Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cień. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cień. Pokaż wszystkie posty

13 marca 2012

Virtual - Rock me baby - cienie do powiek nr 135

Ech, niestety w tym semestrze uczelnia wzięła górę i sprawdza się jeden z czarniejszych scenariuszy - na bloga i inne czynności pozastudiowe brakuje mi albo czasu, albo siły. W weekendy ładuję na maksa akumulatory z Lubym u boku (a wtedy o blogu i całym bożym świecie zapominam), aby jakoś przetrwać te nieprzyjemne i dłuuugie dni na uczelni w tygodniu. Tak więc ze smutkiem ostrzegam, że na blogu mogą pojawiać się przestoje, ale jednak postaram się coś dla Was napisać chociaż raz w tygodniu, a może uda się i częściej...

Dzisiaj mam dla Was recenzję i swatche cieni, które dostałam jeszcze w październiku w ramach prezentu urodzinowego. U mnie cieni nigdy za dość, a ten duecik kusi nas ładnym opakowaniem i pięknym tłoczeniem na powierzchni cienia - mowa o cieniach marki Virtual z serii Rock me baby. Posiadany przeze mnie odcień to 135 - pudrowy róż i grafit/granat.


Cienie należą do sezonowej edycji Rock me baby, jaką wypuściła w okolicach jesieni firma Virtual. Opakowanie cieni jest wykonane z przeźroczystego, solidnego plastiku i ma dość ładną grafikę na wieczku. Jednak mimo nadruku, od razu widać, jakie cienie znajdują się w środku. Oczywiście samo tłoczenie na cieniu jest jeszcze piękniejsze, ale niestety po kilku użyciach niemal nie ma po nim śladu...


Cienie mają dość dobrą konsystencję, powiedziałabym, że standardową. Są jednak dość miękkie i niestety przy odrobinie nieuwagi mogą się osypywać (co widać na swatchu). Jednak łatwo wypracować swoją metodę i unikać tego typu przykrych niespodzianek. Cienie są według mnie całkiem dobrze napigmentowane. Można uzyskać całkiem intensywny efekt, choć z drugiej strony przy blendowaniu (a blendują się bardzo dobrze) kolory ulegają rozmyciu i nieco tracą na intensywności.


Wykończenie cieni, wg opisu producenta, to perła. Moim zdaniem najbardziej trafne jest tu określenie "satynowe". Cienie nie są całkiem matowe, ale też nie błyszczą na powiece. Nie są też jednak "płaskie". Poza tym cienie posiadają brokatowe drobinki. Nie są one nachalne i nie widać ich gołym okiem na powiece, jednak istnieje ich spory minus - nie wiedzieć czemu, o ile cień zostaje na powiekach w trakcie nakładania i w ciągu dnia, o tyle sam brokat opada na policzki i nie daje się zbyt pokojowo usunąć...


Kolory to moim zdaniem bardzo udany duecik. Pierwszy to blady, pudrowy róż. Drugi odcień to wg mnie grafit, ale Idalia nazwała go granatem. Poszłam na kompromis i określiłabym ten kolor jako grafit z domieszką fioletu czy też granatu ;). Wydaje mi się, że swatche bardzo dobrze oddają obydwa te odcienie. Ogólnie mówiąc, kolory   bardzo mi się podobają i są moim stałym zestawem na szybki, delikatny, dzienny makijaż. Przeważnie nakładam róż na całą powiekę, a w załamaniu grafit i w kilka minut cały makijaż jest gotowy.

Co: Virtual, Rock me baby - cienie do powiek nr 135.
Ile: cienie dostałam w precencie, cena wg KWC to 13,50zł / 3,5g
Jak: 6,5/10

29 stycznia 2012

Sleek I-divine Palette - The Original

Na początku roku, w ramach wykorzystania pieniędzy, jakie dostałam od Babci na imieniny, postanowiłam w końcu zrealizować jedną z moich kosmetycznych "zachcianek" i zakupić dwie rzeczy, które dość długo widniały na mojej wishliście - a mianowicie dwie paletki I-divine Sleek - Original i Oh So Special.
W sumie to Oh So Special nie planowałam kupić, było to raczej spontaniczne (po prostu pewnego dnia stwierdziłam, że jednak ją chcę :P). Recenzję tej paletki umieszczę w przyszłości na blogu, dzisiaj jednak nadszedł czas na moją recenzję i swatche paletki Original.



Kiedy tylko zainteresowałam się Sleekiem i zobaczyłam, że ma w swojej ofercie paletkę Original, wiedziałam, że to będzie pierwszy Sleek jakiego kupię. Są to kolory, które lubię - fiolety, zielenie, niebieskości no i także parę złoto-oliwkowo-brązowych cieni, po które coraz częściej sięgam. W dodatku podoba mi się wykończenie cieni - na powiekach cienie są mieniące, pasowałoby tutaj określenie o "perłowym" wykończeniu, ale nie jest to wg mnie absolutnie kiczowata, tandetna perła.


