, Calzedonia, Gatta, Triumph, Księgarnia Matras, C&A (naprawdę duży!), RTV euro AGD, Douglas, Super-Pharm (ogromny, większy niż w Galerii Krakowskiej chyba i bardziej przypomina mi Rossmanna), Inblu, Queen, Quiosque, House, Diverse, Nike, Reebook, Lee, Wragnler, Empik Cafe, Tchibo, Coffee Heaven, Wittchen, Ochnik, stoisko Vipery, Deichmann, CCC i naprawdę mnóstwo innych!

W Douglasie dzisiaj był konkursy i za odpowiedź na banalnie proste pytania (zadawane przez Irka Bieleninika) w stylu "Jaki kolor jest symbolem naszego sklepu?" dostawało się paczki z prezencikiem ;) Moja Mama wygrała dwie próbki perfum i jedną kremu Diora.
Największy szał panował chyba w Benettonie - mega obniżki, właściwie ogromna większość bluzek i spodni nie przekraczała ceny 60zł. Ja jednak nie znalazłam dla siebie nic, ale moja Mama kupila sobie dwa  golfy po 19zł. Jedynym minusem była kolejka, w której stałyśmy chyba 50 min - ekspedientki obsługiwały jednego klienta chyba 5 minut, to powinno iść o wiele sprawniej... Rozwaliła mnie też rozmiarówka - normalnie noszę rozmiar 40/42 - w C&A kupiłam sobie dwie pary jeansów w rozmiarze 40 - a w Benettonie rozmiar 48 był na mnie za mały! :/ Coś strasznie pochrzanili z rozmiarówką...
Ogromny ścisk panował też w sklepie, w którym można znaleźć ubrania Reserved, House, Mohito po przecenie - tam panowała promocja "druga rzecz za 1zł". Byłam już zmęczona i nie miałam siły stać po raz drugi w tak monstrualnej kolejce, więc odpuściłam...
Obłowiłam się za to w całkowicie nieznanym mi dotąd sklepie Queen. Zdziwiła mnie jedna rzecz - ubrania tam nie mają rozmiarów, jest tylko 'standardowy'! Mimo to, porównując dwie bluzki można było zauważyć, że jedna jest większa od drugiej. Wybrałam dla siebie "nietoperkowatą" bluzeczkę w beżowo-czerwono-czarno-szare paski za 49zł oraz granatowy kardigan przeszywany błyszczącą niebieską nicią również za tą samą cenę. Do tego piękną, granatową bransoletkę (pasuje do sweterka :D) za 19zł. Chciałam zrobić zdjęcia ubrań, ale moja szybka Mama zdążyła je już przeprać :P
Ostatnim punktem zakupowym był sklep, który bardzo lubię - C&A. Bardzo chciałam kupić sobie choć jedną parę spodni, a z tego sklepu wyszłam z dwiema parami świetnych, klasycznych jeansów - jedne granatowe, drugie szare. Łącznie zapłaciłam za dwie pary 76,80zł! Super cena :) Mimo, że C&A nie podpada pod outlet, trwała dziś promocja - 20% taniej na cały asortyment.
Poza zakupami ubraniowymi zrobiłyśmy też dużę zakupy w Super-Pharmie, który bardzo mi się spodobał. Niektóre promocje zwalały z nóg, np. nowy tusz Manhattanu w cenie 7,99zł zamiast 27,99zł! Nie kupiłam jednak, bo mam zapas tuszy. Ten sklep wydaje mi się ogromny, większy niż w Galerii Krakowskiej i bardziej przypomina mi Rossmanna. Kupiłyśmy sporo rzeczy do domu, ja kupiłam sobie eyeliner żelowy Essence w kolorze czarnym, bo takowego nie posiadam ;) Mają tam jedną szafę Essence, tą z eyelinerami, pędzelkami do oczu, serią I Love itp.
Największe kolejki poza sklepami ubraniowymi były oczywiście do RTVeuroAGD, ludzie hurtowo kupowali telewizory i inne tego typu sprzęty ;)
Wielkim Nieobecnym jak dla mnie jest H&M, nie mogę przeboleć, że nie zrobili tam tego sklepu... No ale może C&A mi to wynagrodzi ;)