Paletki Sleek chyba są większości z Was dobrze znane - 12 cieni w ładnej, zgrabnej, czarnej palecie z lusterkiem. Z tyłu nadrukowana jest nazwa paletki, co pozwala na szybką identyfikację ;). Do paletki dołączony był aplikator, jednak nakładam cienie swoimi sprawdzonymi pędzlami, aplikatora nie używałam ani raz.

Jeśli chodzi o cienie same w sobie, wszystkie wg mnie zachowują się bardzo podobnie - mają bardzo dobrą pigmentację (niektóre lepszą, niektóre gorszą, ale ja jestem zadowolona), na bazie trzymają się nienaruszone cały dzień. Niestety, ze swatchy nie jestem do końca zadowolona - cieniami można uzyskać naprawdę mocny efekt bez nakładania nie wiadomo jakiej ilości, choć zdjęcia mogą na to nie wskazywać. Niektóre kolory niestety wyszły na zdjęciach troszkę przekłamane, ale mam nadzieję, że krótki opis z mojej strony nieco ułatwi sprawę ;) W obszarze palety niemal każdy kolor pasuje do każdego, co pozwala stworzyć mnóstwo kombinacji w makijażu. Cienie aplikuje się bez problemu, czasaaami zdarza im się lekko osypać,  ale z reguły są świetne we współpracy. Fantastycznie się blendują. Z tego, co wiem, jest to jedyna paleta, na której cienie nie są podpisane - a szkoda, to dość miły akcent.

 Czerń - Jedyny matowy cień z tej paletki. Nigdy nie używam czarnych cieni w makijażu, chyba że wykonuję nim kreskę zamiast eyelinera, dla łagodniejszego efektu. Cień nie jest moim zdaniem tak napigmentowany, jak mógłby być, ale nie jest źle. Da się nim łatwo zrobić miękką kreskę, a z pomocą płynu do pigmentów Kobo może zastępować czarny eyeliner.


 Fiolet - Piękny, szlachetny fiolet. Jestem całkowitą fioletomaniaczką, więc każdy nowy w mojej kolekcji od razu dostaje się do grona "ulubieńców". Ten kolor bardzo mi się podoba, jest moim zdaniem 100% fioletem, bez domieszek różu, czerwieni czy niebieskiego.


Granat - Jeden z kolorów, który był dla mnie największą (pozytywną) niespodzianką. W palecie wygląda niemal na czarny, jednak przy bliższym przyjrzeniu się widać, że to głęboki, mocny granat. Pięknie wygląda nałożony w załamaniu, dla mnie to świetna alternatywa czerni i innych ciemnych kolorów. 

Niebieski/turkusowy - W rzeczywistości jest to nieco bardziej zgaszony odcień, chociaż nadal dość żywy. Głęboki, intensywny niebieski, ma w sobie odcienie turkusu i błękitu. 

Niebiesko-zielony - To pierwsza nazwa, jaka przyszła mi do głowy. Dość niezidentyfikowany odcień jak dla mnie, taki dość ciemny, metaliczny zielony.  Zdjęcie znów jest nieco przekłamane, w rzeczywistości ten kolor jest nieco ciemniejszy i nieco bardziej zielony.

Zielony - Trochę metaliczny, zgaszony odcień zielonego. Myślę, że będzie bardzo pasował do brązowych oczu, choć w połączeniu z moimi, zielonymi, też wygląda super :)

Złoto-beżowy - Nie jest to w stu procentach kryjący cień, dla mnie raczej to taki złotawo-beżowy pyłek. Bardzo dobrze nadaje się do rozświetlania kącika oka w makijażach o ciepłej tonacji.

Różowo-złoty - Ten i następny cień mają swoje duplikaty w paletce Oh So Special. Na swatchu powyżej tego nie widać, ale jest to bardzo ładny odcień pudrowego różu z domieszką złota. Przypomina mi nieco lżejszą wersję Kobo'wego Golden Rose. Bardzo często go używam jako bazy pod inne makijaże.

Różowo-beżowy? - Dla mnie to najbardziej niezidentyfikowany kolor z całej palety. Zdjęcie nie do końca dobrze oddaje jego odcień. Dla mnie to coś pomiędzy kawą z mlekiem a różowym. Również świetnie nadaje się jako baza pod inne makijaże, jak poprzedni cień. Jego odpowiednik także znajduje się w Oh So Special.

Miedziany - Mocny miedziany kolor, jeden z najbardziej napigmentowanych.

Stare złoto - Lekko brązowe, stare złoto. Przepiękny odcień.

Oliwkowo-złoty - Tak jak napisałam, jest to oliwkowo-złoto-zielony odcień. Znów jeden z najładniejszych, ze złotem tworzy wspaniały duet ;)

To by było na wszystko, moim zdaniem to jedna z najlepszych i najbardziej uniwersalnych palet Sleeka :)
Słońce również robi się coraz przychylniejsze, w miarę możliwości postaram się na blogu dodawać nieco więcej makijaży mojego autorstwa, także z użyciem Sleeków.
A jeśli chodzi o trochę prywaty, to w środę i piątek mam dwa ostatnie egzaminy, a potem zaczynam feeeerie, które potrwają aż do 26 lutego! :) Cudownie :D