PS: Nie mogę się powstrzymać i muszę napisać o jeszcze jednym fakcie... Zostało mi przydzielone stypendium naukowe z uczelni i się z tego ogroooomnie cieszę, bo kwota jest taka, o jakiej mi się nawet nie śniło :D

17 października 2011

EcoTools - pędzle do makijażu oczu

Jakiś czas temu, całkowicie spontanicznie kupiłam zestaw pędzelków do makijażu firmy EcoTools. Zakupu dokonałam na stronie sklepu iHerb. Przypominam, że  u góry bloga znajduje się link do strony ze szczegółową instrukcją, jak złożyć zamówienie w tym sklepie. O zakupach wspominałam także w tym poście.

Na początek kilka uwag praktycznych. Pędzle zamówiłam w niedzielę, a jeszcze tego samego dnia dostałam maila, że paczka została nadana. Paczka doszła do mnie dokładnie po 14 dniach, w poniedziałek. Na początku szczerze się zdziwiłam, bo tekturowe opakowanie miało na sobie... blankiet poczty polskiej! Wyglądało to jak paczka wysłana z Polski, żadnych "amerykańskich" oznak na paczce nie było... Jednak nie rozgryzałam tej zagadki, bo zawartość paczki była taka, jakiej się spodziwałam ;)
Jeśli chodzi o koszty to pędzelki w sklepie iHerb (tutaj macie link do tego zestawu) kosztują 7,22$. Przesyłka kosztowała mnie 4$, jednak przy pierwszym zamówieniu wykorzystałam kod promocyjny i dostałam 5$ zniżki. W sumie kosztowało mnie to 6,22$, przeliczając na złote polskie wg ówczesnego średniego kursu NBP - 19,29zł (w tej kwocie jest chyba 5%, które mój bank naliczył sobie za międzynardową transakcję internetową).

Pędzelki były zapakowane w kartonowe pudełko dość sporych rozmiarów. W środku pudełko było wypchane papierem, aby opakowanie z pędzelkami nie latało luzem po pudełku w trakcie transportu. Gratis otrzymałam jakieś dwie próbki - jedno to chyba kawa, drugie to napój witaminowy ;) Jeszcze ich nie piłam, ale lubię, jeśli sklep dorzuca coś od siebie.


Same pędzelki zapakowane są w torebkę z bardzo solidnego plastiku (co nieco kłóci się z ideą "eco"), u góry zapinana jest "zipem" czy jak to się nazywa ;) W środku znajdują się pędzelki umieszczone w bardzo przyjemnej i tym razem już sprawiającej wrażenie ekologiczności kosmetyczce z lusterkiem. Co najpierw rzuciło mi się w oczy? Rozmiar pędzelków! Wiedziałam, że nie będą one duże - w końcu to pędzelki do oczu - ale jakoś nastawiałam się na trochę dłuższy trzonek... Ale to żaden minus, po prostu jakoś nastawiałam się na większe. Pędzelki mają trzonki wykonane z jasnego, bambusowego drewna. Są bardzo wygodne w użyciu (malując się zawsze trzymam twarz blisko lustra i przy dłuższych trzonkach często stukam pędzelkiem o lusterko, tym razem nie ma problemu ;) ) i estetyczne. W dodatku - co uważam za genialną sprawę - mają na trzonkach wypalony napis, który informuje, do czego przeznaczony jest dany pędzelek - np. "highlight", "crease" itp.


Wszystkie pędzelki mają syntetyczne włosie, bardzo mięciutkie. Przy malowaniu żaden włosek nie wypadł, podobnie podczas prania. Włosie nie drapie w powiekę, bardzo fajnie nabiera cienie (a używałam ich już do kilku cieni), bardzo dobrze rozcierają. Wydaje mi się, że są naprawdę solidnie wykonane.
Teraz kilka słów o każdym z osobna. Od razu zaznaczę, że pędzelków używałam jedynie do cieni prasowanych, głównie lekko perłowych, choć z matami też dobrze współpracują.
  • Blend - To największy pędzelek. Nazwa sugeruje, że służy do blendowania, czyli rozcierania cieni. Faktycznie, bardzo dobrze się przy tym spisuje, ale ja lubię używać go do nakładania cieni na całą powiekę. Ładnie rozciera granice, a przy okazji kilkoma ruchami mamy dokładnie pokrytą całą powiekę. Ma dość mocno zbite włosie, ale nie drapie.

  • Crease - Nazwa mówi, że pędzelek służy do nakładania cieni w załamaniu, i do tego najczęściej go stosuję. W dodatku fajnie można wyprowadzć cień na zewnątrz, tworząc efekt kociego oka. Wydaje mi się, że jeszcze do końca nie wykorzystałam jego całego potencjału, ale współpracuje nam się coraz lepiej ;)

  • Highlight - Pędzelek służący do "rozświetlania", czyli do nakładania rozświetlających cieni w kącikach oka czy pod łuk brwiowy. Ja, szczerze powiedziawszy, bardzo często pod łuk brwiowy nakładam cienie palcem, a w kąciku oka z kolei bardzo małymi pędzelkami. Ten pędzel świetnie służy mi do blendowania.

  • Shade - Chyba najczęściej spotykany typ pędzelka do cieni. Sama jego nazwa wskazuje, że pędzelek ma służyć po prostu do nakładania cienia ;) Lubię takie pędzelki, są bardzo uniwersalne. Najczęściej aplikuję nim cień na ruchomą powiekę lub przy linii rzęs - do aplikowania cienia na całą powiekę jest odrobinę za mały i trzebaby się porządnie namachać. 

  • Smudge - Nie wiem, jak mogę przetłumaczyć to na język polski, chyba "rozmazywanie" jest najbliższe ;) Pędzelek jest najmniejszy, okrągły w przekroju. Czytałam, że dla niektóych dziewczyn ma za ostre włosie do malowania dolnej powieki - mój pędzelek jest tak samo przyjemny jak pozostałe i bez problemu maluję nim dolną powiekę. Można go także użyć do malowania grubszych kresek na górnej powiece. Długo czekałam na taki pędzelek w mojej kolekcji - w końcu mam idealny pędzelek do dolnej powieki! I bardzo lubię nim rozcierać kreski namalowane kredką.

    Ogólnie mówiąc, bardzo polecam te pędzelki. Kupowanie ich w sklepie iHerb to super biznes, bo nie dość, że na początku dostajemy zniżkę, to nawet bez niej pędzelki są o wiele tańsze, niż w Polsce (w Polsce można je dostać w Rossmannach i Super-Pharm)! U nas jeden pędzelek kosztuje 20-30zł, a przez internet za 5 pędzelków zapłaciłam 19zł z groszami. Chyba nie muszę nic dodawać ;)

    Co: EcoTools, Bamboo 6 Piece Eye Brush Set - Zestaw bambusowych pędzelków do makijażu oczu
    Ile: 7,22$ + 4$ przesyłka - 5$ zniżki = 6,22$ = ok. 19 zł
    Jak: 9/10

    Rozdanie u Reni-ferka

    Kolejne rozdanie, w którym biorę udział to rozdanie na blogu Reni-ferka. Do wygrania są cudowne kosmetyki firmy e.l.f., z której póki co posiadam jedynie pędzel, ale szalenie go lubię, dlatego wiążę z tym rozdaniem spore nadzieje ;) Najchętniej przywitałabym w swojej kolekcji właśnie kolejne dwa pędzelki, które można wygrać w rozdaniu. Inne nagrody też, jak najbardziej ;)